Piwo we Wrocławiu – AleBrowar

Piwo we Wrocławiu – AleBrowar

zamieszczone w: Polska | 0

AleBrowar Wrocław to chyba pierwszy patronacki pub AleBrowaru, otwarty jakoś w połowie 2016 roku nieopodal niesławnego Włodkowica 21, któremu swego czasu patronował Dr Brew. Cóż, taka lokalizacja od razu budziła obawy. Jak się okazało – zupełnie bezpodstawne. Ale nie jest też jakoś strasznie różowo. Za to są fajne dodatki, chociaż może powinienem napisać były, jak się okazało w ostatnią niedzielę.

Z pubami patronackimi nie mam dużego doświadczenia – we Wrocławiu były dwa, oba sygnowane przez Dr Brew, oba okazały się siermiężną porażką. Mowa o wspominanym powyżej Włodkowica 21 oraz późniejszej próbie Dr Brew z Prohibicją w – upraszczając – podziemiach Kontynuacji. Nie będę tutaj wnikał, czy upadek był winą umowy z browarem tworzącym słabe piwa oparte o marketing, czy może były jakieś głębsze powody, dość powiedzieć, że w każdym z lokali byłem dwa razy – pierwszy i ostatni (pum pum pczy!). Wiecie, z lokalami patronackimi jest jeden poważny problem – to nie są miejsca dla beer geeków, bo rotacja na kranach jest praktycznie znikoma. A ja, dla przykładu, jeżeli już raz piłem jakieś piwo, to musiało mnie naprawdę zachwycić, bym wrócił do niego po raz drugi. Stąd po dwóch czy trzech wizytach w lokalu, znasz już całą gamę oferowanych piw i jeżeli chcesz spróbować czegoś innego, wracasz za pół roku. Ale raz jeszcze – to jest punkt widzenia człowieka, który ciągle szuka czegoś nowego. Z drugiej strony – jeżeli cenisz powtarzalność i masz swoje ulubione smaki, przy których lubisz posiedzieć (wiadomo, jedni lubią siedzieć przy Żywcu, inni przy Crazy Mike’u), to się nie zawiedziesz.

Z AleBrowaru do kategorii piw fenomenalnych kwalifikuje się wprawdzie kilka tytułów (RIS, Imperial Smoky Joe), ale poza nimi oferta jest na tyle szeroka, że każdy znajdzie coś dla siebie. A dzięki dodaniu do oferty Johnnego Sour, mamy wreszcie coś, co nie jest cholernie nachmielone. Z tym że nadal ekstremalne. I powiem tak – ja nie wziąłbym nikogo do AleBrowaru na pierwsze piwo rzemieślnicze albo jakąś zacną dziewoję na pierwsze tete-a-tete. Bo nie znajdzie tutaj nic dla siebie. Zresztą prowadzący fanpage AleBrowaru specjalnie się z tym nie kryją, może nawet szczycą i w jednej z wypowiedzi na fejsie odnośnie braku normalnych piw wyraźnie przebijają te nuty, które można sparafrazować słowami Agaty Kuleszy z „Sali samobójców” – „Widzisz ten prostokąt z klamką? – to drzwi. Wyjdziesz przez nie na ulicę, tam sobie odetchniesz, a potem wypierdalaj!”.

 

Skoro już ustaliliśmy profil multitapu, przejdę do szczegółów technicznych i statystyk. Na górze trzynaście kranów z absolutnie genialnym wynalazkiem w postaci kolb prezentujących kolor piwa. I tak – praktyczność tego wynalazku jest niemal znikoma, bo przecież nie będziesz podchodził do ściany sprawdzić jakie piwo ma kolor i na tej podstawie dokonywać zamówienia. Za to walory wizualne to już prawdziwa bomba. Naprawdę, nie jestem w stanie sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz coś mnie tak zachwyciło nie tylko w multitapie, ale po prostu nawet w jakiejś restauracji. Chociaż ja uczęszczam raczej do barów niż restauracji ;)

W ogóle wystrój mocno stara się nawiązać do tematyki piwnej. Lampy wiszące zrobione są z kegów, mniejsze lampki stojące – z petainerów. Ściany zaś urozmaicone są malunkami związanymi z Ale Browarem – głównie postaciami z ich etykiet, a także jedną grupową scenką rodzajową, a także zdjęciami, nagrodami oraz plakatami. I te ostatnie, przyklejane gdziekolwiek, krzywo, taśmą bezbarwną, wyglądają po prostu słabo. W stosunkowo nowym lokalu, gdzie panuje porządek (tak bym to określił, chociaż symetrii brak :)), mamy poprzyklejane plakaty na zasadzie „o, wolna przestrzeń, jebnij plakatem”. Poza tym jest dość, hmmm… surowo? Wiecie, to już kwestia gustu, natomiast ten porządek, nowe krzesła, nowe stoły, białe ściany – to sprawia lekko sterylne wrażenie. Mi to nie przeszkadzało, ale kobietom się nie podoba.

Piwnica. Piwnica jest. Byłem w AleBrowar Wrocław kilka razy, bodajże pięć i nigdy piwnica nie była czynna. Ok, tylko raz był to weekendowy wieczór, ale nawet wtedy, gdy zamówiłem imperialnego Smoky Joe z dolnego kranu, barman po prostu po niego poszedł, bo na dole nie było obsługi i w zasadzie wszystko było pogaszone. W sumie nic straconego – ta piwnica jest taka ‚bleh!’. Niska, sprawia wrażenie ciasnej i bardzo zamkniętej. Chociaż zwiedzałem ją zawsze w półmroku, stąd, być może, nie do końca mogę docenić wszystkie walory :)

Aj, wróćmy jeszcze na chwilę na górę – skoro jesteśmy przy wystroju, wróćmy do faktu że jest to lokal patronacki. Skoro tak, i oferta piw jest zazwyczaj stała, mogłoby się wydawać, że prezentacja menu piwnego będzie dość… hmmm… spójna? I na początku, a AleBrowar pierwszy raz odwiedziłem w kilka dni po premierze, rzeczywiście tak było. Prawie wszystkie ‚deseczki’ wiszące nad kolbami z kolorem piwa, były zrobione w tym samym stylu – z charakterystyczną czcionką, czasem także kolorem tła nawiązującym do etykiet. Podobało mi się to kosmicznie. A już w połowie lutego doszło kilka premier i cała koncepcja się zepsuła. A przecież to nie jest jakaś wielka filozofia zachować wzór w photoshopie i potem wykorzystać do kolejnych projektów. Przypomnę jednak, że ja mam obsesję ładu, porządku i symetrii.

Jedzenie. Tutaj mam małą zagwozdkę, bo jeszcze nie dawno, AleBrowar Wrocław mocno współpracował z „Osiem Misek„, czyli stacjonarną wersją dość znanego we Wrocławiu food trucka z kuchnią zachodnioazjatycką/fusion. Ale w ostatnią niedzielę powiedziano mi, że sorry, ale już nie ma opcji zamówienia jedzenia do AleBrowaru. A w AleBrowarze, że można, jak najbardziej. No to ja już nie wiem :) Założenie – można i przyjmiemy, że jest to lokal współpracujący z AleBrowarem. Osiem Misek to naprawdę niezła kuchnia. Wprawdzie w lokalu na Włodkowica jest nieco gorsza i znacznie droższa niż w rodzimym food trucku, mieszczącym się na Borowskiej, ale nadal niezła. Świetny pad thai, bardzo dobre buły maślane z szarpanym mięsem, smaczny i pokaźnych rozmiarów ramen. Wprawdzie wystrój mi nie odpowiada – jest oczojebny i tandetny, a czas oczekiwania na stolik, dochodzący w szczycie do 30 minut też nie zachwyca, bo to nie Nowy Jork, to jednak zakładamy, że na jedzenie czekamy w AleBrowarze sącząc piwko. I wtedy jest bardzo przyjemnie, a jedna buła z pewnością zrobi podbudowę na kilka następnych piwerek. Zresztą zaraz obok AleBrowaru – dosłownie obok – jest także KRVN czy Ambasada Śledzia. Zatem – jest co jeść w pobliżu.

Przejdźmy do ulubionej części recenzji, czyli czepiania się. O wszystko, o co można się przyczepić :) Ja wprawdzie widzę to jako konstruktywną krytykę, ale rozumiem że ktoś może to odbierać inaczej. Po pierwsze – jak w pubie patronackim (teraz w ogóle widzę, że ciągle używam sformułowania patronacki, podczas gdy jest to po prostu pub AleBrowaru) może, poza kilkoma koszulkami, nie być żadnych gadżetów związanych z browarem? No jak? Kiedyś jeszcze były podkładki z Rowing Jackiem. Teraz nie ma nic. Nie ogarniam. A gdyby to było mało – pytam barmana dlaczego tak jest i dostaję odpowiedź: „bardzo dużo ludzi nas pyta o takie rzeczy, ale nie planujemy ich wprowadzenia„!?!?!?!?!?!!!!?!?!?!?! No, biznes po polsku. Jasne, jak zaczniecie sprzedawać etykiety po 5 zł (są takie browary), to nikt nie kupi. Ale już po 2 zł… Albo podkładki. Wystarczy chcieć. A tutaj ewidentnie widać, że komuś się nie chce.

I to niechciejstwo przechodzi trochę dalej, bo ontapu aktualizować też się nie chce. „Dzień dobry, poproszę ten duński RIS, którego nie widzę wśród tabliczek, ale jest na ontapie.” „Ale jego już dawno nie ma, widocznie ktoś zapomniał zaktualizować”. Nie dość, że zapomnieli zaktualizować, to jeszcze ‚dawno nie ma’. Czyli aktualizacja jest raz od wielkiego dzwonu? Słabo. I może nie frustrowałbym się do tego stopnia, gdyby nie było to jedno z dwóch piw, po które specjalnie przyszedłem.

Trzy – jak można piwo rzemieślnicze każdego typu lać do shakera? Przecież jak dostałem RISa w takim naczyniu to mi prawie przykro było. I nie, nie będę się tutaj bawił w snobizm, że ze sniftera można wyczuć kupę różnych aromatów, których nie zapewnia shakera, ale, KURWA, to jest multitap jednego z lepszych browarów w Polsce. Można chyba spodziewać się jakiejś kompetencji. Barley Wine w shakerze, RIS w shakerze, witbier pewnie też w shakerze. Nie urzekło mnie to. Zrobiliście świetnego RISa (mało cielisty, ale bardzo mi smakował), to podajcie go w odpowiedniej otoczce. I nawet jeżeli nie chodzi o doznania smakowe czy aromatyczne, to może chodzi o pewną otoczkę. Bo w sumie dla tej otoczki piję piwo w multitapie, a nie z butelki (taniej!) w domu.

Cztery – no właśnie – ceny piwa butelkowanego. Jak można we własnym pubie sprzedawać butelkowane piwo ZNACZNIE drożej niż w sklepach. To przecież jakaś aberracja kompletnie wymykająca się zasadom ekonomii. Nie jest logiczne, że w sklepie browaru płacę za Imperialnego Smoky Joe 19 zł, a w sklepie z piwem 15 zł. Inne piwa są w bardziej zbliżonych do sklepowych cenach, ale nadal droższe. Z drugiej strony – trochę śmiesznie wygląda, gdy 0,5l Crazy Mike z kranu kosztuje 13 zł, a zaraz obok stoi butelka za 10 zł :) Ale cóż.

Ogólnie, poza powyższymi wadami, jest świetnie. Oczywiście na raz/dwa lub dla ludzi którzy cenią piwa AleBrowaru. Mnie mała rotacja na kranach nie zachęca do mianowania się stałym bywalcem, ale rozumiem, że są ludzie stojący po dokładnie przeciwnej stronie, którzy będą się cieszyć i doceniać tę stałość. I dla nich, może być to najlepszy multitap we Wrocławiu.

PS. Miody w ofercie to majstersztyk. Rzekłem.

Facebook: https://www.facebook.com/alebrowarwroclaw/
Ontap: – http://alebrowar.ontap.pl/

Zostaw Komentarz