Zmiany, zmiany, zmiany.

Zmiany, zmiany, zmiany.

zamieszczone w: Sprawy blogowe | 0

Z noworocznymi postanowieniami to jedna wielka hucpa, bo prawda jest taka, że jeżeli chcesz dokonać zmian w swoim życiu, możesz robić to od zaraz. Wyznaczanie terminu w przyszłości, bez znaczenia czy niedalekiej czy dalekiej, jest zatem tylko wyrazem niechęci i braku stanowczości wobec chęci osiągnięcia zamierzonego celu. „Idę na dietę od poniedziałku”, „zaczynam biegać od marca”, „w te wakacje w końcu będę podróżować”, „w nowym roku w końcu znajdę sobie męża”. Bullshit, lub, nie kalecząc mowy ojczystej, kupa łajna. W Hagakure, jednej z lepszych pozycji jeżeli chodzi o literaturę dalekiego wschodu, pada stwierdzenie, że ważne decyzje życiowe należy podejmować w przestrzeni siedmiu oddechów. Jest to kwestia determinacji i zdania się na instynktowny osąd. Warto też pamiętać słowa mistrza Ittei, który widząc na murach daimyo Naoshige maksymę „sprawy wielkiej wagi należy traktować z pobłażaniem”, dodał „sprawy małej wagi powinny być traktowane poważnie”.

Trochę odpłynąłem w moich ocenach dotyczących noworocznych postanowień, tym bardziej że zaraz sam wrzucę kilka celów na 2016. Jest jednak zasadnicza różnica między postanowieniem, a celem, która wydaje mi się dostatecznie jasna, by jej nie tłumaczyć. Blog jak najbardziej żyje, mimo że przeżywał chwilową niedyspozycję, związaną głównie z moimi obowiązkami wobec świata gier komputerowych Anno Domini 2015 oraz dodatkami do wielu gier, które ukochałem jak własne dzieci. Zaległości musiały zostać nadrobione, co wiąże się z jedną z nadchodzących na blogu zmian – będzie więcej tekstów okołopodróżniczych. Niestety – póki co nie dostałem planowanego bezpłatnego urlopu na cały okres czerwiec – wrzesień, stąd podróże będą bardziej lokalne niż globalne. Ktoś woli żebym siedział przed kompem i nic nie robił, ale ich za to kasował. Ich wybór, mój żal, bo osiągając niemal wiek chrystusowy, jestem na etapie w życiu, że pytanie o wycieczki nie brzmi ‚za ile?’ tylko ‚kiedy i na ile?’. Smutne.

Będzie więc sporo o Wrocławiu i, mam nadzieję, Dolnym Śląsku. Jeden tekst jest już niemal gotowy, zostały już tylko fotki i uzupełnienie kilku akapitów. Z okazji świąt zdradzę Wam nawet temat tej wiekopomnej kompilacji – gdzie pić i nie pić piwo we Wrocławiu. Na pewno w przeciągu roku pojawi się kilka wpisów o Wrocławiu, bardziej skierowanych w stronę turystów. O miejscach wartych zobaczenia, o przecenianych i niedocenianych atrakcjach turystycznych, będzie o ważnych dla miasta miejscach, gdzie jeść, gdzie nie jeść. A na końcu, a może przede wszystkim – konkurs na instagramie. Tak bardzo w roku pańskim 2015, a jeszcze bardziej AD 2016 niepopularny, bo wiedzowy. Ale na razie muszę przygotować grubą listę materiałów do niego, a nie omieszkam także poszukać sponsorów :) I nie, nie ma to związku z wielkim wyprowadzaniem publicznych pieniędzy, jakim jest Wrocław jako Europejska Stolicy Kultury.

A moje cele pozablogowe na 2016? Prawda jest taka, że niemal w całości ograniczają się do listy zakupów. Setka polskich piw butelkowych, których nie wyprodukowałem sam. Niczym w „Kupcu weneckim” – one pound of flesh, no more, no less. I postaram się tej liczby trzymać. Idąc dalej alkoholowo – dodać do kolekcji single maltów jakiegoś Macallana, BenRiacha, Caol Ila, anCnoc, Bunnahabhain, Glengoyne i Laphroaig. Pójść bardziej w stronę cask strengh lub celować w 43-46%, a mimo to dodać kilka bardziej marketingowo znanych, ale nadal dobrych blendów (Chivas 21 YO, niebieskiego Johnniego czy Balantynę 12 YO) oraz łychy z krajów nadal nieobecnych na moich półkach (Tajwan, Holandia). A także w końcu spróbować shochu i sotolu. Z zupełnie innej beczki – skończenie kolekcji banknotów PRL oraz znaczne rozszerzenie kolekcji krajów arabskich, a także uzupełnienie monet III Rzeszy. Trochę książek („Obserwatorzy Spoza Czasu” Derletha, „Koszmary i fantazje” Lovecrafta, sporo książek Lema, brakujące mitologie świata), nowy rower, dron, obiektyw fisheye i 35mm… Długo mógłbym tak wymieniać. Jak zrealizuję 50% – będę zadowolony, bo o ile niektóre rzeczy można kupić od ręki, tak na niektóre trzeba polować.

sundown

Kiedy zatem pierwszy tekst w 2016? W najbliższy wtorek. Mógłby być już teraz, bo jest gotowy, ale rozpoczęcie 1. stycznia zaprzeczyłoby tezie z pierwszego akapitu ;) I co środę będzie nowy tekst podróżniczy o godzinie 17:00. Krótsze niż ostatnio, bo takie są obecnie tryndy w internetach. Wpisy pozostałe będą w weekend, ale regularności nie mogę obiecać. Reszta planów niech pozostanie w kategorii niespodzianek, ale obiecuję że nudy nie będzie, bo jak nad Imperium Brytyjskim podczas jego złotego wieku, nad tym blogiem słońce nigdy nie zachodzi :)

Zostaw Komentarz