Piwo we Wrocławiu – 4Hops

Piwo we Wrocławiu – 4Hops

zamieszczone w: Polska | 0

Na początku roku 2017, 4Hops jest bezdyskusyjnym srebrnym medalistą na rynku wrocławskich multitapów. Szesnaście kranów to nadal drugie miejsce we Wrocławiu, jeżeli chodzi o same liczby i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić. Rotacja na kranach? Wiadomo – zależy od popytu, a ten zależy od pory roku, ale bardzo rzadko piwo wisi dłużej niż 10 dni. Do tego jest trochę piw butelkowych z wyższej (ostatnio widziałem sporą kolekcję deMolena) oraz niższej (głównie wrocławskie – Dr Brew, Profesja i 100 Mostów) półki. A także kolorowe polskie wódeczki, serwowane w słodkich, malutkich słoiczkach (super pomysł) oraz destylaty. Raczej te tańsze i bardziej popularne – z ciekawszych był wyśmienity burbon Four Roses Single Barrel czy Glenfiddich IPA – tego nie mogło zabraknąć w multitapie :) Nadal są też krany przeznaczone dla mniej wymagającej części społeczeństwa – zawsze znajdziemy w ofercie jakąś Belgię, przewijają się też pszeniczniaki i pilsy.

Wydarzenia piwne? Są. Premiery, kranoprzejęcia. Może nie za dużo, ale zdecydowanie można zauważyć wzrost podobnych wydarzeń w ostatnim czasie. Z drugiej strony – kranoprzejęcie wiąże się z niemal całkowitym poświęceniem jakiemuś browarowi na kilka dni. To ma swoje minusy, więc nie może mieć miejsca zbyt często. Obecna częstotliwość, czyli tak raz na miesiąc, jest idealna i z niecierpliwością czekam aż kilka firm (SzałPiw, Maryenstadt, Olbracht, Olimp) zawita w 4Hops.

Ostatnimi czasy zmienił się nieco wystrój, więc trochę o nim. Jest to specyficzne połączenie hipsteriady z lekką gimbazą, podlana nowofalowym sosem ‚sztuki współczesnej’. Nie, nie przekonam się do firmowych malunków na ścianach, ale to kwestia gustu oczywiście. Popisane stoły oraz krzesła na modłę szkolną też do mnie nie przemawiają. Za to świecąca czacha, ściany z cegły oraz malunki z kredy już bardziej na plusie. Nie jest sterylnie, ale raz jeszcze – pisanie, a raczej debilne bazgrolenie, po stołach już mi nie podchodzi i wolę usiąść przy barze. Lub przy grach planszowych, które jednak trącą myszką. Trzeba jednak docenić samą możliwość, a o niektóre bardziej znane (podobno jest Magic: The Gathering) może trzeba prosić na barze? Ach, jeszcze jedno – fajne, duże kible :) Tak, u mnie na blogu stawiamy na szczerość i jest wzmianka nawet o tak delikatnej i prywatnej sprawie jak toalety.

Co do minusów, przychodzi mi do głowy tylko jedno – jest za głośno. Jeżeli usiądziesz idealnie przed głośnikiem, to nie pogadasz, a przy barze i w paru miejscach, też trzeba czasem drzeć mordę. Ok, to nie jest restauracja, więc nie oczekuję pana w garniturze grającego na pianinie, ale nie jestem tu też żeby słuchać muzyki.

No i drugi minus. Duży. Mamy do wyboru tylko dwie objętości piwa – 0.3l i 0.5l. Nie da rady wziąć mniejszych pojemności, które najczęściej są serwowane w pozostałych knajpach jako deska, by klient wziął kilka piw o mniejszej pojemności rekompensując jego nakład pracy, koszty naczyń itd.. Dla mnie te koszta to bullshit, bo w każdym normalnym multitapie można podejść do baru i poprosić o próbkę tego, albo tego, albo tamtego. Za darmo. I barman też traci czas. I naczynie się brudzi. A klient nie potem większości i tak nie kupi. Dlatego też przy objętościach 0.15l, 0.3l i 0.5l nie rozumiem gradacji cen na poziomie 6/10/14 zł. Ale może to ze mną jest coś nie tak. W 4Hops rozwiązano to dość prosto – w ogóle nie możesz zamówić mniejszych objętości. A czasem są takie kąski, że aż żal nie spróbować czterech-pięciu piw i, szczególnie przy cięższych, właśnie objętość 0.15l byłaby wskazana. Szkoda.

I najważniejsza zmiana – doszła kuchnia. Rozmaite przekąski były serwowane już wcześniej, ale na okres jesienno-zimowy 4Hops przygarnęło znany wrocławski food truck – Panczo. W Panczo nigdy nie byłem i niniejszym zaznaczam, że moja ocena 4Hops jest tylko w kontekście piwnym. Dodatek w postaci kuchni nie jest niczym więcej niż wisienką na torcie, ale nadal kluczem jest tort. Panczo serwuje kuchnię meksykańską, która nie jest najmocniejszym punktem wrocławskiej sceny. I chociaż Panczo się wybija, to jest to raczej orzeł na tle kaczek. 66% menu macie gdzieś poniżej na fotkach – jest tylko jeden problem – jak na kuchnię meksykańską – dupy nie urywa. A kuchnia meksykańska dupę właśnie urwać powinna :) Nie licząc incydentów z wkrojonym marynowanym jalapeno, jest raczej zwyczajnie. Czerwonej cebuli nie za dużo, jest fasola, granat (który jest mało meksykański, ale nieważne) i trochę orzeźwiającej kolendry i limonki. Jasne, możesz dopłacić 2zł za ostrą salsę, ale litości – w meksykańskiej knajpie to żerowanie na kliencie. Pół litra dobrej, bardzo pikantnej salsy na habaneros to koszt jakiś 10 zł. I gwarantuję, że zrobiłaby robotę, a jakby do tego dodać porządną salsa blanca. Marzenie – zapraszam na konsultacje :). A ja do ziemniaka z wieprzowiną dostałem łyżkę śmietany z granatem :| I w świetle tego będziecie pewnie zaskoczeni następnym zdaniem, ale… To jest najlepsze jedzenie spośród dostępnych przy multitapach. Tak! Bo jednak jest to fast food i fast food naprawdę smaczny, który nie przytłacza żadnym smakiem, a pozwala uniknąć przedwczesnego zgonu.

Pozostaje zatem pytanie – co 4Hops musi zrobić, by dostać się na pierwsze miejsce i zdetronizować królową Kontynuację? Dodać kilka kranów. Jednak 16 vs 25 to kolosalna różnica, której nie nadrobi się kuchnią, tym bardziej że lokalizacja też nieco kuleje. Tak czy siak – dla beergeeka 4Hops to punkt obowiązkowy. Osoba lubiąca piwo, ale nie przepadająca za nową falą i udziwnieniami może się tutaj rozczarować.

Facebook: https://www.facebook.com/4hops/
Ontap: http://4hops.ontap.pl/


Oto ‚recenzja’ z początku stycznia 2016:

Stosunkowo nowy lokal na wrocławskiej scenie, ale ma przed sobą świetlaną przyszłość. Głównym mankamentem wydaje się być lokalizacja – z dala od wszystkich szlaków pieszych miasta. Znajduje się bowiem przy samym końcu ul. Ofiar Oświęcimskich, niemal zaraz przy połączeniu z Oławską oraz Kazimierza Wielkiego. Ale jak najbardziej warto podejść, bo 16 kranów to chyba drugie miejsce we Wrocławiu, przynajmniej tak sugeruje ontap, a jeżeli ktoś ma pijalnię piwa z kilkoma kranami i nie ma go na ontapie, to chyba nie odrobił zadania domowego. Na kranach zawsze coś owocowego (miałem na myśli owocową Belgię – lambiki i krieki – przyp. mój 11.01.2017), przynajmniej tak zapewnia barman, zatem olbrzymi plus, a czasem pojawiają się prawdziwe perełki, zamiast standardowych produktów Lindemansa. Zresztą przeglądając fejsa czy ontap, widać że ktoś się stara i robi dobrą robotę. Są eventy, są premiery, jest stała współpraca z najlepszymi polskimi browarami (AleBrowar, Pinta). No i jest kuchnia, a to staje się coraz częściej ważnym elementem przy wyborze multitapu. Bo jeżeli mam pójść gdzieś zjeść i na piwo, to wolę nie zmieniać przybytku uciechy przy każdej z tych czynności. Do tego są, podobno, planszówki. Z utęsknieniem czekam na knajpę, która, na pohybel rządowym skurwysynom, zaoferuje możliwość partyjki w pokera. Wystrój lokalu jest, niestety, skandynawski. Przynajmniej dla mnie, ale na tym znam się tylko troszkę.

Tak naprawdę największym plusem 4Hops jest… samo istnienie. Jeszcze dwa lata temu na wrocławskiej scenie multitapów były chyba tylko trzy lokale, co przy stale rosnącej liczbie premier w  polskim browarnictwie było stanowczo za mało. O ile pamiętam rok temu było ponad, bez kozery powiem, pińćset, a w 2016 ma stuknąć tysiąc. Samych premier, a do tego są jeszcze stałe pozycje o uznanej marce i zagranica. Gdybyśmy zostali przy ok. 40 kranach w mieście, z pewnością byłoby za mało. Zupełnie inną sprawą jest, że nie każde z piw premierowych zasługuje by znaleźć się na kranie, ale to temat na osobny wpis.

Zostaw Komentarz