Piekarnie w Jordanii.

zamieszczone w: Azja, Jordania | 0

Może teraz trochę o mojej, poniekąd niestety, ulubionej dziedzinie, czyli słodyczach/ciastkach. Piekarnia ze słodkimi wyrobami znajduje się w Jordanii praktycznie co drugie skrzyżowanie. I są to lokale specjalizowane, czasem, choć nie zawsze łączone ze zwykłymi piekarniami.

Poziom zasłodzenia w Lewancie przekracza wszystkie normy. A do tego, w każdym słodkim przybytku, znajdziecie garnek z syropem cukrowym, którym sprzedawca obficie podlewa wszystkie zakupy. Szczególnie kanafeh. Ah, kanafeh, najlepsza potrawa spotkana w Jordanii! Zakwalifikowałbym to do serników, gdyż głównym składnikiem jest właśnie ser. Ale ser, którego w Europie nie znamy, najbliżej do niego chyba mozzarelli. Ten ser to nabulsi, tłusty (50%), lekko pikantny, dzięki dodatkowi pestek wiśni wonnej, czyli mahlebu. Ser robi się z mleka owczego z dodatkiem koziego, a po podgrzaniu staje się miękki, elastyczny i ciągnący. Całość z obu stron obsypuje się grubo zmieloną mąką z pszenicy durum lub kaszą manną, a po wypieczeniu znów zalewa syropem cukrowym i posypuje orzechami, pistacjami, anielskimi włosami, lub w zasadzie czymkolwiek na co mamy właśnie ochotę. Praktycznie wszędzie znajdziemy też luqaimat, które przywędrowało półwyspu arabskiego i po arabsku znaczy mniej więcej ‚wielkość kąska’. Są to takie nuggetsy KFC z ciasta. Ciasto – z drobnymi modyfikacjami takie jak na churros bądź pączki hiszpańskie, formujemy w malutkie kuleczki i wrzucamy na olej. Po wyjęciu oczywiście oblewamy syropem, bo jakżeby inaczej :) Poza małymi kuleczkami, dostępne są rozmaite kształty – podłużne nibydaktyle, grube pałki zupełnie jak churros czy nawet obwarzanki.

O chałwie pisał nie będę, przypomnę tylko że dostępna w krajach arabskich chałwa bazuje na sezamie, w przeciwieństwie do chałwy słonecznikowej z Ukrainy czy krajów bałkańskich. Która jest lepsza to już kwestia gustu, dla mnie sezamowa chałwa jest kremowa, mniej słodka i nieporównywalnie lepsza. Ale jeden lubi ogórki, inny ogrodnika córki. Z ciekawostek – w markecie widziałem (i kupiłem!) chałwę w słoiku do smarowania chleba. Niedobre to, przede wszystkim słodkie i bazuje na oleju palmowym. Zatem nie polecamy.

Jak podejrzewam, większość z Was zna baklave, lub bakławę. Ile jest rodzajów bakławy? Co najmniej 1683. Deser ten jest już mocno rozpowszechniony, stąd rozmaite warianty można dostać wszędzie. W Jordanii trafiłem zarówno na wersję „naleśników” wypełnionych pistacjami, klasyczną bakławę bałkańską w formie kopert przypominających ciasto francuskie, malutkie gniazda z anielskich włosów wyłożone orzechami laskowymi niczym jajkami rajskich ptaków. Nadzienie również zaskakuje egzotyką – mamy do dyspozycji orzechy włoskie, nerkowca, pistacjowe, laskowe, piniowe, fistaszki czy makademia w rozmaitych formach – pasty, kruszonki czy całości. Bakłava to świetny kop energetyczny. Równie niezdrowy, co redbull, równie skuteczny, przynajmniej dla mnie.

Shaabiyat jest pewną wariacją na temat bakławy. Nadal używa się tego samego, podobnego do francuskiego, cieniutkiego, warstwowego ciasta, ale tym razem nadzienie ma formę budyniu lub sera (wspominanego wyżej nabulsi lub ricotty). Widziałem to w Jordanii tylko raz czy dwa i dopiero później doczytałem, że serwowany, zgodnie z tradycją, jest głównie w czasie ramadanu.

Basbousa (głównie nazywana tak na południu Egiptu) lub harisah to najprostsze ciasto arabskie, które możesz zrobić także w domu. Szybko, bez większego harmidru w kuchni i dość smacznie. Jedynym trudniej dostępnym składnikiem jest semolina, czyli gruboziarnista mąka z pszenicy durum. Poza tym wystarczy mieć trochę jogurtu, cukier, proszek do pieczenia i wodę. Wszystko mieszamy, odstawiamy na kilka godzin i mamy gotowe do wypieczenia ciasto, które wystarczy przyozdobić orzechami, pistacjami lub migdałami. Produkt oblewamy obficie syropem cukrowym. Są wersje z wiórkami kokosowymi, do syropu dodaje się wody różanej lub pomarańczowej.

Co jeszcze? Standardy piekarni obowiązują także w Jordanii, stąd znajdziemy zarówno chleb, jak i bardziej tradycyjne ciastka. Nie do końca takie, jak w Europie, bo są to np. paluchy z ciasta kruchego kompletnie bez cukru, często posypane czarnuszką bądź sezamem. Ciekawostką są lekko słodzone suchary, w rozmaitych kształtach, często jako gwiazdki, kółeczka, rogaliki czy inne fikuśne kształty, dostępne u nas niemal wyłącznie jako łakocie.

Kolejna przepyszna przekąska to manakeesh, malutki placuszek, ochrzczony już jako arabska pizza. Głównym dodatkiem jest zatar, czyli mieszanka ziół, bazująca na majeranku, oregano, tymianku, sezamie i sumaku. Nie bez problemu znajdziemy wersję z serem owczym/kozim, nieco trudniej już o mięsny manakeesh, naturalnie też z owcy. Ciasto jest odrobinę słodkie i wybitnie kontrastuje, w szczególności ze słonym serem. Do tego jest to niesamowicie syta przekąska.

Na koniec zostawiłem sobie pitę. Pita w krajach arabskich jest piekielnie tania (za maksymalnie 2 złote dostaniemy reklamówkę z kilkunastoma chlebkami) i wybitnie smaczna. We Wrocławiu widziałem jedną czy dwie piekarnie oferujące pity, ale cena była kosmiczna, w Jordanii zaś możecie się najeść tym smakołykiem niemal za pół-darmo. Oczywiście koniecznie z oliwą lub hummusem. Świeża, pachnąca, mięciutka, ciepła. Także w wersji żytniej! Kiedyś podlinkuję tutaj, lub wrzucę do jakiegoś filmiku także jak się tworzy markook, kolejne pieczywo, wersję pośrednią między pitą, a naleśnikiem. Czasem serwowane w składanych płachtach o rozmiarach prześcieradła :) Zarówno proces produkcji, jak i smak jest obowiązkiem podczas wizyty nad Jordanem.

Zatem puszczamy piekarnię i już wkrótce zajmiemy się tradycyjną żywnością!