Piwo we Wrocławiu – Targowa – Craft Beer and Food

Piwo we Wrocławiu – Targowa – Craft Beer and Food

zamieszczone w: Polska | 0

Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że skoro Karoliny już w Targowej nie ma, to i recenzja nie może być pozytywna. Ale to tylko złe języki! Negatywnej opinii Targowa jest sama sobie winna i nie jestem w tym zdaniu, co widać po komentarzach na fejsie, odosobniony.

Każda moja wizyta w „Targowej” jest związana z jakimiś problemami, z drobnymi incydentami, które ze względu na ciągłość przekładają się na fatalny obraz tego lokalu. A że w multitapie nie ma sensu stricte baru, przy którym można usiąść, zatem klient typowo piwny jest skazany albo na fatalną obsługę, albo na ciągłe wędrówki do baru, przy którym także masz wrażenie, że jesteś niemal przezroczysty. Raz stałem 2-3 minuty, sam, a nie jest trudno mnie zauważyć, zanim poprosiłem kogoś by mnie obsłużył. Super! Skoro jesteśmy przy tej przygodzie – wziąłem 0.3 portera z Thronbridge. Czyli może nie jakaś najwyższa półka, ale całkiem wysoka. Pani mi nalewa do pokala 0.5l, po czym przy nalaniu około 83% przypomniała sobie, że przecież zamówiłem ‚małego portera’, zatem bezczelnie, na moich oczach, wzięła mniejszy pokal i przelała część. Tu już nie chodzi o fakt przelewania piwa (chociaż nie powinno to mieć miejsca), to zastanowiłem się – co się dzieje z resztą piwa? Jeżeli kelnerka wypiła – na zdrowie, zum wohl, lechaim! Ale co jeśli to zostało dla następnego klienta? Słabo.

Ale to jeszcze nie wszystkie moje pretensje do piwa. Niedawno liczba kranów powiększyła się z 12 do 16 – super! No i w związku z tym na swoim profilu na fejsie „Targowa” poinformowała, że mocno wchodzi w porządne piwa zagraniczne! (cytuję „Już w ten weekend odpalamy 4 NOWE krany piwne (…) Dwa krany rezerwujemy dla topowych piw zagranicznych.„) Super! Wybieram się, może się przeprosimy z Targową! Sprawdzam ontap – sama Polska… Ok, może nie jest uaktualnione. Niestety, na miejscu okazuje się, że z piw zagranicznych mamy czeską 12-tkę i kriek. Ani to produkty topowe, ani Czechy nie są dla Wrocławia za bardzo zagranicą ;). Potem na fejsie zapewniono mnie, że te topowe browary będą… Aha… Cóż, ja nie lubię, gdy ktoś robi sobie z gęby cholewę. A na dodatek ten wybór menu piwnego – na 16 piw mamy 11 rozmaitych odmian Pale Ale. W środku zimy! A najcięższe piwo ma niespełna 16 blg. Przecież to jest jakaś rozpacz i osoba odpowiedzialna za menu piwne musi odrobić zadanie domowe. Na razie – jedynka – spróbuj w przyszłym roku.

Aha – deska piw. Naprawdę nie widziałem większego robienia z siebie dziada. Poziom chciwości godny stereotypowego Żyda z baśni młodzieży wszechpolskiej, zacierającego ręce i świecącego złotym zębem spod haczykowatego nosa z brodawką. TRA-GE-DIA. Co dokładnie? Dwa razy (!) w menu jest zaznaczone, że deska 5 piw kosztuje 30 zł. Po czym gdy zamówisz przy odbieraniu rachunku okazuje się, że jednak niektóre piwa były droższe. I nie mówię tutaj o jakiś RISach, piwach leżakowanych w beczkach, importowanych lambikach czy egzotycznych porterach z kawą z Indonezji. Nie, mowa o polskich IPAch. Jeżeli 0.5l piwa kosztuje złotówkę drożej niż standardowe 13 zł, to ktoś już sobie wymyślił, żeby tę złotówkę drożej doliczyć też przy podawaniu deski. Witki mi opadły. Oczywiście w menu nie ma informacji, że deska może być droższa, kelnerka też na ten temat milczy. I gdybym tylko chciał, to bym się awanturował. Ale po co – wolę po prostu się tam więcej nie pojawić.

W zeszłorocznej recenzji pochwaliłem organizację wydarzeń tematycznych i liczyłem na kolejne. I się przeliczyłem. Pomijając opisany niżej wieczór hiszpański, przez cały 2016 mieliśmy w „Targowej” chyba tylko tydzień wędzonek – akurat bardzo zacną inicjatywę, ale to trochę mało. Z drugiej strony – we wrocławskich multitapach wieczorki tematyczne to nadal ewenement.

Za to latem przed Halą Targową rozstawiany jest sympatyczny ogródek. I… znów są zgrzyty. Ogródek i piwnica mają bowiem inne menu i osobne kasy. Stąd na górze nie można zamówić rzeczy z dołu i vice versa. Podobno to kwestia sanepidu. Ok, może. Ale byłem w miejscach, gdzie ogródki piwne (i jedzenie) były donoszone na drugą stronę ulicy. Tutaj nie można donieść z piwnicy, bo, zdaniem Targowej, posiłek wystygnie. Jasne, możemy sobie wyobrazić sytuację, że wpada wycieczka weteranów Waffen SS zobaczyć Vaterland i zamawiają 20 żurków, ale bez przesady. Nie można pod ekstremum utrudniać życia klientowi!

Chociaż w sumie, jeżeli nie spróbujecie jedzenia w „Targowej” za dużo nie stracicie. Bez dwóch zdań to najsłabszy punkt „Targowa”. Przede wszystkim – nie jest tutaj tanio. Oj nie, może na standardy europejskie lub wrocławskiego rynku jest, ale jak na multitapy – ani trochę. A jeżeli płacę ponad 100 zł za obiad dla dwóch osób to chciałbym, żeby było smacznie. W sumie nieważne ile płacę, ma być smacznie, ale tym smaczniej ma być przy wyższych cenach. Na pięć zamówionych potraw, dwie były fatalne, a jedna smaczna tylko w części.

Ale zacznijmy od autentycznej sceny. W menu zupa z morszczukiem, risotto z roladami z morszczuka – śmieszkujemy, że w Biedronce był tydzień z tanią rybą. A dalej w menu ‚ryba w cieście piwnym’. Hmmm… Pytam kelnerkę jaka to ryba. Śliczna pani myśli, myśli… „Może morszczuk” – podpowiadam, nadal śmieszkując. „Tak, zazwyczaj mamy dorsza, ale się skończył, więc jest morszczuk”. Czyli resztki z tygodnia. Zapowiada się apetycznie.

A teraz punkt po punkcie, będziemy się z jedzeniem w lokalu pieścić jak bracia Kliczko z przeciwnikami. Risotto to nie jest ryż w sosie pomidorowym! Jeżeli coś tam grzebiecie w kuchni spójrzcie na fotkę poniżej. To jest ryż do risotto? Kurwa, nie sądzę! Wybaczcie moje uniesienie, ale ta potrawa została przy naszym stole jednoznacznie okrzyknięta tragedią i dziwi mnie, że wieczorem bądź w nocy obyło się bez ponownego spotkania z morszczukiem, który był rozgotowany i przypominał puree. Policzki wołowe smaczne, aż konsumentce się uszy trzęsły. Szkoda tylko, że dołączona czerwona kapusta nie miała żadnych urozmaicających akcentów, pokroju orzeszków czy rodzynek. Ale nie czepiam się na siłę. Pasztet i chleb też ok. Żeberka w glazurze miodowej – jedna strona niedopieczona, wzięte dwa razy, w obu przypadkach to samo – z jednej strony mięso różowe i miękkie, z drugiej fajne, brązowe, ociekające miodem i chrupiące. Nikt się nie spytał jak chcemy nasze żeberka wypieczone, może zatem kucharz postanowił zaoferować opcję ‚well done’ i ‚medium rare’ :) Żeberka miały być podane z pieczoną kapustą i dostałem bigos bez mięsa, do tego mało winny. Ok, nie będę narzekał, bo nic nie było sprecyzowane, ale do tych żeberek zdecydowanie bardziej pasowałby sauerkraut na modłę niemiecką. To już jednak kwestia gustu.

I jeszcze ta zupa. Zupa. Zupa! ZUPA! Zupa z tilapi, morszczuka ;), krewetek koktajlowych na pomidorach z nutą papryczki chili i kolendry. Primo – listek kolendry to nie nuta kolendry. To dekoracja. Secundo – nuta chili powinna chociaż nieco grzać w przełyku. Tak troszeczkę. Szczególnie jeżeli ktoś nie jest chili-headem. Tercio – bardzo mało słona, wodnista, zaskakująco mało aromatyczna, jak na zupę opartą o ryby. A na dodatek ciepła. Czyli wszystko na temat.

Jeżeli jesteś fanem piwa rzemieślniczego albo po prostu piwoszem – warto do „Targowa – Craft Beer and Food” zajrzeć, bo na 16 kranach (drugie miejsce we Wrocławiu ex aequo z 4Hops) zawsze powinieneś znaleźć coś dla siebie, szczególnie jeżeli osoba odpowiedzialna zacznie stosować rozsądniejsze metody podpinania beczek. W kwestii jedzenia, radzę omijać to miejsce szerokim łukiem. Tak szerokim, by trafić do Piec Na Szewskiej. Albo chociażby do legendarnego baru Jacek i Agatka. Na pewno będzie smaczniej. Nie polecam.

Facebook: https://www.facebook.com/targowawroclaw/
Ontap: http://targowa.ontap.pl/


A co napisałem rok temu?

Czasem jest tak, że masz tak niskie oczekiwania, że recenzja potem wychodzi nad wyraz pochlebna, mimo że lokal do końca na to nie zasługuje. Pokazuje to też, że nie warto sugerować się recenzjami na necie. Czytając na fejsie co się w Hali Targowej wyprawia, byłem nastawiony raczej sceptycznie. Tym bardziej, że lokalizacja nie zachwyca. Jasne, zaraz obok jest jedno z najlepszych miejsc do parkowania w pobliżu centrum, ale przecież do multitapu nie przyjadę samochodem :) A już z komunikacją miejską jest ciężko, ale to ogólna bolączka Wrocławia. O ile do lokalizacji można się przyczepić, to sam wystrój jest już jak najbardziej w porządku – wprawdzie mi nie przypadł do gustu kolor ścian, który można określić jako smutnoniebieski, ale słyszałem, że taka teraz moda.

Zacznę od kuchni – w sensie dosłownym. Nie wiem, może ja mam jakieś błękitnokrwiste podniebienie, ale dla mnie jedzenie było co najwyżej poprawne. Ekipa do testowania, z którą byłem, wyrażała się raczej poprawnie, ale jest to chyba kwestia wymagań wobec deski piwnej. Dla mnie masło czosnkowe nie było czosnkowe, było za to niejadalne i smakowało raczej jak czosnkowa margaryna, a chleb pod wieczór na pewno nie sprawiał wrażenia świeżego. Ale przecież nie przyszedłem tutaj jeść. I w momencie wyboru piw, zaczynają się jaja. 12 kranów, ale rotacja raczej słaba. Piwo, które piłem jest nadal, po tygodniu, na kranie, a już wtedy nie było nowością. Ok, być może zamówili dwie beczki, ale wtedy nie daje się ciągle tego samego. A może po prostu „Targowa” nie jest jeszcze dostatecznie znana by serwować imperial stout z browaru typu Evil Twin. I tu płynnie przejdziemy do cen, co zaraz pozwoli mi płynnie przejść do obsługi. Ale po kolei – przy każdym browarze podane były dwie ceny. Standardem w multitapach jest cena za małe piwo (zwyczajowo 0,3l czy tam 0,33l) lub normalne 0,5l. Tymczasem tutaj były ceny za 0,15l i 0,3l. Czułem się nieco oszukany, głównie w kwestii informacyjnej. Tym bardziej, że wcześniej chciałem wziąć deskę piw (5*0,15) i okazało się, że powyższego piwa w desce umieścić nie mogę. Zamówiłem więc inne – kelnerka wraca – tego też dodać nie mogę. Załamka. I nikt nie zaproponował mi – damy panu to piwo za dopłatą X zł. I tutaj przechodzimy do obsługi – pani kelnerka Karolina była bardzo miła, śliczna, sympatyczna, ogólnie przeurocza i, z nieznanych mi przyczyn, ciągle pytała mnie czy jestem szczęśliwy, ale powyższe błędy nie świadczą najlepiej o zarządzaniu w lokalu. Bo od jednej 0,15l droższego piwa w desce chyba „Targowa” by specjalnie nie zbiedniała. A jeżeli z 12 kranów dwa odpadają na piwa spoza oferty ‚deska’, to wybór zaczyna się robić dość wąski.

Natomiast jest jeden plus, który, mam nadzieję, nie jest incydentem – Targowa organizuje wydarzenia. No dwa wydarzenia, a w zasadzie to jedno, bo premiery Przekupki nie zaliczam do wydarzeń. Wieczór hiszpański z prawdziwym Hiszpanem (chociaż już mocno uwrocławionym) i tapas prosto z Półwyspu Iberyjskiego, dostarczanych przez firmę fukcjonującą w Hali Targowej. A ponieważ w Hali podobnych stoisk jest pod dostatkiem, nie obraziłbym się, gdyby analogiczne wieczory stały się wydarzeniami cyklicznymi. Szkoda tylko, że frekwencja nie zachwyciła. Na razie plus na zachętę. A lekko abstrahując, to fejs Targowej jest prowadzony bardzo profesjonalnie i należą się pochwały, bo wyraźnie ktoś się przykłada. Tutaj wielkie propsy.

Ogólne wrażenie raczej pozytywne. Aha – Craft Beer and Food, bo Piwo Rzemieślnicze i Jedzenie brzmi mało europejsko? Hmmm…

Zostaw Komentarz