Szkocja – Kraina tysiąca lochów

Szkocja – Kraina tysiąca lochów

zamieszczone w: Europa, Szkocja | 0

Będąc w Szkocji jest tylko jedna metoda by nie zobaczyć żadnego jeziora – siedzieć w Glasgow, Edynburgu lub innym mniejszym mieście. Wystarczy wyjechać odrobinę na północ lub zachód, dosłownie godzinę drogi samochodem czy pociągiem, by mieć do dyspozycji fantastyczne widoki, ciszę i spokój. I absolutnie z ciszą i spokojem nie przesadzam. Ale do tego jeszcze dojdę.

Dlaczego użyłem galickiego loch, a nie swojskiego jezioro w tytule? Poza oczywistym zabiegiem stylistycznym i żartem słownym, wikipedia mówi, że to nie do końca to samo. Zresztą zauważyłem to już w Szkocji, gdy okazało się, że część lochów jest połączonych z morzem. I chociaż Anglicy słowo loch tłumaczą dosłownie na lake, to loch w polskiej terminologii geograficznej może być zakwalifikowany do fiordów czy zatok.

Najbardziej znanym lochem szkockim jest oczywiście Loch Ness z flagowym ulubieńcem kryptozoologów, czyli plezjozaurem Nessie. Biorąc pod uwagę, że liczba posiadanych aparatów fotograficznych wzrasta wykładniczo, a ilość fotek Nessie spadła do zera, można z pewnością powiedzieć, że nawet jeżeli Nessie istniało, to już nie istnieje. Zresztą całe jezioro, razem z pobliskim zamkiem Urquhart jest wielką marketingową hucpą. O zamku winnym wpisie, a jeziorze tutaj. Loch Ness jest wielkie i na pewno można znaleźć nad nim jakieś odludne miejsce. My jednak nie mieliśmy czasu szukać, bo nie był to pierwszy loch, który pojawił się na naszej drodze. A wszędzie indziej było po prostu MROWIE turystów. Nie wiem czy gdziekolwiek w Szkocji widziałem taki spęd ludności. Kojarzycie Morskie Oko w maju przy ładnej pogodzie? Na dodatek wszędzie jakieś tabliczki, zajazdy, piwo u Nessie, haggis u Nessie, kilt u Nessie, oczywiście wszystko 50% drożej. Nie mój klimat. Ale jedno trzeba oddać – jest wielkie, zresztą zobaczcie na fotki (fatalne, wiem, ale akurat nad Loch Ness dopadło mnie straszne zmęczenie, może to stąd taka ocena tego miejsca). To zdjęcia robione w przeciwstawnych kierunkach, a mimo to w obie strony końca nie widać.

Na pewno warto podjechać do Loch Morlich, tym bardziej że jest po drodze z północy Szkocji (o ile nie jedziemy wybrzeżem przez Aberdeen) do Edynburga. Po prostu przy Aviemore odbijamy nieco na wschód do Parku Narodowego Glenmore. Do dyspozycji mamy piaszczyste i kamieniste plaże – podobno najwyżej położone plaże w Szkocji – dużo mniej zatłoczone niż nad wspominanym wcześniej Loch Ness. Do tego BARDZO przyjazne kaczki, wprost jedzące z ręki. Świetne miejsce na piknik.

Loch Lomond jest największym jeziorem lochem w Wielkiej Brytanii. Do tego jest naprawdę blisko wielkich metropolii Szkocji, z własnymi wyspami, parkiem narodowym dookoła (zresztą w Szkocji parki narodowe są na każdym kroku, prawie tak jak lochy). I posiada rozbudowaną infrastrukturę. Jest ścieżka rowerowa, można wypożyczyć kajaki, surfing i inne środki do pływania. Niestety, cena jest typowo szkocka…

Loch Awe, podobno świetne miejsce na łowienie ryb, w tym wpisie pominę. Jeżeli ktoś chciałby o nim więcej poczytać, polecam post o zamkach Szkocji i akapit dotyczący zamku Kilchurn, który góruje nad Loch Awe i Glen Orchy.

Liznęliśmy jeszcze kilka akwenów. Spędziliśmy noc w Carbost nad malowniczym Loch Harport, z którego wodę czerpie destylarnia Oban, byliśmy nad Loch Linnhe i znanym z Monty Pythona Castle Stalker, wyjeżdżając z Glen Coe minęliśmy Loch Cluanie i… ciągle było mało. Każda nowa woda sprawiała, że kopary opadały w dół.

Zostaw Komentarz