Wrocław – przedpremierowy pokaz Afrykarium

Wrocław – przedpremierowy pokaz Afrykarium

zamieszczone w: Polska | 0

Wpis będzie miał w pewnej części charakter polityczny, bo nie może być inaczej. Wrocław jest, od urodzenia, moim miastem i, bez względu na to gdzie skończę, moim miastem pozostanie. I bardzo mnie smuci, czego we Wrocławiu dokonują przybłędy na stanowiskach decyzyjnych. Zatem poza testem i relacją z afrykarium poczytacie pod koniec o mojej wizji służby publicznej, o tym dlaczego kredyty są złe i ile powinien kosztować bilet do ogrodu zoologicznego we Wrocławiu. Start!

Przedpremierowe otwarcie budynku afrykarium miało miejsce dzisiaj, to jest 03.10.2014, w sobotę. Władze ZOO Wrocław przeznaczyły do rozdania w mediach pulę dwóch tysięcy biletów, by na ludziach doświadczalnych przekonać się o możliwościach nowego budynku. O funkcjonalności, przepływie ludzi, chcę wierzyć że także o milionie innych potencjalnych problemów. Tak samo jak chcę wierzyć, że obiekt czeka jeszcze naprawdę sporo wykończenia, mimo że musi być otwarty przed wyborami samorządowymi, czyli na koniec października. Bo przecież zawsze warto pochwalić się czymś, co wybudowano za cudze pieniądze. Jakie mam doświadczenie, by oceniać takie miejsca? Lubię zwierzęta i rośliny. Może być? Zawsze staram się odwiedzać ogrody botaniczne i zoologiczne. Mam zaliczony najdłuższy tunel w akwarium na świecie (Chiang Mai), największą ptaszarnię na świecie (Kuala Lumpur) i najlepszą motylarnię świata (Penang). Wszystkie te miejsca swego czasu tutaj się oczywiście pojawią, niech tylko przedłużą mi dobę do 48 godzin.

Zacznijmy od wielkości. Afrykarium (genezy nazwy chyba nie muszę tłumaczyć?) to łącznie dwa kilometry ścieżek. Niby sporo jak na jeden budynek, jednak w tej chwili całość była do przejścia w godzinę. I to naprawdę spacerowym tempem. W zasadzie gdyby pominąć fotografowanie, sprawdzanie kilku miejsc tylko i wyłącznie z reporterskiego obowiązku, czy powroty by coś sprawdzić, można nawet skrócić do 45 minut. Afrykarium jest, oczywiście niekompletne, ale wydaje się być zapełnione na tyle by wydać wyrok. Czego brakuje? Rzeczy kluczowych. Tabliczek przy wybiegach. Ciekawi mnie jak rozwiązane to zostanie szczególnie przy akwariach. W wielu miejscach nie ma elewacji. A przynajmniej mam taką nadzieję, bo nie wyobrażam sobie, by w kiblu została szara ściana z żelbetonu. Dalej… Czy to jest ostateczne oznakowanie obiektu? Oby nie, bo bazgranie szprejem po ścianach to standardy z połowy XX wieku. A poza tym jest nieźle. Kilka rzeczy, jak chociażby plastikowe korzenie na suficie, wydaje się tandetnych, ale to jak najbardziej kwestia subiektywna, a wyżej wymienione wady są obiektywne.

Po wejściu do afrykarium widzimy… Obecnie widzieliśmy rusztowania. Są tam płytkie baseny na jakieś trzydzieści centymetrów, więc pewnie coś będzie sobie pływało. Niestety, wolontariusze nie potrafili powiedzieć co. To też minus. Przy każdym wybiegu, przy każdym oknie człowiek w koszulce ‚zoo’ czy tam ‚staff’, a nikt nic nie wie. Kierunek zwiedzania mówi w prawo, mijam lansującego się prezydenta miasta i od razu jestem przy pierwszej ekspozycji – rafie koralowej Morza Czerwonego (byłem, widziałem, porównywalna :)), a potem innym wodom słodkim i słonym Afryki. I tu zaczyna się pierwszy problem. Wszedłem godzinę po otwarciu, a kilka szyb już upaćkanych, jakby były w użyciu przed tydzień, a nie chwilkę. Tunel akwarium jest spoko, ale jest króciutki, jak na mój gust kilkanaście metrów.

Wybiegi dla pingwinów i kotików są świetne. Zwierzęta możemy obserwować albo z tarasu widokowego, albo z poziomu basenu. Wprawdzie informacja o godzinach karmienia znajduje się po drugiej stronie wybiegu, ale pewnie zostanie to zmienione. W środku ma być restauracja z widokiem na taras, po którym chodzą ludzie, stąd wielkich sukcesów jej nie wróżę. I to już prawie koniec obiektu! Jeszcze tylko ‚dżungla Kongo’, oddzielona od reszty szczelnymi drzwiami i dodatkowo docieplana. I tutaj kolejny zonk – przy wejściu nie widziałem niczego na kształt szatni, a afrykarium ma być główną atrakcją ogrodu zoologicznego zimą. Czyli ja mam przyjść ubrany po zęby, a następnie tak wejść do pomieszczenia o temperaturze 25 stopni i około 50% wilgotności? To przecież wychodzę znów na zewnątrz i mam zapalenie płuc gratis! W tej chwili w kongijskiej dżungli są całe trzy zwierzęta obejmujące dwa gatunki. Jeden krokodyl i dwa manaty. Czy będzie coś więcej? Oby, bo obecnie jest tam mnóstwo niewykorzystanej przestrzeni. Aż się prosi o jakieś małpiatki, motyle, ptaki, cokolwiek.

I to koniec. Teoretycznie. Bo wychodząc jestem jeszcze zaproszony do sali multimedialnej. A tam, na wyświetlaczu, film o afrykarium ze zdjęciami z budynku. O afrykarium, w którym przed chwilą byłem. Ja mam słabą pamięć, ale bez przesady. Co za absurd. Kto za to odpowiada?!?

Ogólnie – można się zachwycać, jeżeli nie widziało się czegoś o podobnej skali gdzieś indziej. Tylko kotiki i pingwiny są na naprawdę światowym poziomie i kilkuletnie dzieci, które powinny być wpuszczane na smyczy, nie zdążyły jeszcze zasyfić szyb. Zresztą taka wizyta w ZOO to doskonały sposób na obserwację jeszcze jednego gatunku. Polakus Burakus Cebulakus. Wrzucę monetę do pingwinów. Będzie fajnie. Tabliczka ‚nie karmić zwierząt’? Ale to tylko kromki chleba ze smalcem! Zakaz zdjęć z lampą błyskową? Nie po to mam komórkę za 349,99 z fleszem, żeby go wyłanczać. Tym bardziej, że właśnie robię zdjęcie swojemu bachorowi, który przed chwilą jadł loda, a teraz maćka szybę upierdolonymi rękami. Tak, to smutny obraz znacznej części naszego społeczeństwa.

Obiecałem o polityce, będzie o polityce. Niestety. Bo po raz kolejny czuję się obrzygany. Może najpierw trochę o mnie. Przez osiem lat działałem na szczeblu samorządowym jako skarbnik osiedla. Można powiedzieć, że charytatywnie, bo łącznie wyszłoby jakieś 100-150zł/miesięcznie za kilka godzin pracy tygodniowo. Zgodzicie się, że to raczej symboliczne wynagrodzenie. Jednak, wbrew pozorom, nie uważam by politycy powinni zarabiać mało. Wręcz przeciwnie, im wyższe stanowisko, tym więcej powinni zarabiać. Taki prezydent miasta wielkości Wrocławia powinien dostawać 40 tysięcy miesięcznie lekką ręką. ALE!! Z wielką władzą przychodzi wielka odpowiedzialność. Przede wszystkim taka praca to służba. Nie realizacja własnych chorych ambicji, organizacji przetargów pod firmy kolegów i zatrudnianie rodziny, krewnych i znajomych. Podbudowania swojego ego, przedłużania penisa, rozbijania się służbowym samochodem na zakazie wjazdu, rżnięcia sekretarek w pracy i tym podobnych. W takich przypadkach, spadek z piedestału powinien być tylko w jedną stronę. W dół szubienicznej zapadni.

Afrykarium miało być otwarte i skończone na 150-lecie wrocławskiego Zoo, czyli na rok 2015. Ale przecież mamy wybory. Więc zacznie się wykańczanie na szybko i prowizorka, bo obiekt trzeba otworzyć i pokazać, co udało się wybudować? A że na kredyt? Czy to ważne? Prezydent będzie spłacał? Proste że nie. Zapłacę ja, Pan, Pani, ci państwo… Społeczeństwo. 220 milionów. A kto jest wykonawcą. Spółka, która jest współwłaścicielem klubu piłkarskiego, którego głównym udziałowcem jest miasto. Śmierdzi? To słuchajcie tego. W pobliżu zoo i stojącej niedaleko Hali Stulecia (lub Ludowej w zależności od upodobań) pozamykano wszystkie parkingi, by zmusić turystów do parkowania w parkingu wybudowanym przez firmę związaną z miastem umową, która jest badana przez prokuraturę. Postój kosztuje 6 zł za godzinę! Wrocławianie sobie poradzą. Przyjezdni już nie bardzo.

To nie jest jedyny kredyt, który będzie mnie, jako Wrocławianina, drogo kosztował. A spłacam go – i obsługę długu – za każdym razem gdy się kąpię i robię herbatę. Za każdym razem gdy włączam kaloryfer i wyrzucam śmieci. Nie chcę tutaj wymieniać wszystkich inwestycji ‚za cudze’ w moim mieście. Czasu mi nie starczy, a jutro jadę do Czarnobyla ;). Nie stać mnie? Nie zaoszczędziłem? Nie kupuję. Bardzo prosa zasada. Niestety, jeżeli ktoś nie potrafi prowadzić samochodu, trudno oczekiwać by potrafił prowadzić miasto. A tutaj ktoś wybudował coś za pieniądze innych, marnotrawiąc jakieś, licząc lekką ręką, 30%. Lansuje się przy tym jak HItler na defiladach, urządza wycieczki z przewodnikami swoim kolegom, a następnie jeszcze idzie na imprezę dla wybrańców na terenie obiektu. Prawdopodobnie nie za swoje. No to coś tu jest nie tak.

Obiecałem też wspomnieć o cenach biletów. W tej chwili jest to 30 zł, a od marca (kiedy będzie już po wyborach i można przykręcić śrubę) będzie to 50 zł. Czy można zrobić swobodne przypuszczenie, że wstęp do afrykarium będzie nas, siłą rzeczy, kosztował 20 zł? Niby nie, bo podwyżka jest efektem inflacji i kupy innych czynników, ale nie oszukujmy się – za nowy budynek zapłacą klienci i podatnicy. I zapłacą nieadekwatnie dużo. W obecnej chwili swój fun w nowym budynku wrocławskiego zoo wyceniam na 10zł. I to jestem raczej dość hojny.

Mimo wszystko jak najbardziej zapraszam. Do Wrocławia warto przyjechać i zobaczyć. Stare Miasto, Ostrów Tumski, liczne parki i kościoły… za darmo. Zoo i afrykarium już niekoniecznie.

Zostaw Komentarz