Teplice – Rozpoczęła się inwazja waranów

Teplice – Rozpoczęła się inwazja waranów

zamieszczone w: Czechy, Europa | 0

A w ogóle dlaczego Czechy? Bo było kilka dni wolnego i musiałem kuzynowi z Francji pokazać trochę świata. Do wyboru było Drezno i Lipsk albo właśnie różne mniejsze miasta w Czechach. Długo się nie wahałem, Niemcy już droższe raczej nie będą, a kuzyn był bardziej spragniony Europy Środkowej. Porównanie cen hoteli na booking.com tylko utwierdziło mnie w wyborze. Cztery noclegi za 100€? Jak za darmo, a do tego w 75% przypadków mieliśmy pokoje czteroosobowe i tylko z braku zainteresowania takim wyjazdem wśród znajomych nie udało się jeszcze bardziej zbić kosztów.

Niestety, kuzyn z Francji, który chciał uciec od wszechobecnej i źle rozumianej poprawności politycznej i tolerancji w Paryżu był zasmucony. Ja zresztą także. W niedzielę po południu w Teplicach stosunek rdzennych mieszkańców Czech do napływowego elementu wynosił jakoś 1:5. Poważnie! Prawie każdy napotkany człowiek to Arab lub cygan. A przed kawiarniami jest już w ogóle apogeum tego zjawiska – oczywiście głównie w wykonaniu mężczyzn, bo przecież kobiety są jednostkami gorszymi i psułyby relaks przy kawie. Nota bene, ta teoria w incydentalnych przypadkach znajduje swoje potwierdzenie ;). Są reklamy i bannery po arabsku, menu w ichnich robaczkach, odpowiednio przeszkolony personel. Ba! Po ulicach starego miasta śmigały dwa świeżutkie mocno zmodyfikowane mustangi GT convertible, które słychać było niemal na drugim końcu miasta. Oczywiście przeznaczone tylko i wyłącznie do lansu, stąd śmigały w kółko po tych samych uliczkach starego miasta. Co ciekawe – na blachach z Kuwejtu. Pozostaje zatem pytanie w jaki sposób dotarły do Czech – drogą morską czy lądową?

Pod wieczór zaczęły się pojawiać również kobiety – obowiązkowo co najmniej w hidżabie, a przeważnie w nikabie. Kobiet w burkach na szczęście nie było, chociaż sam fakt takich strojów w mocno świeckich Czechach był lekko szokujący. Jeszcze bardziej dla mojego kuzyna – we Francji bowiem możesz sobie być Arabem, ale za śmiganie po ulicy w stroju zasłaniającym twarz dostaniesz już mandat lub co najmniej pogadankę z policją. Jednak gdy zacząłem o tym więcej myśleć… Mi Arabowie nie przeszkadzają, o ile nie wpychają się na siłę do mojego światopoglądu. Natomiast jako turyści powinni mieć pełne prawo by chodzić ubranym tak, jak mają na to ochotę. Bo przecież my, biali Europejczycy, gdy wyjedziemy zwiedzać do arabskiego kraju, nie przebieramy się w ichniejsze fatałaszki. Często odsłaniając nogi czy ramiona, co już jest w świetle religii muzułmańskiej niefajne, a gdy jeszcze dojdą do tego kobiety z dekoltami… Stąd – żyj i pozwól żyć.

Natomiast granica jest łatwa do przekroczenia i wieczorem czułem się już jako gość w Teplicach. Po raz pierwszy w Europie miałem autentyczne wrażenie wrogości. W większości parków na trawie przesiadywały grupy Arabów przy fajce wodnej lub po prostu rozmawiających, oczywiście podzielonych na mężczyzn i kobiety. A dwóch czeskich policjantów było chyba tak samo zaskoczonych i przerażonych jak i ja. Strach jest kompletnie irracjonalny, tym bardziej że buzie arabskich dziewcząt bywają bardzo ładne i ewidentnie – bez męskiego nadzoru – szukają kontaktu wzrokowego… Trochę to dziwi, ale nigdy nie byłem w restrykcyjnych krajach arabskich, więc nie mam pojęcia jak tam jest, chociaż wydawało mi się, że wzrok jest raczej spuszczany, tymczasem tutaj jest dokładnie odwrotnie. I nigdy nie wiadomo czy nie przeholujesz i czy gdzieś tam nie czai się ochroniarz, który zabije cię w imię jakiegoś absurdalnego prawa.

A dowodem na to, że na terenie całych Stanów Europy rozpoczęła się inwazja waranów Arabów niech będzie kupowanie przez nich podniszczonych domów w Teplicach, remontowanie ich i przerabianie w apartamenty pod swoim szyldem. Jeden z takich przykładów zresztą uwieczniłem na zdjęciach. To jest chyba granica, która świadczy o chęci kolonizacji, bez względu na to w jakiej formie, bo nie kupujesz lokalu mieszkalnego, jeżeli nie masz wobec danego miejsca dalekosiężnych planów. A, powiedzmy sobie to wprost, Teplice nie są metropolią, mieszkania tutaj nie zaczną nagle zyskiwać na wartości i te zakupy nie mają charakteru inwestycyjnego.

Ktoś powie – no ok, wszystko jasne, tylko dlaczego akurat Teplice? Czemu nie Praga czy chociażby Brno? Odpowiedź jest prosta – zdrowie. Bo zanim Czesi, oczywiście na potrzeby zdrowotne, zalegalizowali marihuanę, czerpali zdrowie z innych darów natury dostępnych, skąd zresztą wzięła się chyba także nazwa miasta, czyli z wód termalnych. Cieplice to największe, zaraz po Karlovych Varach, uzdrowisko w Czechach. Wody mineralne i łaźnie były na tyle sławne, że miejsce było bardzo popularne w całej Europie środkowo-wschodniej wśród burżuazji. Wśród wielu osób wizytujących miasto na początku XIX w., do najsłynniejszych należą Liszt, Chopin czy Wagner. Tutaj, w 1813, podpisano sojusz łączący Austrię (pod wodzą cesarza Franciszka II Habsburga) z Rosją (Aleksander Romanow) oraz Prusami (Fryderyk Wilhelm) do wojny przeciw Napoleonowi. Sojusz, który był zaczątkiem Świętego Przymierza, odegrał kluczową rolę w powstrzymaniu Napoleona, a później zdławił dążenia niepodległościowe wielu krajów. Po bitwie pod leżącym niedaleko Prostumovem, Teplice zyskały status miasta neutralnego i pełniły rolę olbrzymiego szpitala polowego.

Właśnie w Teplicach doszło także do spotkania dwóch wielkich osobistości – Beethovena oraz Goethego, uwiecznionego na obrazie ‚incydent w Teplicach’. Oczywiście, jak to zazwyczaj bywa, legenda jest dużo ciekawsza od faktów, zatem zaczniemy od niej. Panowie spotykali się codziennie (wg relacji Beethovena) i pewnego dnia podczas przechadzki po parku z daleka ujrzeli cesarzową Marię Ludwikę ze swoim orszakiem. Nota bene cesarzowa była gruźliczką, więc wizyta w Teplicach miała pewnie to samo podłoże co u Chopina. Młoda królowa nadchodziła z przeciwnej strony co dwóch panów idących pod rękę (Beethoven był 20 lat młodszy od pisarza). Beethoven później pisał w swoich listach, że Goethe nie stroni od blichtru, przepychu dworu królewskiego, co kompozytor uważał za naganne, wychodząc z założenia, że artyści są arystokracją społeczeństwa. Pisarz z kolei miał Beethovena za człowieka o nieokrzesanym charakterze. Beethoven powiedział, że panowie powinni kontynuować swój spacer i poczekać aż dwór cesarzowej ustąpi im miejsca. Goethe natychmiast wyrwał się Beethovenowi i stanął z boku w głębokim skłonie przed Marią Ludwiką. Kompozytor się nie przejął, ostentacyjnie założył kapelusz i dumnie przeszedł wśród ustępujących mu miejsca arystokratów, a kilkanaście metrów dalej zaczekał na pisarza ze słowami: ‚poczekałem na Ciebie, bo szanuję Ciebie i twoje dzieła, ale za bardzo płaszczysz się przed tymi ludźmi’. Dwaj wielcy już nigdy się nie spotkali, a na list od Beethovena, Goethe nie odpisał. Tyle legendy.

Rzeczywistość jest bardziej przyziemna i ma na nią wpływ czynnik ludzki, a nawet kobiecy ;). Powyższą historię, uwiecznioną monumentem w parku w Teplicach, w miejscu w którym doszło do incydentu, znamy z pióra Bettiny von Armin, kochanki i muzy Goethego, młodszej od pisarza o ponad czterdzieści lat. Takiej Kim Kardashian cesarskiego dworu, młodej kompozytorce i pisarce, której bratowa – Antonie Brentano –  była rzekomo Unsterbliche Geliebte Ludwika van Beethovena. Według biografów, panowie cenili wielce swoją twórczość, ale różnice w charakterach były tak ogromne, że o głębszej przyjaźni nie mogło być mowy. Spotkanie dwóch wielkich mogło być rzeczywiście zaaranżowane przez Bettinę, ale wyżej wymieniona legenda znana jest tylko z jej późniejszej twórczości, która jest pełna faktów nieautentycznych ;) Znajomość między dwoma wielkimi trwała nadal, a już w 1814, być może pod wpływem tego spotkania, Beethoven napisał muzykę do dwóch utworów Goethego.

Wracając do wód termalnych – w chwili obecnej to największe bogactwo i dobrodziejstwo miasta, niestety pompowane już maszynowo. W XIX w. na skutek katastrofy w jednej z kopalni, naturalne źródło zostało zasypane, a woda jest tłoczona przez pompy. Niestety, mimo tak wielu SPA, dla turysty przyjeżdżającego na dzień czy dwa, oferty nie ma. Tylko w jednym miejscu oferowane są usługi dla ludzi nie zatrzymujących się w hotelu (gdzie nocleg w sezonie letnim to jakieś 100€). Ośrodek ‚Beethoven’ jest dostępny dla ludzi z ulicy, ale najbliższy termin był dostępny za trzy dni, a ceny za zwykłą kąpiel zaczynają się od 10€. Pytanie tylko brzmi – czy to rzeczywiście kąpiel w tych sławnych wodach termalnych? SPA to biznes, a widząc dwie strony możliwych zabiegów, obejmujących takie rzeczy jak akupunktura czy masaż tajski, mam poważne wątpliwości i przypuszczenie, że ktoś tutaj po prostu jedzie na sławie. A przecież petrodolary nie śmierdzą :)

Wracamy do tematu Arabów? Wszystkie kościoły w mieście są pozamykane i, częściowo, czynne tylko w czasie mszy świętych. Szerzej opiszę to przy okazji wpisu z Deczynu, ale jest przykre, kiedy widzi się wspaniałą bazylikę z połowy XIX w. (kościół św. Bartłomieja), którą zamieniono na restaurację, potem na dyskotekę, a wkrótce ma zostać rozebrana. Nie udało mi się wejść do żadnego z kościołów, za to pomnik dla bohaterów Związku Radzieckiego (przynajmniej tak wnoszę z mojej znajomości języka czeskiego) jest zadbany i pielęgnowany… Ech, Czesi… Ach tak, jednej rzeczy zamknąć się nie dało. Pięknej, barokowej kolumny morowej. Kolumny takie były bardzo popularne w XVII i XVIII w., jako podziękowanie za ochronę przed epidemiami dżumy dziesiątkującymi wówczas Europę. W 1713 Teplice były jednym z niewielu miast, które nie ucierpiało w czasie pomoru w Czechach, więc ówczesny właściciel miasta, Franciszek Karol Clary-Aldringen nie szczędził złota. Kolumna jest jedną z najbardziej okazałych w Czechach.

Jeżeli czytasz blog regularnie, dobrze wiesz, że kocham barok. I ta kolumna morowa może być wybornym przykładem dlaczego właśnie barok to jeden z najefektowniejszych okresów w sztuce. Bogactwo szczegółów jest nie do opisania i wprost rozsadza monument. Na szczycie, na kuli ziemskiej, ulokowano świętą Trójcę, której jest poświęcona kolumna. Poniżej, wśród licznych aniołów i cherubinów, znajdują się płaskorzeźby oraz sześciu świętych ze swoimi tradycyjnymi atrybutami. Niżej – Roch z psem, Karol Boromeusz z mitrą oraz Sebastian strzałami przeszyty – patroni przeciw pladze, a nad nimi Hieronim z czaszką, Jan Chrzciciel z krzyżem – patron miasta oraz Paweł.

Stare miasto jest piękne, nawet jeśli wdarło się tutaj kilka komunistycznych molochów, jak Krušnohorské Divadlo. Zresztą ten teatr, mieszczący się przy jednym z ładniejszych parków miejskich, jeszcze potrafił się jako-tako wpasować w klasycystyczną zabudowę Teplic. Poza starym miastem jest już bowiem znacznie gorzej i przeważają blokowiska, stąd nie warto się tam wybierać. Do centrum wdarły się też, niestety, galerie handlowe ze swoimi olbrzymimi oknami i witrynami oraz mnóstwo banków i innych badziewnych szyldów, które psują podróż do przeszłości. Natomiast spacerowanie szerokimi ulicami wśród bogato zdobionych kamienic oraz dworów to prawdziwa przyjemność dla miłośników architektury. Nie wiem jaka jest opinia prawdziwych znawców, bo za takiego się nie uważam, ale komuś, kto lubi zawiesić oko na pięknym budynku, na pewno się spodoba.

O ile nie chcesz wizytować żadnego z kurortów, nie warto w Teplicach zostać na dłużej niż dobę. W przeciągu dziesięciu godzin udało mi się dokładnie przejść całe miasto dwa razy z przerwami na posiłki. Długimi przerwami, bo jedzenie trafiło się doprawdy wyborne i tripadvisor, jak zwykle, się nie pomylił. Bulldog Steakhouse (U Hadích lázní 42) jest wprawdzie drogi, ale serwuje fantastyczne mięso. Oczywiście stek nie jest potrawą typowo czeską, ale nie mogłem sobie odmówić wizyty w miejscu, które serwuje, podobno, najlepszą wołowinę w Czechach. I było wybornie, chociaż jakieś 70 zł to spory wydatek – za porządną krowę trzeba jednak porządnie zapłacić. Taniej i już typowo po czesku jest kilkaset metrów dalej w Hospůdce U Veselýho Mandlu (Kollárova 23), chociaż gdybym miał wejść do środka, prawdopodobnie moje uczucia byłyby diametralnie inne – smród dymu papierosowego był nie do zniesienia. To zresztą ogólny problem w czeskich knajpach – człowiek przy stoliku obok potrafi zacząć palić papierosy, zupełnie jak w Polsce kilkanaście lat temu.

Mimo tego dość pochlebnego opisu, do Teplic nie wrócę, bo zwyczajnie nie mam po co. Kiedy wyjeżdżaliśmy, mój kuzyn powiedział, że ma wrażenie jakby mieszkał tu od zawsze. I coś w tym jest. Prawda jest bowiem taka, że na starość z tym miastem będzie mi się jedynie kojarzył ‚Incydent w Teplicach’ i naburmuszony Beethoven, czyli kompletna fikcja…

Zostaw Komentarz