Pluscarden Abbey – Ora et Labora

zamieszczone w: Europa, Szkocja | 0

Jak dobrze wiemy, populacja Polaków w Szkocji jest dość liczna, więc szukając dobrych miejsc noclegowych pytaliśmy wszystkich znajomych, znajomych znajomych i krewnych królika. Tak dostaliśmy, bezcenne jak się później okazało, namiary na opactwo Pluscarden prowadzone przez Benedyktynów grubo ponad siedemset lat.

Mój stosunek do religii jest pozytywny, ale w kategoriach filozoficznych. Kościoła raczej nie lubię, chociaż zdarzyło mi się poznać kilku księży katolickich, którzy byli naprawdę świetnymi ludźmi, to spotkałem też kilku, którzy zniszczyli ten obraz. Bo uważam, że jeżeli ktoś poświęca swoje życie pewnej misji, to powinien być uosobieniem cnót. I chociaż rozumiem, że grzeszyć i błądzić jest rzeczą ludzką, to kapłani powinni być znacznie bardziej odporni na pewne pokusy. Tyle off-topicu, który był potrzebny jako swego rodzaju wytłumaczenie kolejnych akapitów.

Nocleg w opactwie (dzielącym się na część żeńską i męską oddalone o kilka kilometrów) jest płatny na zasadzie ‚co łaska’, aczkolwiek mnisi podczas powitania informują, że oczekują – mniej lub bardziej – aktywnego udziału w życiu klasztoru. Zostało nam to wytłumaczone szybko i sprawnie, bo do Pluscarden Abbey dotarliśmy około 18:00. Jak się okazało, w opactwie od 16:00 obowiązują śluby ciszy, więc szybko otrzymaliśmy klucze od indywidualnych pokojów, gdzie zostawiliśmy plecaki i udaliśmy się do pobliskiego Elgin.

Do opactwa wróciliśmy późnym wieczorem (po 22), a ja nastawiłem budzik na 6:20, by zgodnie z zaleceniami mnichów wziąć udział w porannej mszy. Nota bene drugiej mszy, bo pierwsza zaczynała się dwie godziny wcześniej. Moi towarzysze podróży swierdzili, że, excuse my French, ‚mają wyjebane i wolą się wyspać’, ja zaś szanuję zasady swoich gospodarzy, nawet jeżeli jestem gościem tylko przez chwilę. Kwestia kultury, a wyśpię się w grobie :).

Rano byłem zaskoczony, bo wszystkie msze odbywają się po łacinie w formie chorałów gregoriańskich. Byłem zachwycony, bo do łaciny mam wielką słabość, a w Polsce podczas mszy coraz częściej miałem wrażenie, że jest odprawiana przez urzędnika nie kapłana. Tutaj zaś, w budynku który – teoretycznie – ma kilkaset lat, czuło się mistycyzm, a chorały gregoriańskie sprawiały wrażenie mantry. Zresztą Pluscarden jest jedynym średniowiecznym monastyrem w Wielkiej Brytanii, który do tej pory jest zamieszkany i używany przez mnichów. Po mszy (sensu stricte nie była to chyba msza, ale moja znajomość łacińskich odpowiedników katolickich obrzędów jest na poziomie znikomym) zostałem zaczepiony przez mnicha, który poprzedniego dnia nas witał, i przedstawiono mi innego mnicha. Jak się okazalo był to Polak, wyglądający na 25-30 lat, dawny siatkarz, który w jakiś sposób trafił do klasztoru Benedyktynów na północy Szkocji.

Jeżeli szukasz miejsca wypoczynku przez wyciszenie, to lokacja tego typu jest nieoceniona. Nie mówię by od razu jechać na drugi koniec świata, pewnie podobne klasztory znajdują się w Polsce, ale trzeba mieć na uwadze sposób spędzania wolnego czasu. To nie jest dla każdego, ale może się podobać.

Tymczasem zaś trzeba było zjeść śniadanie, spakować i udać się w kierunku Edynburga, zahaczając przy okazji kilka destylarni oraz Elgin, bo następnego dnia czekał samolot powrotny do Polski.

Zostaw Komentarz