Montparnasse – Paryskie faux pas

Montparnasse – Paryskie faux pas

zamieszczone w: Europa, Francja | 0

Chyba każde większe miasto ma taki budynek, który zupełnie nie pasuje do otoczenia i jest obiektem żartów lokalsów. W Paryżu mówi się, że Miasto Światła błyszczy najjaśniej właśnie z wieżowca Montparnasse, głównie dlatego że nie widać jego samego. Takie same wyjaśnienia/złośliwości słyszałem o Skytower we Wrocławiu (jak najbardziej słusznie) czy Pałacu Kultury i Nauki w naszej stolicy (tutaj, co bardzo rzadkie, nie mam zdania). Wieża Montparnasse jest za to wybornym przykładem, że trzeba stworzyć potwora by zrozumieć potrzebę zakazania pewnych eksperymentów.

Najpierw troszkę matematyki i statystyki, czyli jak budynek przedstawia się na tle innych wysokościowców stolicy Francji i nie tylko. 59 pięter, 210 metrów wysokości, waga 120 tys. ton i 70 metrów fundamentów. Do roku 2011 najwyższy wieżowiec Paryża, wyprzedzony przez Tour First, mieszczące się w La Defence. 7200 okien, o łącznej powierzchni 40 tys. metrów kwadratowych. 1306 schodów oraz 25 wind, z których najszybsza osiąga, w ogóle nie odczuwalną, prędkość 6m/s.

Budynek powstał w latach 1969-72 i w momencie otwarcia Paryżanie spojrzeli na niego i uświadomili sobie jakiego potwora utworzyli. Niczym doktor Wiktor Frankenstein po obudzeniu swojego potwora. Skończony kształt Montparnasse przeraził Francuzów. Co za bohomaz, co za ohydna maszkara, bryła porządku i chorej symetrii bez celu, znaczenia i piękna, niszcząca panoramę urokliwej dzielnicy Montparnasse pełnej niskich kamienic, malutkich sklepików czy kawiarenek. Górujący nad miastem behemot dość szybko wpłynął na zmianę prawa w Paryżu, które obecnie uniemożliwia podobną zabudowę w zasadzie wszędzie poza centrum miasta, co sprowadza się do późniejszej budowy niemal wszystkich wysokościowców w dzielnicy La Defence.

I teraz będzie dygresja natury ogólnej, dotycząca liberalizmu i gospodarki planowanej. Bo to jest ten moment, kiedy moje ultraliberalne poglądy weryfikują takie słowa jak krajobraz i perspektywa. Nie da się ukryć, że podobne koszmarki widać z daleka. Skytower, potworne dziecko dumy, pychy i korupcji jest wielkim sterczącym fiutem nad Wrocławiem i dla przeciętnego białego człowieka jest równie odrażający. W cywilizowanych warunkach, jeżeli sąsiad buduje zbyt wielki twór na swojej posesji i, na przykład, zasłania światło lub ogólnie niszczy twoje wewnętrzne fengshui, masz prawo pozwać do sądu. Kto pozwie twórcę takiego kolosa, na dodatek wspieranego przez skorumpowane władze? Tak, wiem, że przed Skytower w tym miejscu stał równie potworny Poltegor, jednak powstał on w czasach gospodarki niedoboru i był misiem na miarę naszych możliwości. Społeczeństwo z komuny teoretycznie wyszło, komuna mentalna w głowach wielu pozostała. Szczególnie w głowach dawnych tajnych współpracowników. Najsmutniejsze jest, że w przeciwieństwie do Paryża, Wrocław nie wyciągnął konsekwencji z ożywienia tego molocha i kolejne podobne Orodruiny nieadekwatne do okolicznej zabudowy są tworzone przez ludzi, którym szekle przesłoniły rzeczywistość. Przy ogólnym przyzwoleniu społeczeństwa, które piękno odnajduje w ‚Warsaw Shore’. Także ten…

Jak zwykle zatem podsumujemy wpis, dość krótki, pytaniem – czy warto? No nie warto. Dojazd metrem i bilet to razem jakieś 20€ i kilka godzin, a jako wieża widokowa, wieżowiec Montparnasse jest nieco za wysoki i z dachu widać przede wszystkim zarysy budynków. Nawet wyborna pogoda i sokoli wzrok niewiele pomagają. W dodatku w pobliżu budynku nie dzieje się zupełnie nic. Nie ma żadnego obiektu godnego zainteresowania, może poza pobliskim cmentarzem, chociaż też nie najbardziej istotną nekropolią Paryża. Przyjeżdżasz, wjeżdżasz na te pięćdziesiąte szóste piętro. To. Po czym zjeżdżasz, wsiadasz w metro i jedziesz dalej. I masz świadomość zmarnowanego czasu oraz pieniędzy.

Zostaw Komentarz