title_omnie

Wiem, że strona ‚o mnie’ jest jedną z pierwszych odwiedzanym podczas przeglądania bloga, stąd wypadałoby się dobrze zaprezentować i zachęcić do pozostania. A nie jest to łatwe. Ktoś mający bardzo duży wpływ na moje życie powiedział kiedyś mi, że cytatów używają tylko osoby, które nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Ja mam zdanie odwrotne, po co się wysilać, jeżeli ktoś, kiedyś, powiedział już to samo – lepiej. Stąd sam siebie najlepiej opiszę słowami Wyatta Earpa z klasyki kina, czyli „Tombstone”:

I spent my whole life notknowing what I want out of it, just chasing my tail. Now for the first time I know exactly what I want… and who… that’s the damnable misery of it.

To tak dramatycznie i w języku alieńskim :) Mniej dramatycznie i po polsku – Jacek Kaczmarski w „naszej klasie” użył bardzo ciekawego wersu

Wojtek w Szwecji, w porno klubie, pisze: dobrze mi tu płacą za to, co i tak wszak lubię.

Ja pracuję w trochę innej branży, ale doświadczenia mam podobne. Oczywiście zawsze gdy robisz coś, bo musisz – a tak jest w przypadku każdej pracy – są dni znużenia i rozczarowania, ale są też momenty, i na szczęście zdarzają się częściej, że do pracy zasiada się z przyjemnością. Czego i wam życzę, bo jak mówi chińskie przysłowie – jeżeli robisz to, co lubisz, nie przepracujesz dnia.

Od kiedy podróżuję? Zacząłem w sumie niedawno. Mam to szczęście, że mieszkam w mieście bardzo dobrze skomunikowanym z resztą świata (nie idealnie, ale nie można mieć wszystkiego) oraz pracę na tyle elastyczną, że mogę pozwolić sobie na wypad tanimi liniami lotniczymi niemal co dwa tygodnie. Niestety, niedawno popełniłem jeden z największych błędów mojego życia i związałem się z Wrocławiem na dłużej przez zakup mieszkania, zamiast latać między miastem, a miastem, krajem, a krajem, kontynentem, a kontynentem, szlifować języki, próbować nowych potraw i uciekać przed zimą, dużo czasu spędzam we Wro.

A po co podróżuję? Tu znów cytat, tym razem z Pratchetta. Wbrew pozorom, Pratchett nie jest autorem z dupy i jego książki nie są tylko i wyłącznie głupkowatym humorem. W „Kapeluszu pełnym nieba”, Terry Pratchett wyjaśnia, za pomocą mojego wolnego tłumaczenia:

Po co wyjeżdżasz? Żeby móc powrócić. Żeby zobaczyć miejsca, które opuściłeś w nowych kolorach i nowymi oczami. Ludzie także inaczej cię postrzegają. Powrót do miejsca, z którego wyjechałeś, to nie to samo co ciągłe przebywanie w tym samym miejscu.

Wiem, fatalny ze mnie tłumacz.

A skoro już tak szafujemy cytatami, to całość doskonale ujął nieodżałowany Stanisław Lem w listach do, równie nieodżałowanego, Mrożka:

Uwagi natury filozoficznej. Największą korzyść podróżowania w tym widzę, że ogólne zaaferowanie benzynowo-dewizowo-trasowo-hotelowe udaremnia myślenie o bycie, o życiu, o przyrodzie, o tajemnicach duszy i ciała ludzkiego, i dokumentnie zaczopowany człowiek tylko tyle wie, że trzeba się smarować wonnym łojem przed opalaniem, ciśnienie w gumach sprawdzać, gotówkę dobrze chować, jako też rozbierać się do granic ostatecznych. Myśli do głowy nie przychodzą, a to dla braku miejsca dla ontologicznych, więc gdy wszystko kręci się między cenami i ruinami oraz hotelami, człowiek zwyczajnieje i jakby normalnieje co nieco.

Blog prowadzę kompletnie amatorsko i, co rzadkie w Internecie, jestem otwarty na konstruktywną krytykę.