Alba gu brath – Okazja czyni turystę

Alba gu brath – Okazja czyni turystę

zamieszczone w: Europa, Szkocja | 0

Tak jak okazja czyni złodzieja, tak samo uczyniła ze mnie turystę. A okazją w tym przypadku okazało się wolne mieszkanie u kolegi spędzającego lato swojego życia w Edynburgu. Znając ceny noclegów w Szkocji, grzechem byłoby nie skorzystać z darmowych łóżek. A kiedy okazało się, że Edynburg nie zapewnia dostatecznie dużo rozrywki na prawie tygodniową wizytę, doszliśmy do wniosku, że wynajmiemy samochód i ruszymy przed siebie. Tym bardziej, że słyszeliśmy bardzo dużo dobrego o Szkocji, a zdjęcia zdawały się potwierdzać te opinie.

Już przy bukowaniu biletów lotniczych pojawiły się pierwsze problemy. W dogodnych dla nas terminach (wylot w piątek, powrót w środę) i odpowiedniej kategorii cenowej, jedyną opcją było wylecieć z rodzimego Wrocławia do Glasgow, a wrócić do Katowic z Edynburga i potem się martwić jak dotrzeć z powrotem do Wrocławia. Taki plan miał jeszcze jedną zaletę – zwiedzanie Glasgow, które było daleko od późniejszej trasy wycieczki. Trasę road tripu przygotowaliśmy wstępnie (mapa) i mieliśmy ją dopasować do panujących warunków pogodowych, ram czasowych oraz wewnętrznego feng shui, które pozwoli nam zdecydować czy chcemy jechać koleją parową, wspinać się na góry, zwiedzać zamki i destylarnie whisky czy po prostu pływać łódką Bols.

W kategorii rzeczy koniecznych do zobaczenia, których nie mamy odhaczonych pozostały między innymi podróż pociągiem na trasie, gdzie kręcono jedne ze scen ‚Harrego Pottera’, a Glencoe liznęliśmy tylko pobieżnie. W drugim przypadku nie starczyło czasu, a w pierwszym pieniędzy.

Trzeba przyznać, że Szkocja nie jest tania. Nie jest tak, że jestem biedakiem i z trudem uciułałem na bilet, ale trzeba sobie powiedzieć wprost, że do każdej atrakcji należy przyłożyć stosunek cena/jakość. Jasne, że fajnie by było sypiać w kilkugwiazdkowych hotelach lub bed’n’breakfast, po prostu przyjeżdżać na miejsce i nie martwić się o bukowanie hotelu. To daje niebywałą wolność, ale również stwarza kolosalne koszta, czego nauczyłem się już nieraz. Niespełna tygodniową wycieczkę chciałem zamknąć w 2500 PLN i prawie mi się udało, a gdyby odliczyć koszty nabytej whisky, udało mi się w 100%. Głównie dzięki kilku zbiegom okoliczności, o których przeczytacie dalej, ale koniec końców przyczyna nie ma żadnego znaczenia.

Ostatecznie wycieczka wyglądała tak, a największym błogosławieństwem była chyba pogoda. Bo chociaż codziennie padało co najmniej przez kilkadziesiąt minut, udało nam się większość opadów spędzić w samochodzie, a trzeba pamiętać że wyjeżdżaliśmy w sierpniu ze słonecznego Wrocławia i tekstylnie byliśmy przygotowani raczej na temperaturę rzędu 20+ stopni. Bądź co bądź, mieliśmy tylko bagaże podręczne, a do tego mi pół plecaka zajmował sprzęt fotograficzny, więc z elastycznością było kuso. Całe szczęście, że statyw udało się przemycić na pokład samolotu w bluzie trzymanej pod ręką, bo fama mówi, że Ryanair nie patrzy na statywy przychylnym okiem.


Wyświetl większą mapę

Zostaw Komentarz