Piwo we Wrocławiu – Szynkarnia

Piwo we Wrocławiu – Szynkarnia

zamieszczone w: Polska | 2

I znów mamy lokal, w którym przez rok się dużo nie zmieniło, stąd może po prostu o obecnych nadal trendach napiszę nieco szerzej. Liczne wydarzenia w postaci kranoprzejęć to powoli norma i przypuszczam, że za rok-dwa puby bez podobnych imprez nie będą miały racji bytu. Ale publiczne warzenie piwa lub piwny okrągły stół, to nowości, których nie spotykamy nigdzie we Wrocławiu. Zwłaszcza to ostatnie jest świetną inicjatywą, w której chętnie brałbym udział, gdybym tylko miał czas. Na czym polega – Szynkarnia przygotowuje zestaw droższych piw i podczas panelu degustacyjnego otrzymuje się próbkę każdego piwa. Było na pewno Hoppin’ Frog, The Bruery, chyba kiedyś był Amager i Mikeller, a w najbliższym czasie będą amerykańskie miody. Jeżeli ktoś chcę spróbować szerokiej gamy piw zagranicznego browaru, które kosztują pewnie ze 30 zł za butelkę – tutaj mamy na to sposób. Świetna inicjatywa dla beergeeków i podbija ocenę Szynkarni.

Piwnie w ogóle jest świetnie. Zawsze na kranie jest coś dla kobiet – lambik, kriek, porter truskawkowy – zawsze jest jakieś słodkie lub owocowe piwo. I to się chwali – taka kładka między piwem z sokiem, a piwami rzemieślniczymi. Oczywiście jeżeli kogoś stać, by przejść po tej kładce ;). I Szynkarnia ma zawsze jakiegoś sztosa na kranach. W przeciwieństwie do Targowa nie kłamią, że zawsze mają dwa topowe piwa, ale akurat coś nie wyszło. Po prostu je mają. Tutaj piłem Korda leżakowanego w beczce, było sporo To/ol, Evil Twin, obecnie na kranach jest Tempest i Amager. Tak, to jest klasa światowa. Czy mają wzięcie? Nie wiem. Ale są.

Kuchnia… Ojej. O jejku jej… Lubię Szynkarnię jako pub, jako miejsce do picia piwa, ale kulinarnie to jest żart finansowy połączony z katastrofą smakową. Jeżeli czytaliście moją opinię z zeszłego roku, to wiecie czego się tutaj spodziewać. Jeżeli nie – jest hipstersko-wegańsko-nowocześnie. Kiełbaski, sery i chleby za miliony monet. Podpłomyk jeszcze jakoś ujdzie w tłoku – nie najesz się nim za bardzo, ale stosunek cena/jakość jak na centrum Wrocławia jest niezły. Potem jednak to są kpinki. Zamówiona deska serów to była porcja chyba dla jednej osoby, co gorsza – najsmaczniejsze na niej były gruszki i miód. Ser to był chyba twaróg z pieprzem i ziołami. Nie wiem, może tak wygląda polskie serowarstwo domowe. Jeżeli tak – współczuję. A Szynkarnia dostaje odłamkiem. Do piwa to się nie nadaje absolutnie.

Postanowiłem dać zatem drugą szansę o nieco innej porze dnia i wraz ze swoją piękniejszą połową wybraliśmy się na… ekhm… lunch. Cóż, lepiej by było dla Szynkarni, jeżeli bym się tam nie pojawił, bo kiedy wydawało się, że gorzej być nie może, okazało się że nie ma granicy, której w Szynkarni nie potrafią przebić. Lunch był na żenującym poziomie. Pierwsze danie – zupa cebulowa z serem farmerskim skądś i z grzankami. Grzanek nie uświadczyłem. Pewnie tak się nabrało. Albo zdążyły się już rozpłynąć w zupie, która była co najwyżej bardzo ciepła, więc musiały tam spędzić sporo czasu. W obu przypadkach – dyskwalifikacja. Ach, jeżeli do zupy cebulowej damy tyle majeranku, to z zupy cebulowej zrobi się zupa ziołowa z cebulą.

„Makaron soba z kurczakiem, brokułami, papryką i boczniakami w sosie sojowym”. Tu taka zagwozdka lingwistyczna – co jest w sosie sojowym? Całe danie? Makaron? Boczniaki? Boczniaki nie, bo żadnego w daniu nie było. Widocznie znów się tak kucharzowi nabrało. W sosie był tylko kurczak. A makaron prosto z wody. Ech… A jako coup de grace – do wyboru masz kompot i lemoniadę. Tylko kompotu nie ma :). Po czym kelnerka przynosi coś, co na pewno nie jest lemoniadą i na pewno jest zrobione z gruszek. Na pewno nie ma kompotu?

Konkludując – przychodźcie do Szynkarni na piwo, nie przychodźcie do Szynkarni jeść. Pod żadnym pozorem. Chyba lepiej iść do kebaba na drugą stronę ulicy. Naprawdę…

Facebook: https://www.facebook.com/Szynkarnia/
Ontap: – http://szynkarnia.ontap.pl/


Notatki z podziemia. Znaczy sprzed roku:

Jeżeli gdzieś wcześniej pisałem o hipsteriozie, to tutaj jest lokal, który jest apogeum tego… hmm… zachowania? mody? choroby? Nie wiem do końca jak hipsteriozę określić. Jakieś produkty typu ser z koziego mleka z dodatkiem pyłku pszczelego albo kurczak z musem z batatów i sałatką imbirowo-porową. W ogóle dziw, że znajdzie się tutaj mięso, bo grupą docelową jeżeli chodzi o żywność wydają się być głównie wege-dziwacy, a ci, jak powszechnie wiadomo, do najbardziej tolerancyjnych nie należą. Ogólnie – to nie jest jedzenie do piwa. I jeżeli przymknie się oczy na menu oraz modę części klienteli, łączącą wygląd beja z ekskluzywnym żigolakiem lub czarodziejki z księżyca z francuską dziwką, to „Szynkarnię” naprawdę wypada pochwalić. Poza 14 kranami jest bardzo duża oferta piwa butelkowanego. To Ol, Brewdog, Evil Twin, Amager, Mikeller. No i oczywiście szeroki wybór polskiego kraftu. Ceny oczywiście z prawie dwukrotną przebitką sklepowych (a sklep kraftowy jest jakieś sto sążni dalej), ale to nic nadzwyczajnego.

Jeden wielki minus – w piwnicy (bo lokal ma trzy kondygnacje) nie ma zasięgu, więc nie można skorzystać z ontapa. Kelnerka nie wie co jest na kranach, a menu jest mocno zdezaktualizowane. Za to można popatrzyć na ludzi pijących piwo przy wyjściu z kibla. Ciekawe jakie aromaty dochodzą do nich ze sniftera ;)

I muszę przyznać, że jest to chyba najbardziej oblegany multitap we Wrocławiu. Łatwiej o miejsce w Kontynuacji niż tutaj. A to o czymś świadczy. Z drugiej strony – nieraz widuje się samotne paniusie siedzące przy 6-osobowym stole, zapatrzone w książkę. Pewnie ciche dni w domu z kotem. A dosiąść się oczywiście nie można, bo będzie foszek i awantura.

2 Odpowiedzi

  1. znam się na browarze Panie
    | Odpowiedz

    Filip Dutka, no cóż, jak to mówią – zna SIĘ na wszystkim :-))), globtroter i specjalista w każdej dziedzinie, „SPECJALISTA” aspirujący do prowadzenia wszędobylskiego bloga – JAK Z KOZIEJ DUPY TRĄBA. (…) seksista ! W stylu: jak mi coś nie wyjdzie (w sensie darmowego piwka – obiadku), to obsmaruję budę – BO TAK MI SIĘ PODOBA !

    • FD
      | Odpowiedz

      Wyedytowałem obelgi. Teraz dobra rada, a nawet kilka. Primo – tam po prawej u góry jest taki X w kwadraciku. Wystarczy nacisnąć zamiast czytać – szkoda czasu, szczególnie jeżeli nie potrafi się czytać ze zrozumieniem. Secundo – seksista? Jak najbardziej! Z lewackich ust to komplement. Tertio – nie aspiruję do prowadzenia bloga, aspirowałem parę lat temu, teraz go po prostu prowadzę. Radzę nie używać słów, których się nie rozumie. Quarto – nic, nigdy, nigdzie nie chciałem za darmo – „budy” obsmarowuje w ramach hobby i tylko jeżeli na to zasługują.

Zostaw Komentarz