Pallida Mors aequo pulsat pede

Pallida Mors aequo pulsat pede

zamieszczone w: Polska | 0

Długo zastanawiałem się jak zatytułować ten wpis. Miałem zapożyczyć od Ricka Grimesa „we ARE the walking dead!”, a potem skręciłem w stronę Proximo z „Gladiatora” i jego słowa o przeznaczeniu „In the end, we’re all dead men. Sadly, we cannot choose how, or when.” Koniec końców zdecydowałem się na Horacego, bo przy takiej tematyce wpisu, szerokie nawiązania do jedynej sprawiedliwej siły wszechświata. A spieszę się, żeby o tym napisać, bo wystawa, o której napiszę, będzie we Wrocławiu dość krótko – do wigilii świąt Bożego Narodzenia.

W każdej kulturze śmierć stanowi rodzaj tabu. Antropologowie zresztą teoretyzują, że pierwsze zaczątki cywilizacji zaczęły powstawać w momencie kiedy człowiek decydował się na czczenie w jakiejś formie swoich przodków. Każda cywilizacja ma coś na kształt duszy, a większość ma jakąś formę życia pozagrobowego. Ludy osiadłe budowały większe lub mniejsze grobowce, a dla przykładu koczowniczy Indianie często palili swoich zmarłych, by podróżowali z nimi wraz z wiatrem. Obecnie coraz popularniejsze jest przeświadczenie, że ludzkie ciało jest tylko zbiorem i zlepkiem komórek, a w momencie utraty świadomości, staje się kupą mięsa.

W zasadzie do końca nie wiedziałem czego się spodziewać po tej wystawie i jaki będzie mój stosunek do tego, co zobaczę. Widziałem zdjęcia w gazecie i jakoś nie przerażały mnie dużo bardziej niż sztuczne twory z plastiku, które widziałem jeszcze nie tak dawno w nawiedzonym domu w Disneylandzie. Ale zdjęcia zdjęciami, spodziewałem się zobaczyć znacznie więcej, bo przecież nikt nie odkrywa wszystkich sekretów w prasie. Liczyłem na coś tak symbolicznego  jak lekcja anatomii doktora Tulpa. Coś co zostanie mi na długo w pamięci i może nawet nie da spać po nocach. Tymczasem…

Dostałem po prostu lekko interaktywny wykład z anatomii. Co gorsza – mam wrażenie, że wszystko jest zrobione trochę bez pomyślunku. Na przykład sama technika plastynacji wyjaśniona jest dopiero na końcu wystawy, a moim zdaniem powinna być na samym początku, chociaż to jest oczywiście kwestia gustu. Chodząc po obiekcie natkniemy się po kolei na wszystko związane z podtytułem wystawy, czyli ‚cyklem życia’, począwszy od płodów w rozmaitych stadiach rozwoju, a skończywszy na ludzkich organach zaatakowanych przez rozmaite choroby. Wydaje mi się, że plastyczne pokazanie co substancje smoliste robią z płucami lub alkohol z wątrobą jest najlepszą terapią odwykową. Ale znów – kwestia gustu. Oraz oczywiście kilkanaście zakonserwowanych ciał ma za zadanie pokazać działanie i wnętrze ludzkiego organizmu. Jest sam szkielet, szkielet z mięśniami, z układem krwionośnym, z układem nerwowym…

Całą wystawę należy ocenić przez pryzmat ceny. Bilet normalny kosztuje 50 zł (a w weekendy 60 zł), co nie jest drobną kwotą dla wielu osób. A ciężko spędzić w tym miejscu dłużej niż godzinę, bo w końcu to jakieś kilkaset metrów kwadratowych. Pozostaje również pytanie o target i lokalizację. Czy centrum handlowe ‚Magnolia’ to najwłaściwsze miejsce? Podobno ma to spopularyzować wystawę. Cóż, nie wiem czy wychodząc z hamburgerem z McDonaldsa zobaczyłbym oklejoną szybę (bo szyba wystawy jest oczywiście oklejona, żeby nikt nic przypadkiem nie zobaczył za darmo…) z ludzkimi szkieletami to naszłaby mnie ochota na wejście dalej. No i dla kogo jest to produkt? Studenci medycyny i podobnych kierunków mają wszystko na uczelni. Dzieci i szkoły ukierunkowane biologicznie? Ale kogo na to stać? Kiedy ja odwiedzałem wystawę było chyba więcej pracowników niż zwiedzających – niech będzie to jakimś wykładnikiem.

To bardzo fajny pomysł, bardzo pobudzający wyobraźnię, edukujący znacznie lepiej niż książki czy filmy, ale z ceną kompletnie od czapy. Za 10 zł byłbym pierwszym naganiaczem, za 25 zł już ocena byłaby bardziej umiarkowana. Za 50zł – musisz odpowiedzieć sobie samemu.

Zostaw Komentarz