Szkocja – Najlepsze rzeczy w życiu są za darmo

Szkocja – Najlepsze rzeczy w życiu są za darmo

zamieszczone w: Europa, Szkocja | 0

Tak, najlepsze rzeczy w życiu są darmo. I nie mam tu na myśli ulubionej czynności mężczyzn, o której Daario Naharis powiedział ‚a man cannot make love to a property’. Najbardziej w pamięć zapadają miejsca, które odkrywamy sami i nie są przedmiotami wycieczek, coraz częściej przybierających wygląd spędu bydła. Najsmaczniejsze są posiłki otrzymane od serca z gościnności, zamiast obiadu z kilku dań przygotowanego na zapleczu pięciogwiazdkowego hotelu. A niespodziewanych wspomnień i emocji nie kupią żadne pieniądze.

Starczy tego pompatycznego wstępu. Do clue postu dojdziecie na samym końcu, w międzyczasie postaram się budować napięcie. Wyjeżdżając z Oban, dostaliśmy wskazówki dotyczące wartych uwagi obiektów w pobliżu. Po drodze na Skye był m.in. Castle Stalker. I było to też wielkie rozczarowanie. Zamek ten jest często umieszczany na pocztówkach ze Szkocji, w filmikach promujących kraj, w przewodnikach. Ba! Był nawet w ‚Monty Python i Święty Graal’. No i co? I wielkie rozczarowanie. Nie wiem czy trafiliśmy na najgorszy punkt widokowy, ale poniższe zdjęcie jest wykonane z naprawdę dobrym powiększeniem, co powinno Wam dać jakie takie pojęcie w jakiej odległości od zamku byliśmy. Przewodniki informują, że budynek jest dostępny dla zwiedzających (prawdopodobnie trzeba skorzystać z łodzi) w określonych porach w lecie, lecz strona na której można się tego dowiedzieć nie działa…

Spynie Palace jeszcze kilkaset lat temu był siedzibą biskupów Moray, jednego z regionów północnej Szkocji. W tej chwili do dyspozycji turystów są tylko pozostałości pałacu – wysoka na prawie 20 metrów Wieża Dawida (od imienia biskupa, za czasów panowania którego rozpoczęto budowę), restaurowane w czasie naszej wizyty fragmenty murów i kilka mniejszych budynków. Atrakcja raczej marna, bardzo na uboczu i dużo ciekawsze było stado owiec na polu obok, które zaczęło beczeć, kiedy do nich krzyczeliśmy. Ot, chłopaki z miasta pojechali na wieś i zdecydowali się zrobić oborę :) Pałac na pewno nie jest wart ceny biletu wstępu.

Leżący nad Loch Ness Urquhart Castle był, zdaniem naszego kierowcy, główną atrakcją naszego road tripu po Szkocji. Od samego rana słyszałem tylko ‚szybko, szybko, bo nie zdążymy do Urquhart’. Wyrobiliśmy się, podobnie jak setki innych turystów. Zresztą o samym Loch Ness, nad którym leży twierdza, pisałem przy okazji innego wpisu. Oczywiście jest to istotne miejsce pod kątem historycznym. Począwszy od VI w. naszej ery i fortów Piktów, aż po wysadzenie warowni w 1692 roku przez wycofujących się Anglików. Teraz został zamieniony w centrum turystyczne, do tego stopnia że stracił swój charakter. W miejscu tym po prostu nie byłem w stanie czuć historii. Możecie się śmiać, ale wyjaśnię to uczucie na końcu wpisu. Ciężko wczuć się w klimat, kiedy by wejść na wieżę stoi się w kolejce z kilkudziesięcioma innymi osobami, a następnie wchodzi ruchem wahadłowym po wąskich i ciemnych schodach, do dotrzeć na szczyt, na powierzchnię dziesięciu metrów kwadratowych, razem z trzydziestoma innymi osobami. Zdjęcia, które poniżej zamieściłem, należą do tych z najmniejszą liczbą turystów. Nie polecam!

Eilean Donan (czyli Wyspa Donana) jest malutkim skrawkiem suchego lądu znajdującym się na, używając terminologii drogowej, skrzyżowaniu trzech lochów – Loch Alsh, Loch Long i Loch Duich. Został fantastycznie zrekonstruowany z totalnej ruiny, którą był na początku XX w. i w obecnej chwili wygląda niemal tak jak przed zniszczeniami. Oczywiście rekonstrukcja nigdy nie jest w 100% skuteczna, bywają mniej i bardziej efektywne, a źle wykonana potrafi zniszczyć charakter miejsca. Tutaj się udało. Wprawdzie wstęp kosztuje niemało, biorąc pod uwagę polskie warunki naturalnie, ale jest swej ceny na pewno dużo bardziej wart niż w przypadku Urquhart Castle. Tylko tutaj mała uwaga dla osób, które nigdy nie były w średniowiecznej twierdzy, a jeżeli były, to na jakimś olbrzymie typu Malbork. Taki zamek to jakieś 2 godziny zwiedzania. I to tak od A do Z. Niestety, jako jedna z bardziej znanych atrakcji Alby, znów roi się od turystów.

Na koniec obiecywane clue całego wpisu. Zamek Kilchurn znaleźliśmy dzięki TripAdvisorowi. Nie pojawia się w większości przewodników i leży na uboczu. Jest opuszczony i do tego stopnia nieznany, że Szkot w informacji turystycznej przy Ben More prosił o przeliterowanie nazwy zamku, a następnie musiał skorzystać z googlemaps by wskazać nam drogę. Oczywiście zjazd do zamczyska minęliśmy, zresztą zjazd to określenie mocno na wyrost, bo z głównej drogi odbijamy w polną dróżkę prowadzącą donikąd, gdzie zostawiliśmy samochód i dalej ruszyliśmy pieszo. Smuteczkiem i błędem okazało się później, że nie zabraliśmy ze sobą koszyka – a sensu stricte plecaka – piknikowego, bo posiłek w tak zacnym miejscu, nawet składając się z chleba, sera, wędliny i ketchupu z cydrem, smakowałby wybornie.

Kilchurn Castle leży na półwyspie nad Loch Awe. Gdy poziom wody się podnosi, półwysep staje się pełnoprawną wyspą. Nie do końca wiem, jaki jest stan prawny warowni, ale dostęp jest powszechny i nikt nie pilnuje sześciuset lat historii. Przemieszczanie się po budowli jest zupełnie swobodne, kiedy docieraliśmy na miejsce, minęliśmy wracającą parę i byliśmy kompletnie sami w średniowiecznej ruinie. Bieganie po wieżach i murach, samodzielna eksploracja, wchodzenie po wątpliwej jakości schodach. Każdy facet, który w dzieciństwie chciał być rycerzem (a kto nie chciał?!) spełni tutaj swoje marzenie. Jasne, są i w Polsce podobne ruiny, ale tak naprawdę ciężko jest znaleźć obiekt w takim stanie. Jeżeli dodać do tego szkockie prawo umożliwiające rozbicie namiotu w zasadzie wszędzie oraz molo pod murami zamku, jest to całkiem ciekawe miejsce na chillout. Zresztą podczas naszej wizyty widzieliśmy ludzi łowiących ryby, a obok rozstawione grille i rozpięte namioty.

Dwie godziny zabawy, za którą nie daliśmy ani grosza. Chyba jedno z najlepszych wspomnień z całego road tripu po Szkocji. I tak jest zawsze. Z Tajlandii najlepiej wspominam kąpiel w wodospadzie w dżungli. Nieoznaczonym i nie wymienianym w przewodnikach. Na Malcie nie zapomnę łażenia po zamkniętych częściach klifów Dingli, oprowadzany przez tubylców. Trzeba, jak mówił Maciek Szczur w klasycznej polskiej komedii, kolekcjonować mocne wrażenia. Sięgać tam, gdzie wzrok nie sięga. Być statkiem Enterprise i traktować świat jak kosmos. Poniosło mnie trochę :) Reasumując, nie jest sztuką pojechać na Wyspy Brytyjskie, zobaczyć Big Bena, Wembley i Loch Ness, czy w Paryżu odhaczyć Sacre Coeur i Wieżę Eiffela. Najlepsze uczucie to odnaleźć taki Castle Kilchurn. Za darmo.

Zostaw Komentarz