Piwo we Wrocławiu – Marynka

Piwo we Wrocławiu – Marynka

zamieszczone w: Polska | 0

Przez ten rok od poprzedniej recenzji, nadal nie udało mi się trafić do „Marynki” latem, zatem sprawdzić czy mają ogródek. Bo latem to w sumie lepiej jest wziąć se sobą butelkę i pojechać gdzieś w teren, spożyć piwo w pięknych okolicznościach przyrody i niepowtarzalnych ;) Nad Odrą, Ślęzą, Oławą, a może nawet aż nad Widawą. czy Bystrzycą. Ale skoro stacjonujący przy Marynce Happy Little Truck jest jedną z czołowych pizzerii we Wrocławiu (i to nie tylko wśród food trucków), a bieżący przegląd knajp piwnych upływa pod znakiem łączenia piwa z jedzeniem, nie mogłem sobie odpuścić wizyty w tym lokalu.

Piwnie nie zmieniło się w zasadzie nic. Jest osiem kranów, na których znajdziemy polskie piwa (m.in. Pinty miesiąca) oraz bardziej popularne zachodnie tytuły pokroju Kellerbiera z Hohenfeldera, Blanche de Namur, krieka lub Maisel’s Weisse. No i pełna lodówka. Ta lodówka to chyba największy plus Marynki, bo w cenach niewiele wyższych od sklepowych (15-20%), można się w wielokranie napić wybranego piwa. Sztosów tu nie znajdziecie, ale powodów do narzekań też nie będziecie mieli. Ot, solidne tytuły, sporo stoutów i porterów, coś droższego, jakaś yerba, ostatnio nawet cydr widziałem. Pozostaje tylko pytanie – czy warto iść do knajpy na piwo z butelki, które możesz sobie po prostu kupić (taniej) w sklepie i wypić w domu, ze znajomymi, lub w najlepszym możliwym towarzystwie – samego siebie.

Co może zatem przechylić szalę na korzyść Marynki? Kooperujący foodtruck z pizzą. I teraz ogłoszenie duszpasterskie – ja pizzowym ekspertem nie jestem. Jadłem pizzę to tu to tam, we Włoszech i na Malcie, czyli w krajach z korzeniami związanymi z pizzą, w polskich knajpach prowadzonych przez Włochów (aczkolwiek we Wrocławiu częściowo są to po prostu Cyganie :D), ale w moje gusta dociera bardziej raczej grube ciasto, co jest totalnie sprzeczne z włoskim duchem. Pizza w „happy Little Truck” ma bardzo cienkie ciasto, które wprost zgina się od sosu oraz dodatków, a że w Marynce nie dostaniemy sztućców, trzeba jeść pizzę najpyszniejszym sposobem, czyli ręcznie. Samo menu – na fejsie jest dziesięć pozycji do wyboru, my trafiliśmy na pięć. Pizza z chorizo i miodem świetna. Serowa też zacna. Rozmiarowo i sycąco każda jest wprawdzie na dwie małe osoby lub półtora normalnej ;)

Poza pizzą są również dostępne przekąski na barze. Oliwki, hummus (ostry i o zadziwiająco gęstej konsystencji), deska z serami i mięsem. Czyli klasyka do piwa.

Werdykt może być tylko pozytywny. Nie jest to wprawdzie jakiś zadziwiający multitap, ale wszystko, co ma w ofercie jest na wysokim poziomie. Niewielki wybór piw rekompensuje butelkami.

Facebook: https://www.facebook.com/marynkapiwoiaperitivo/
Ontap: http://marynka.ontap.pl/


Informacje sprzed roku:

do Marynki nie trafisz przypadkiem, bo lokalizacja tego pubu należy chyba do najgorszych z możliwych. Nie tylko jest poza głównymi szlakami pieszymi, ale żeby dostać się do samej bramy trzeba przejść niemal przez labirynt i poradzić sobie bez nici Ariadny. Idziesz po Kazimierza Wielkiego, skręcasz w ostatnią bramę przed Zamkową, przechodząc ciemną bramą mijasz wiele biznesów nie budzących zainteresowania, gdzieś tam w progu czyha śpiący portier, którego mijasz z uśmiechem, wychodzisz na podwórko i już jesteś na miejscu. W środku bardzo sympatycznie, do dyspozycji osiem kranów plus butelki, a lodówka jest dobrze zaopatrzona. No i jest kuchnia. To znaczy nie wiem czy jest. Niby na facebooku jest, ale przy stoliku już menu nie było. Być może, jak z piwem, trzeba pójść sobie do baru i zamówić – jeżeli tak, jest to bardzo słaba opcja. Przestronność i czystość zdecydowanie na plus. Ilość kranów już nie tak bardzo – mogło być lepiej. Latem, jeżeli mają ogródek, może być naprawdę ciekawie.

Zostaw Komentarz