Glenmorangie 10 Year Old – 40%, single malt – Highlands, Szkocja

Chytry dwa razy traci. No była na przecenie w sklepie z dwoma szklaneczkami ta butelka 10-letniej Glenmorangie. I mówi: „weź mnie, weź mnie, jestem przeceniona, na funty to niewiele ponad 20 za single malt i dostaniesz jeszcze dwie szklaneczki”. Długo mnie nie musiała przekonywać. I nie zrozumcie mnie źle – to jest bardzo dobra whisky. Jak widać kolor dość blady i jasny, nawet wodnisty, pewnie bez żadnych barwników. Może wrzucenie na rok albo dwa do butelek po cherry zrobiłoby lepiej dla koloru. I smaku. No ale mamy to, co mamy. W zapachu jest wanilia. Całość jest bardzo delikatna, słodka, leciutka. W smaku jest też waniliowo i lekko. Dopiero po dodani wody wychodzi znacznie więcej innych zapachów i smaków, w szczególności rozmaite owoce i kwiaty. Całość jest gładka, nie zostaje na szklance, nie oblepia ust. Cały pies pogrzebany jest w tym, że moim zdaniem nie dostałem odpowiednio dużo za wyłożone sianko. Jest to łycha z niższej półki single maltów i może nie powinienem oczekiwać więcej, ale mając w ustach Taliskera czy nawet niewiele droższy Bruichladdich czuję znacznie więcej. Tutaj… Zostawiam ponad pół butelki by wrócić do niej za rok, dwa, kiedy poznam więcej smaków. Na razie jest średnio. A o tych chujowych szklankach się nawet nie wypowiem :(


Talisker Dark StormTalisker – Dark Storm – 45,8%, single malt – Island, Szkocja

Talisker dostępny tylko w bezcłówkach i zakupiony dzięki dobremu sercu fanu szikagowskich bykuf. Nie ma podanego wieku. Świetna etykieta i pudełko. Sama whisky jest bardzo gęsta i likierowa. Wprost oblepia szklankę, a potem wnętrze otworu gębowego :) To najważniejsze, co zapamiętałem i chyba główna cecha, którą bym ją opisał. Nawet rozcieńczenie wodą nie pomogło. Bardzo ładny, dość ciemny kolor. Do tego dość dymiona, jak to u Taliskera. Strasznie intensywna, czuć 46% nawet w zapachu, po dodaniu wody zapach zdecydowanie się zmienia i wychodzi trochę wanilii, trochę grilla.


2015_01_01_yamazaki_12yoYamazaki 12 Year Old – 43%, single malt – Japonia

Jak na razie, najlepsza rzecz, która przydarzyła mi się w 2015. FML :/ Ale jest to absolutnie najwyższa półka i koronny przykład jak wygląda japońskie podejście do whisky. I nie dlatego, że zamiast korka mamy zwykły kapsel. Jest bardzo delikatna, bardzo owocowa. Orzechowa w zapachu, bardzo silny aromat, ale jednocześnie przyjemny i delikatny. Świetny posmak w ustach, w ogóle nie czuć 43%. A biorąc pod uwagę, że to jedna z tańszych japońskich łych, jest to absolutne must have!


2015_04_04_passport_scotch1Passport Scotch – 40%, blend – Szkocja

Kupiłem 0,2 Passport scotch w ramach testowania oraz znalezienia idealnego blendu do drinów i trzeba przyznać, że był to na tyle dobry zakup, że już dziś kupiłem całego litra. A litr płynu butelkowane w Speyside można spokojnie kupić za jakieś 55 zł. Blend 40% bez podanego wieku, czyli pewnie klasycznie 3-letnie. Jasnobursztynowy, złotawy kolor i lekka oleistość na szklance. Dominują zapachy słodowe oraz bardzo słaba słodycz owocowo-kwiatowa. W smaku wyraźnie czuć alkohol, ale wystarczy dosłownie łyżeczka wody by się tego natrętnego szczypania w język pozbyć. I jest wówczas ciekawie – oleistość pozostaje, jest też troszkę beczki. Passport Scotch bije na głowę wszystkie blendy z niższych półek, może poza Old Smugglerem. Do niższej półki zaliczam oczywiście Balantynę czy czerwonego Johnniego. Ośmielę się stwierdzić, że jest w stanie nawiązać nawet walkę z droższymi blendami (Monkey Shoulder) czy 12-letnimi (Chivas) i nie zostać zmasakrowana.  Seal of approval.


penderyn_legendPenderyn – Legend – 41%, single malt  – Walia

Moja pierwsza walijska whisky, która udowadnia, że każdy kraj robi łychę na swój sposób. Tutaj mam coś, czego jeszcze nie próbowałem, a trochę łych już mam zaliczonych. Znacznie więcej niż opisałem tutaj i na blogu Emotikon smile Kolor to bardzo jasna słoma. Aromat to głównie jabłko, kwaśność i trochę miodu. Jabłka raczej zielone, niedojrzałe, twarde. W smaku zdecydowanie nie jest to typowa whisky szkocka. Mocno owocowa, takim miąższem, nie tylko z jabłek, w przeciwieństwie do zapachu. No i wytrawność. Ale dodajmy wody i wówczas… W zapachu wychodzą i oszałamiają kwiaty. Głównie róże, także nieco akacji. No i lekka nuta, muśnięcie dymu drzewa czereśniowego. W smaku doszedł cynamon, gdyby nie wytrawność, skojarzenie z ryżem z jabłkami byłoby naturalne.  Ciekawy produkt, warty posiadania w szafce ze względu na swoją nietypowość.


balvenie_12yo The Balvenie 12 Year Old DoubleWood – 40%, single malt – Speyside, Szkocja

Jest okazja, bo przecież awaria też jest jakąś okazją, no to otwieramy sobie 12-letnią Balvenie :) Dla uzyskania koloru oraz miodowego aromatu po leżakowaniu w dębowych beczkach, whisky jest transferowana do beczek po sherry. Zazwyczaj oznaczane jest jako ‚cherry finish’ (tudzież madeira finish, w skrócie przyjmijmy że niemal tożsame), tutaj mamy doublewood. Ale nieważne. Spójrzcie na fotkę z komentarzy. Tę oleistość widoczną na szklance, ten piękny bursztynowy kolor. Cudo.
balvenie_12yo_2W zapachu wspaniała słodycz, wanilia, orzechy, rodzynki i miód. Pachnie niczym perfumy albo święta Bożego Narodzenia. Ale rozetrzyjcie sobie kropelkę na ręce i wyjdzie nawet trochę szampana oraz dymu.
Wlewam w siebie i nie odpływam… Jest bardzo dobrze. Słodko, wanilia, brązowy cukier i karmel. Czy za dużo burbonu? Nie będąc specjalnym fanem burbonu, powiem że jest ok. W ustach zostają jakby goździki i cynamon. Alkoholu prawie wcale nie czuć. Autentycznie – pijałem portery z bardziej wyczuwalną nutą alko.
Podsumowanie – słodka pyszotka :) Wiadomo – jak ktoś lubi dym czy wytrawność – będzie miał smuteczek, ale dla normalnych ;-) ludzi – świetny wybór. Nie patrzę specjalnie przychylnym okiem na nagrody, ale Balvenie 12 trochę ich złapało. Całkiem zasłużenie. A cenowo jest też nieźle, bo w makro dostaniemy za 125 zł + VAT. Na necie ponad 47€.


thearran_14yoThe Arran 14 Year Old – 46%, single malt – Islands, Szkocja

nieprzypadkowo sięgnąłem po ten Arran, pomijając uroczy liliowy kolor opakowania. W makro (182 zł), kiedy zobaczyłem kolor, nie wiedziałem do końca czego się spodziewać. Potwierdziło się to zresztą podczas picia, kiedy dość jasny i wyblakły kolor ani trochę nie zdradzał dwóch lat dojrzewania w beczkach po sherry. Jednak top10 rankingu szkockich whisky na masterofmalt zobowiązuje. Jest bardzo słodko i kwiatowo. Wanilia, miód, suszona śliwka, taka bardzo słodka, jakby z pieczeni, która sama w sobie nie jest słodka, ale wspaniale podkreśla i kontrastuje z mięsem. Albo nawet drożdżówka ze śliwkami. Wspaniały zapach, bardzo intensywny, przyjemnie wodzący za nos. Whisky jest bardzo złożona i nawet przy pełnym woltażu nie szczypie mocno w przełyk. Trzeba jednak wyraźnie przyznać, że po dodaniu wody i odstaniu chwilki, proporcje się nieco zmieniają. Wychodzi znacznie więcej takiego toffee, słodyczy bardziej cukierkowej czy mlecznej, a traci nieco owocowości. Ogólnie jednak – świetna i pyszna whisky, warta swojej ceny.


The Macallan Sienna – 43% single malt – Highlands, Szkocja

macallan_sienaOczekiwania miałem większe niż w powieści Dickensa, a efekt skłonił mnie do popełnienia artykułu o stosunku cena/jakość w alkoholu. Macallana sam bym nie kupił, bo jest powyżej mojej granicy zaporowej, jeżeli chodzi o whisky, czyli 300zł. Uważam że ponad tą granicą winny się znaleźć tylko produkty absolutnie wybitne. Macallan Sienna wybitny nie jest, jest tylko bardzo dobry. Ale że dostałem go jako prezent, to nie będę za bardzo narzekał. Od czasu do czasu bowiem udzielam wysoko oprocentowanych kredytów. Tym razem kredyt ten był oprocentowany na 43% ;) Zacznijmy od zalet – świetny aromat, bardzo słodki, może nawet słodowy, waniliowy, mocny, ale mało skomplikowany. Smak to głównie suszone owoce zagramaniczne – przede wszytskim rodzynki i… alkohol. Dopiero w domu zobaczyłem, że Macallan nie ma age statement i ten intensywny alkohol nie świadczy o nim najlepiej. Za prawie 400zł można dostać dwie butelki bardzo dobrych whisky. A w moim kajeciku, Macallan Sienna jest tylko bardzo dobrą whisky i, jak sądzę, nie starszą niż 15 lat (oczywiście uśredniając). Bardziej produkt marketingowy niż jakościowy. Szkoda.


Ardbeg Uigeadail – 54.2% single malt – Islay, Szkocja

ardbeg_uigeadail

Pamięć mam dobrą, choć krótką, ale nie przypominam sobie sytuacja, by opis na pudełku tak idealnie zgadzał się z zawartością. A jest napisane „an intense symphony of smoky peat reek, scrumptious fruit cake and leather”. I wszystko się zgadza. Aromat niesamowicie intensywny, przede wszystkim wędzonka wynikająca z tofu, bardzo, bardzo dymnie, trochę nawet stęchłe, tak jakby stary, zmurszały dom z opowiadań H.P. Lovecrafta. W smaku nieco suszonych owoców, tych ciemniejszych – śliwki węgierki, oczywiście rodzynki, może nawet figi. Wyraźnie kojarzyło mi się to z mincemeat. I znowu ta wędzoność, ale jaka przyjemna. To nie jest podsuszana pod kominem kiełbasa, tylko właśnie torf, jakieś takie stare, zakurzone książki, ognisko z mokrymi liśćmi, gdzie wychodzi nadmorskie położenie Ardbegu. Tak, to była moja pierwsza whisky z Islay. I po prawie dwóch latach (dostałem ją od ziombli z okazji urodzin Marii Sharapovej) chyba nawet smakuje lepiej. A może po prostu to ja się rozwinąłem sensorycznie ;) Tak czy siak – Ardbeg jest może i natrętny marketingowo, ale w przeciwieństwie do Macallana, robi robotę.