Sofia – co zrobić z komunizmem?

Sofia – co zrobić z komunizmem?

zamieszczone w: Bułgaria, Europa | 0

Długo szukałem okazji żeby napisać kilka słów o komunizmie w kontekście historii i nieco na siłę oddzieliłem ten temat od głównego wpisu dotyczącego Sofii. Ale nie będę komunizmu rozliczał, bo każdy, kto chociaż przez kilka chwil uważał na lekcjach historii bądź ma uszy i oczy szeroko otwarte, dobrze wie, że to najbardziej zbrodniczy ustrój w historii, przy którym Hitler z nazistami, nie mówiąc już o Hirohito czy Mussolinim, to mały misio. A wszystkie państwa dawnego bloku wschodniego mają na ulicach mniej lub więcej elementów związanych ze Związkiem Radzieckim. Najczęściej więcej niż mniej, a czasem, jak w przypadku Krakowa czy Legnicy, są to całe osiedla.

Zatem z zaskoczeniem patrzę na narodowców, którzy są zwolennikami doszczętnego niszczenia takich miejsc, ze szczególnym uwzględnieniem pomników. Bo jakoś nikt nie krzyczy o wyburzaniu domów, urzędów czy fabryk wybudowanych przez zbrodniczą rękę Moskwy, bez znaczenia czy bardziej krwawe zaraz po wojnie czy mniej sowieckie już w późniejszych etapach zimnej wojny. Oczywiście trzeba rozróżnić pomniki dla indywidualnych bohaterów komunizmu i monumentów stawianych dla upamiętnienia wydarzeń czy całych armii. Dlaczego? Z punktu widzenia historii oraz faktycznych stron II Wojny Światowej, Armia Czerwona była jednak wyzwolicielem naszego i kilku innych krajów. Oczywiście dokonywała tego kałasznikowem i prąciem i, nad wyraz często, armia okazywała męstwo nie tam gdzie trzeba. Historycy są raczej zgodni, że nadchodzący ze wschodu ludzie czasem byli mniej ludzcy niż naziści. Niestety, w skład armii wyzwalającej Europę, wchodził najgorszy sort ludzi, zwabiony możliwością rabunku i gwałtu, podsyconymi wielkoruskimi ideami.

Naturalnym jest, że wszystkie pomniki konkretnych zbrodniarzy powinny zostać usunięte z przestrzeni publicznej. Podkreślam – USUNIĘTE, a nie zniszczone. W Moskwie wpadli na pomysł ‚cmentarza pomników’ już dawno i mieści się on w centrum stolicy zawierając kilkaset eksponatów. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby w Polsce powstało kilka takich centrów (powiedzmy podzielonych na regiony), gdzie można by składować wszystkie posągi Lenina czy innych bohaterów byłego ZSRR lub Niemiec jeżeli tacy pozostali. Z pomnikami ku czci Armii Czerwonej jest już nieco większy problem natury ideologicznej. Z jednej strony, ci żołnierze mają dużo za uszami, z drugiej – wielu z nich zginęło w walkach na terenie naszego kraju i oddanie im czci jest jak najbardziej ludzkie. Tak jak w czasie rocznic Powstania Warszawskiego oddaje się cześć ludzkiej ofierze, a nie głupiej decyzji dowódców. Część pomników, jak chociażby (nie)sławne ‚czterech śpiących’ przedstawia dość prowokacyjnie brzmiące hasła i…

Nie wiem. Mądrzejsze głowy nad tym dumały i ciężko znaleźć konsensus. Jedno jest pewne – na sprawę trzeba spojrzeć z góry, ponad podziałami, może trochę nawet ponad historią? Bo teraz jest tak, że SLD mówi żeby zostawić, PiS żeby zniszczyć, a PO żeby firma kolegi rozebrała za publiczne pieniądze. Bo obecność tych pomników na przeszłość nie ma żadnego wpływu. Trochę to banalne, ale ocenianie historii jako dobrej lub złej… Historia po prostu jest, a większość faktów i tak każdy interpretuje, i nagina, samemu. Zaś skazanie nazizmu czy komunizmu na damnatio memoriae tylko przyspieszy ich, nieunikniony z punktu widzenia cyklów historii, powrót.

Bułgarzy są dokładnie w tym samym miejscu, jeżeli chodzi o politykę historyczną, co my. Może mieli nieco lepiej, nie będąc bezpośrednim sąsiadem Związku Radzieckiego, ale czy miało to aż tak wielki wpływ? Kiedy w 1949 roku, w sanatorium w pobliżu Moskwy zmarł Georgi Dimitrov, premier Bułgarii i były sekretarz generalny Międzynarodówki, w sześć dni wybudowano dla niego mauzoleum, by było gotowe na przybycie zabalsamowanego ciała z Moskwy. Umieszczone w samym sercu miasta, w pobliżu teatru Iwana Wazowa oraz naprzeciwko dawnego pałacu królewskiego, przetrwało równe 50 lat. Był to jeden trzech podobnych budynków na świecie (po Pekinie i Moskwie) wybudowany z ultra nowoczesną technologią gwarantującą przetrwanie budynku w czasie eksplozji nuklearnej, a także klimatyzacją, zapewniającą niską temperaturę w pomieszczeniu, oraz podziemnym laboratorium, do którego zjeżdżało ciało byłego premiera w celach konserwacyjnych.

W 1990, w czasie wielkich zmian ustrojowych na świecie, rodzina Dimitrova wnioskowała o usunięcie ciała z mauzoleum. Wydano decyzję pozytywną i ciało zostało błyskawicznie przeniesione na największy cmentarz w Sofii, do części katolickiej. Jak każdy wielki komunista, Dimitrov został pochowany na cmentarzu katolickim, a kto wie czy przed śmiercią się również nie wyspowiadał. Bo, zgodnie z zakładem Pascala, lepiej się chyba z potencjalnym Bogiem pojednać niż nie. Przez lata trwała dyskusja na temat przyszłych losów, pustego już, mauzoleum, aż w 1999 większościowy rząd demokratyczny podjął decyzję o zniszczeniu budynku jako symbolu komunistycznej opresji Rosji nad Bułgarią. Mimo sprzeciwu społecznego (66% społeczeństwa przeciw rozebraniu), w sierpniu rozpoczęto wyburzenie, które trwało, zupełnie jak budowa, sześć dni. Mauzoleum oparło się pierwszym trzem eksplozjom, by runąć pod naciskiem znacznie większej ilości symetrycznie rozmieszczonych materiałów wybuchowych z czwartą. Razem z mauzoleum spadło poparcie rządzącej partii demokratycznej z 50% (1997) do 18% (2001).

Socrealizm bułgarski ma na swoim koncie jeden z najważniejszych kompleksów biurowych w Europie, w postaci Largo. Largo przytłacza masywnością i betonem i swego czasu stanowił prawdziwą szarą pustynię w sercu miasta. Siłą rzeczy, budynki zostały adaptowane na obecne potrzeby biurokratyczne (bo biurokracja rozrasta się by sprostać potrzebom rozrastającej się biurokracji). W dawnej siedzibie Partii, już pod bułgarską flagą zamiast czerwonej gwiazdy, spotykają się namiestnicy Unii Europejskiej rządzący obecną Bułgarią. Zaraz obok mieści się budynek Rady Ministrów a po drugiej stronie Pałac Prezydencki, na dziedzińcu którego, zupełnie nie pasując tematycznie, znajduje się archaiczna rotunda św. Jerzego. Kiedy byłem w Sofii, większość dawnego placu między budynkami była zamknięta i przebudowywana, by nadać nieco kolorytu i życia ciężkiemu budownictwo sowieckiemu.

Najważniejszym architektem największych czasów prosperity Bułgarskiej Partii Komunistycznej był Ivan Vasilyow, który we współpracy z Dimitarem Tsolovem zaprojektował, między innymi, siedzibę Narodowego Banku Bułgarii, w typowym dla bolszewików socrealizmie. Innymi projektami tego duetu są budynek Ministerstwa Obrony Narodowej (1945) czy biblioteka Narodowa Cyryla i Metodego, ukończona w 1953. Są one niemal bliźniaczo podobna do wszystkich innych budynków i stanowią wyborny przykład bułgarskiej architektury komunistycznej.

Statua świętej Sofii to kolejny przykład, gdy nowe zastępuje stare. Przed 1990 rokiem, to miejsce nazywało się placem Lenina, a sam Włodzimierz Ilicz spoglądał na Bułgarów z ponad piętnasto-metrowej kolumny. Obecnie znajdziesz tutaj znacznie wyższy pomnik św. Sofii, przedstawionej nie jako św. Zofię Męczennicę (matkę nadal popularnych w prawosławnych krajach imion Wiara, Nadzieja i Miłość), ale jako uosobienie mądrości, której to św. Zofia jest patronką. Stąd na jej lewym ramieniu siedzi sowa, a w prawej dłoni Sofia trzyma wieniec laurowy. Nie trudno zauważyć, że św. Sofii musi być dość zimno tam w chmurach ;)

Pomnik Nieznanego Żołnierza to norma nie tylko w krajach dawnego bloku wschodniego. Ten w stolicy Bułgarii znajduje się przy ścianie najstarszego w mieście kościoła św. Sofii i został odsłonięty w 1981 roku, by uczcić 1300-lecie założenia państwa bułgarskiego. Monument jest dość surowy, składa się tylko z wiecznego ognia oraz ziemi spod Starej Zagory oraz przełęczy Shipka, miejsc dwóch najważniejszych bitew w wojnie wyzwoleńczej przeciw dogorywającemu już Imperium Osmańskiemu. Przed pomnikiem spoczywa lew, wszechobecny symbol kraju.

Ostatnim ważnym miejscem, które na pewno nie zostanie zniszczone, jest pomnik Armii Sowieckiej (nie wiem dlaczego nie Czerwonej, bo przecież główne zasługi armia ta zyskiwała jeszcze przed 1946 jako Armia Czerwona). Razem z olbrzymim sąsiadującym parkiem, jest to podobno najpopularniejsze w mieście miejsce pierwszych randek. Począwszy od 2011, pomnik stał się istotnym miejscem happeningów. Dwa tygodnie przed moim przyjazdem do Sofii, miał miejsce incydent, który zapoczątkował całą serię późniejszych wydarzeń oraz pozwolił na większą aprobatę tego miejsca przez Bułgarów. Żołnierzy z płaskorzeźby u cokołu zamieniono na postacie amerykańskiej popkultury – Jokera, McDonalda, Supermana, Kapitana Amerykę czy Świętego Mikołaja. Wydarzenie odbiło się szerokim echem w światowych mediach, zyskując olbrzymią przychylność mieszkańców Sofii, chociaż jednoznacznie potępienie ze strony władz. Rok później, w ramach światowych protestów przeciw wprowadzeniu ACTA, żołnierze otrzymali maski Guy Hawkesa. W 2013 Bułgarzy przeprosili za pomocą pomnika za udział w stłumieniu Praskiej Wiosny, zaś w 2014 wsparcie dla Ukraińców. Między innymi za pomocą hasła ‚Слава Україні’, tego samego, którego używali Banderowcy na Wołyniu. W dwa miesiące później, jeden z żołnierzy był pomalowany na biało-czerwono, drugi na błękitno-żółto jako symbol pamięci ofiarom Katynia.

Śladami komunizmu to arcyciekawa trasa w prawie każdym większym mieście dawnego Związku Radzieckiego lub państw będących pod ich wpływem. Szczególnie jeżeli miasto poszło z duchem czasu i wszystkie te symbole są już tylko łzą dla cieniów minionych. Z czasów gdy, jak zwykle, szczytne idee usprawiedliwiały potworne zbrodnie.

PS. Na sam koniec raz jeszcze przepraszam za jakość zdjęć. To było bardzo dawno temu ;)

Zostaw Komentarz