Oban – A mówili, że ryby są zdrowe…

Oban – A mówili, że ryby są zdrowe…

zamieszczone w: Europa, Szkocja | 0

Przygotowując plan wycieczki nie mogłem uwierzyć, że jeden z największych i najważniejszych portów zachodniego wybrzeża Szkocji liczy niewiele ponad osiem i pół tysiąca mieszkańców. To ma oczywiście olbrzymią zaletę, bo klimat tego typu miasteczek, gdzie wszyscy mieszkańcy znają się na wzajem i wszędzie jest blisko, jest nie podrobienia. Ma jednak również poważną wadę – baza noclegowa nie jest imponująca.

Mimo, iż Oban jest ważną turystycznie miejscowością, kiedy dotarliśmy do niej pod wieczór bez zaklepanego wcześniej noclegu i zajrzeliśmy do pierwszego z brzegu bed & breakfast, doznaliśmy lekkiego szoku cenowego. O ile dobrze pamiętam, dwu-osobówka była wydatkiem rzędu 45 funtów, a nas było trzech. Za pomocą google znaleźliśmy hostel, w którym ceny nie były znacznie lepsze, ale jedyną alternatywą był wyjazd za miasto i spędzenie drogocennego czasu na poszukiwaniu noclegu w pobliskich wioskach. To oczywiście nie miało sensu i każdy z nas wysupłał kilkanaście (celowo używam liczebnika nieokreślonego, bo dokładnej kwoty nie pamiętam) funtów na łóżko piętrowe. Całe szczęście trafiło mi się takowe bez współtowarzysza na górze. A do tego miałem darmowy striptiz. Tyle wygrać! Ale o tym potem.

Właściciela hostelu zasięgnęliśmy rady gdzie udać się w celach konsumpcyjnych, a że wielkiego wyboru nie było, przeszliśmy pół miasta, co zajęło około dziesięciu minut, mijając kilka knajpek. Zdecydowaliśmy, że nie odpuścimy sobie deep fried fish, więc pełna smażalnia, gdzie musieliśmy czekać na stolik od razu nas przekonała. Zgodnie z podstawową zasadą wyjazdową – jedz tam gdzie jedzą tubylcy – oni najlepiej wiedzą gdzie jest smacznie. Zamówiliśmy zestaw ryb smażonych na głębokim oleju i po otrzymaniu talerza nie narzekaliśmy. O ile pamiętam, w zestawie był na pewno haddock (plamiak/łupacz), cod (coś dorszowatego) oraz hake (morszczuk), a także dwie inne. Do tego frytki, bo przecież frytek nie mogło zabraknąć w smażalni i jakieś surówki. Po pierwszej rybce byliśmy zadowoleni. Ryby świeżutkie i smaczne, a my głodni, więc zero powodów do narzekań. Po drugim kawałku dotarła do nas oczywista oczywistość – te ryby ociekają olejem, do tego stopnia, że papier, na którym je dostarczono, był już przezroczysty.

Żeby było jasne – ja nie jestem świnią – zjem wszystko. Zawsze i wszędzie jem to, co lokalna ludność. Ośmiornice, kalmary, tatar, gołębie, najbardziej śmierdzące sery pleśniowe, durian i inne tajemnicze owoce, wszystkie możliwe napoje… I zostałem pokonany przez zwykłe ryby w panierce. Skończyliśmy wszystko, uregulowaliśmy rachunek, ale z knajpy nie wychodziliśmy, tylko się wytaczaliśmy. Świeże powietrze zrobiło nam bardzo dobrze, przynajmniej na początku, zatem tak pięknie rozpoczęty wieczór postanowiliśmy kontynuować w pobliskim pubie. W końcu rybka lubi pływać. W połowie pierwszej pinty cydru, wiedziałem że drugiej pinty nie będzie. Polska i śląska kuchnia są tłuste, ale nie pamiętam bym po jakiejkolwiek potrawie miał uczucie takiego ciężaru w żołądku. Dotoczyliśmy się do hostelu i padliśmy jak muchy. Tak skończyło się imprezowanie tego dnia nad Atlantykiem.

Rano zwiedziliśmy destylarnię, która była sercem miasta i w zasadzie jedynym powodem, dla którego Oban się tak rozrosło. W tej chwili, poza turystyką, jest to również główna atrakcja tego portu. Podobno jest też sporo promów na różne wyspy archipelagu Hebrydów, ale nie było nam dane tego zweryfikować. Jako, że chcieliśmy jak najszybciej dotrzeć do Isle of Skye, zjedliśmy blackberry pie (Ci, którzy wiedzą czym są pies, wiedzą że nie mogłem napisać po prostu ciasto jagodowe) w oczekiwaniu na nieco lepszą pogodę do fotek i opuściliśmy malownicze miasteczko, kierując się do Castle Stalker.

Na koniec element pikantny – obiecałem Wam striptiz. Historia nie jest tak ostra jak mogła by być, ale darowanej goliźnie nie zagląda się w zęby. Pokoje w hostelu były koedukacyjne, a ja miałem łóżko z widokiem na swego rodzaju załom, gdzie znajdowały się kaloryfery, lufciki oraz umywalka. Ze względu na wyżej wymienione problemy gastryczne oraz brak zatyczek do uszu nie mogłem zasnąć i doczekałem się powrotu współlokatorów, którzy wypili zdecydowanie więcej niż my. Jedna z dziewcząt zamiast iść przebrać się do łazienki postanowiła skorzystać z załomu, a światło z latarni wpadało przez lufcik oświetlając, niemal idealnie, newralgiczne części ciała. Do dziś nie ma wśród na konsensu, skąd pochodzili nasi współlokatorzy – z Australii, co sugerowałby akcent, czy może z Francji, na co zgodnie ze stereotypami wskazywał bober. Tak czy siak, wspomnienie po tłustej rybie odeszło jak ręką odjął.

Zostaw Komentarz