Rimini – W mieście Felliniego

Rimini – W mieście Felliniego

zamieszczone w: Europa, Włochy | 0

Tak jak Jacek Dukaj pisał o ludziach, że są Żydami kosmosu, tak o Rosjanach można powiedzieć, że są wszami miejscowości turystycznych. Zanim posypią się gromy na ksenofobiczne i antyrosyjskie podejście, przedstawię krótkie wyjaśnienie. Do samych Rosjan jako ludzi nic nie mam, bardzo dobrze nawiązuje się z nimi kontakt, a Rosjanki (po Polkach) należą do najpiękniejszych kobiet świata. Dziwne tylko, że nawet dysponując nieograniczonymi środkami finansowymi, nie korzystają z usług dentystów i ortodontów. Ale może takie zęby w różne strony dodają uroku?  Dlaczego zatem nazwałem naszych sąsiadów i długoletnich ciemiężców wszami? Bo wszędzie, gdzie pojawi się jeden Rosjanin i uzna, że jest ok, od razu przybywa ich cała chmara. I jak wszy obłażą całą miejscowość, a tubylcy natychmiast dostosowują się do klienta, ucząc języka, zmieniając szyldy i starając się przypodobać. Potem widzimy szyldy cyrylicą na Phuket albo w Rimini i barszcz w menu restauracji nad Adriatykiem. Wszędzie dookoła słychać język rosyjski, a sprzedawcy od razy witają językiem Tołstoja.

Do Rimini docieram około południa i jestem niezmiernie uradowany, że jest to miejscowość nadmorska. Bo 35-stopniowy upał nie daje aż tak bardzo w kość. Hotel jest stosunkowo blisko i po 30 minutowym marszu mogę już się rozczarować. Ok, za 60zł nie spodziewałem się Grand Budapest Hotel, ale trzy gwiazdki zobowiązują, tym bardziej w Europie, bo przyzwyczaiłem się do trzech gwiazdek z karaluchami w Afryce. Tymczasem zostałem zakwaterowany w obskurwiałym pokoju na mniej więcej 20 m^2 (z łazienką) i oknem na ważniejszą ulicę Rimini. Widok plaży niewiele pomógł, bo celem mojego pobytu w tym hotelu było przede wszystkim się wyspać po zwiedzaniu San Marino i małym co nieco nad Adriatykiem. Gdy do hałasu doszedł brak klimy, wiedziałem że mój plan jest skazany na niepowodzenie.

Samo Rimini jest małe (150 tys. ludzi) i poza sezonem niemal umiera. To miejscowość stricte turystyczna, a kilkanaście zabytków jest tylko dodatkiem do dania głównego – morza i klubów. A morze jest doprawdy zacne. Podobno w lipcu i sierpniu jest problem z miejscem, bo plaże są własnością lepszych hoteli, a jedyna publiczna plaża jest zawalona ludźmi do maksimum, ale na początku czerwca nie było żadnego problemu z miejscem. I teraz zróbcie sobie proste działanie matematyczne. Dotarcie do Rimini to jakieś 400zł w dwie strony (lot do Bologni plus pociąg), czas podróży około 4 godzin, dwuosobowy hotel bez problemu znajdziemy za 100zł za dobę. Może lepiej zamiast nad smutne polskie morze udać się nad Adriatyk? Wyjdzie chyba taniej. A miłośnicy wycieczek fakultatywnych w odległości do dwóch godzin jazdy pociągiem (co kosztuje max. 10€) mają San Marino, Ravennę, Forli, Anconę, Cesenę i mnóstwo innych małych miasteczek. Nie warto?

Stare miasto Rimini jest do obejścia w trzy godziny. Imponujący Łuk Augusta z 27 roku p.n.e., gotyckie Tempio Malatestiano przebudowane w czasach renesansowych, most Tybieriusza, mający już prawie dwa tysiące lat, kilka kościołów i pomników. I, jak to we Włoszech, wąskie uliczki, kafejki, piekarnie i lodziarnie. Miłośnicy kina mogą odwiedzić muzeum Federico Felliniego, a kilka kilometrów na północny-zachód znajduje się park rozrywki ‚miniaturowa Italia’. Głównie zabawa dla dzieci, a cena zdecydowanie dla dorosłych :)

Zostaw Komentarz