Wiele dziewcząt jest na świecie, lecz najwięcej w Ukrainie

Wiele dziewcząt jest na świecie, lecz najwięcej w Ukrainie

zamieszczone w: Europa, Ukraina | 0

Tekst będzie wybitnie seksistowski, będzie upadlał kobiety, prezentował chore teorie i traktował Ukrainki (i nie tylko) prawie tak, jak traktowali je reżymowy pies łańcuchowy Jakub W. (dawny prezenter Halo!Gramy, a obecnie, między innymi, prowadzący Kuba W. show, który jest jego show w wiadomej telewizji) oraz Michał F.(mąż swojej żony Odety F.-Moro, tytułujący się prezenterem). Zatem jeżeli ktoś się już czuje urażony, to niech najlepiej zmieni stronę i skoczy panu majstrowi tam, gdzie może pana majstra w dupę pocałować.

Zacznę zatem od mojej teorii łączącej genom człowieka, lata historii, moją znajomość genetyki opartą na ośmiu latach nauki biologii w szkolnictwie podstawowym i wyższym oraz kilkadziesiąt filmów fabularnych o katastrofach wywołanych badaniami genetycznymi. Jak wiadomo, najlepsze potomstwo daje dywersyfikacja materiału genetycznego, a materiał genetyczny ukraińskich kobiet jest wybitnie zdywersyfikowany przez lata podbojów, najazdów, gwałtów oraz, trochę mniej, czystek etnicznych. Bo nawet nie wgłębiając się w historię, nie wiem czy jest bardziej doświadczony i zróżnicowany kraj w Europie, a może nawet na świecie. Słowianie i Skandynawowie tworzący Ruś Kijowską, potem najazdy Złotej Ordy (czyli Mongołów), polsko-litewska Rzeczpospolita Obojga Narodów, zabór austro-węgierski, okupacja nazistowska, Ukraińska SSR, Tatarzy na Krymie, wpływy tureckie… Sporo tego, dlatego w Kijowie możemy spotkać kobiety o różnym podłożu etnicznym.

No właśnie, w Kijowie. Rozumiem że ocenianie urody kobiet danego kraju przez perspektywę stolicy jest nieco na wyrost, szczególnie w biedniejszych krajach, gdzie każdy, w nadziei na sukces, ściąga do stolicy, gdyż jest to jedyne miejsce, w którym można się wybić. Na prowincji, gdzie spędziłem kilka dni, nie jest już tak różowo. Zawsze kiedy podróżuję mam taki mentalny klikacz, jaki miał Borys Szyc w pamiętnej reklamie do zliczania ładnych kobiet. Osoby pamiętające ‚Świat Wayne’a’ mogą sobie wyobrazić mnie robiącego ‚schwing!’ do napotkanych lasek, ale nie jest to aż tak ordynarne ;) Odnośnie pobytu w malutkim Sławutyczu odsyłam do wpisu o nim, gdzie jest kilka słów o mieszkańcach, natomiast zliczanie ślicznotek nie szło w setki, nawet dziesiątki… Natomiast Kijów… Ech, rozmarzyłem się. To zupełnie inna półka. I nie mówię tutaj tylko w kontekście ilości, bo wiadomo że w sześcio-milionowym mieście będzie mnóstwo cudownych kobiet, bardziej mam tu na myśli odsetek ideałów.

Ja jestem ogromnym fanem słowiańskiej urody. Rosjanki, Polki, Białorusinki, Ukrainki… Co tu dużo gadać, wystarczy przypomnieć Eldo i ‚nasze dziewczyny są najlepsze, wiesz to’. I tutaj mamy do czynienia z typowo słowiańską urodą, z rozmaitymi domieszkami z wyżej wymienionych powodów. Urody, której nie da się jednoznacznie sprecyzować, natomiast widząc ją na ulicy mamy 90% pewności, że to Słowianka. I wcale nie dlatego, że ubijało masło z Donatanem. Zauważyłem, że w krajach południowych (mowa o Europie oczywiście, nie będę tutaj wchodził i porównywał innych ras) przeciętne kobiety są średnie, natomiast czasem widzi się prawdziwą bombę. Natomiast przed wyjazdem na Ukrainę, warto odbyć przeszkolenie saperskie (bo tyle jest bomb, dla tych, którzy nie zrozumieli tego żenującego żartu).

Niestety, nie jest aż tak różowo, bo w wielu przypadkach wszystko jest ładnie opakowane, a potem potencjalna ofiara dziewczę się uśmiecha i cały czar pryska. Stomatologia higieniczna i ortodoncja, jeżeli to co innego i są różnymi działami medycyny, stoi na żenującym poziomie. To zresztą plaga we wszystkich krajach bloku wschodniego, ale także np. w Wielkiej Brytanii. Długo zastanawiałem się dlaczego. Na pewno nie jest to kwestia pieniędzy, bo nawet bogatsze kobiety, oceniając po samochodach czy ciuchach, które ewidentnie mogą sobie na pewne ulepszenia zgryzu pozwolić tego nie robią. Lepiej kupić sobie kolejną torebkę czy futerko? Kobiety nie zmienisz. Możesz zmienić kobietę, ale to i tak nic nie zmienia.

I jeżeli już mówimy o zmianach i kobietach, szybko poruszmy temat, który lansowała swego czasu jakaś szafiarka, czyli ‚jak się ubierać na Majdanie’. A przegląd ciuszków na ulicach Kijowa czasem bardzo przypomina wizytę w tanim burdelu. Oczywiście ja sam nigdy nie byłem, ale znam kogoś, kto był. Oczywiście na poniższych i powyższych fotkach starałem się znaleźć coś więcej niż tylko damy, które podejrzewałem o najstarszą profesję świata, natomiast kilka ciuszków jest dość charakterystycznych. I gdybym znał się bardziej na modzie i potrafił je nazwać, z pewnością bym je tutaj wymienił. Natomiast obawiam się, że próbując to zrobić skompromituję się po prostu jeszcze bardziej niż do tej pory. Tym niemniej zestaw: obcasy, rajstopy, mini i futerko na górze jest bardzo popularny. Bez względu czy było 3 stopnie rano czy 20 w okolicach popołudniowych.

I na koniec o akronimie MILF na Ukrainie. Wiecie, co znaczy MILF, prawda? Jasne że wiecie. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że większość towarzystwa odwiedzającego tę stronę prędzej rozszyfruje akronim MILF niż ZSRR. Ale do rzeczy. Otóż MILFek na Ukrainie nie widziałem. Ok, były przypadki incydentalne zadbanych kobiet w wieku 30-45, ale naprawdę były to ewenementy. I tutaj moja kolejna teoria. Nie jest tajemnicą, że kobiety ze wschodu nakładają na siebie tony makijażu. Dosłownie TONY. Większość nie zmywa makijażu na noc i nawet ja, kompletny troglodyta jeżeli chodzi o wiedzę kosmetyczną, wiem że to niszczy skórę. Więc kiedy po latach stosowania takiej kuracji na twarz i upolowaniu rannego kojota, pewnego dnia Ukrainka przestaje korzystać z błogosławionej mocy Loreal, zaczyna się horror. Budząc się pierwszy raz koło kobiety, która tylko pachnie i brzmi jak niedawno poślubiona, Ukrainiec jest, jak wspominany wyżej kojot, w potrzasku. I wtedy zaczyna pić, bo nic więcej w życiu mu nie zostało. Taka jest geneza dwóch największych problemów na Ukrainie. Alkoholizmu i braku milfek.

Kolejnym problem jest znajomość angielskiego. A raczej brak takowej. Autentyczna rozmowa:
– Sorry, do you speak English?
– Of course.
– Ah! Of course, great. How do I get to Saint Sophia’s Cathedral?
– …. (cisza)
I uprzedzę wątpliwości – mój angielski nie jest nienaganny, natomiast jest bardzo amerykański, czyli najłatwiejszy z wszystkich możliwych akcentów. Umiejętność praktycznego stosowania angielskiego jest w powijkach. Może akurat wybierałem osoby nieśmiałe, albo nie znające topologii miasta, natomiast schemat był przeważnie taki sam. A jeżeli już ktoś po angielsku śmigał, to było to naprawdę na wysokim poziomie. I robiło się bardzo przyjemnie. Bo przecież można znać kilka języków świata, a w żadnym nie potrafić powiedzieć niczego ciekawego. Jak autor tego bloga =)

Zostaw Komentarz