Meżyhiria – nawet kraść trzeba z umiarem

Meżyhiria – nawet kraść trzeba z umiarem

zamieszczone w: Europa, Ukraina | 0

Okiej, w poniższym tekście padnie kilka stwierdzeń, które bardzo zabolą osoby bardziej skierowane w lewą stronę sceny politycznej oraz marzące o bardziej egalitarnym społeczeństwie. Stąd, jak zawsze na blogu, muszę zacząć od drobnego wyjaśnienie, żeby kiedyś, gdy będę już sławny, pod tekstem nie pojawiła się pyskówka dotycząca odwiecznego problemu ‚być czy mieć’. Jestem liberałem, a to w moim odczuciu oznacza, że każdy może mieć swoje poglądy, nawet najgłupsze i ma prawo do ich głoszenia. Nawet jeżeli jest komunistą, faszystą, rasistą, katolikiem, muzułmaninem, fryzjerem, tokarzem czy idiotą.

Głowa państwa powinna mieć swoją rezydencję. Zarówno oficjalną, którą prezydent (tudzież inna głowa państwa) zamieszkuje i urzęduje w niej codziennie, jak i coś na kształt pałacu letniego. Miejsca, w którym może spędzać czas wolny. Bo głowa państwa, mimo że jest się nią przez całą dobę, ma również czas wolny. W tym czasie wolnym może się upić, grać w karty, palić marihuanę, czytać Alistaira Crowleya, pierdzieć, oglądać Ligę Mistrzów w samych gaciach i robić dziesiątki innych rzeczy, które robi każdy normalny człowiek. I, chociaż tutaj jestem sceptyczny, bo uważam że dobry władca tego nie potrzebuje, miejsca chronione przez odpowiednie służby.

Wbrew temu, co utarło się w mediach, pałacem prezydenckim na Ukrainie jest piękny barokowy Pałac Maryński w Kijowie. Meżyhiria pełniła funkcje domu letniskowego Partii Komunistycznej Związku Radzieckiego począwszy od wybudowania w roku 1935, potem wskutek rozmaitych przekształceń własnościowych, typowych dla krajów dawnego bloku wschodniego, stała się niemalże własnością prezydenta, a wcześniej premiera Wiktora Janukowycza. W wyniku rewolucji na Ukrainie z przełomu lat 2013/14, teoretyczny właściciel musiał ulotnić się z rezydencji, w której znaleziono mnóstwo fantów, o których powiedzieć ekstrawaganckie, byłoby niedoszacowaniem. To taka krótka historia Meżyhirii, jeżeli coś się nie zgadza, z chęcią zostanę poprawiony w komentarzach, ale zdaję sobie sprawę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Moim zdaniem, problemem Meżyhirii jest sposób przekształceń na Ukrainie. Bo głowa państwa tak wielkiego kraju powinna zarabiać na tyle dużo, by móc sobie pozwolić, po X latach urzędowania na podobną rezydencję. Może nie aż do tego stopnia, co zobaczyłem na północ od Kijowa, natomiast narzekanie, że premier Polski ma pensję rzędu kilkunastu tysięcy jest po prostu śmieszne. Krajem, w skali makro, powinna rządzić bardzo ograniczona wykwalifikowana kadra kierownicza (czy tam menadżerska, jak teraz jest modnie), zarabiająca adekwatne pieniądze, z kompletną przejrzystością wydatków publicznych. W skali mikro, władza powinna być jak najbardziej rozparcelowana między społeczności lokalne, bo właśnie one najlepiej wiedzą, czego potrzebują. Szczególnie w dobie powszechnej informatyzacji, nie powinno być to żadnym problemem. Tyle o teorii i przechodzimy do meritum.

Do Meżyhirii dotarliśmy wcześnie rano – w poniedziałek w okolicach 11:00 – i zostaliśmy puszczeni samopas na prawie dwie godziny. Zwiedzanie nie było obowiązkowe, stąd część grupy zdecydowała się chyba pozostać w autokarze i raczyć się alkoholem. Wejściówka kosztuje 10 hrywien (2.50 zł) dla turystów, ale jest gratisowa dla Ukraińców, o czym zresztą będzie jeszcze za jakiś czas w tym wpisie. Dwie godziny to niby dużo, ale tak naprawdę mało. Przy wejściu można wynająć rower, co wydawało mi się śmieszne, ale teraz rozumiem w jakim byłem błędzie, bo po prostu nie starczyło mi czasu, żeby obejść cały kompleks.

Główny budynek Meżyhirii, tzw. club house ‚Honka’ – bo nie potrafiłem znaleźć w głowie odpowiedniego tłumaczenia słowa club house – był już niestety opieczętowany od jakiegoś czasu. Nie wiem czy to ze względu na szabrowników lub innych złodziei, dewastujących turystów czy prac konserwacyjnych, tym niemniej, nie było dane mi zobaczyć złotego sracza czy legendarnej biblioteki, w której Janukowycz rzekomo rozmieszczał snajperów na Majdanie Niepodległości. Trzeba jednak przyznać, że nawet zamknięta, willa robi olbrzymie wrażenie i mogę tylko sobie wyobrazić widok z balkonu, rozpościerający się na park i Dniepr.

Park dookoła jest olbrzymi, imponujący i świetnie utrzymany. Tak wielki, że nie dotarłem nawet do legendarnego galeonu, który Janukowycz miał zacumowany w przystani przy Dnieprze. Jest pole golfowe, wielki staw z fontannami i rozmaitymi rybami, olbrzymie grillowsko – tak o długości dwóch metrów z rusztem, wędzarnią i piecykiem, rzeźby, latarnie – prawdopodobnie działające, ale raczej nie moje ukochane gazowe z prawdziwym ogniem. Brakowało mi troszkę ławeczek, ale rozumiem, że nie jest to sensu stricte publiczny park, tylko prywatna rezydencja. A przynajmniej do niedawna miała taki status.

Poza parkiem i ‚Honką’, na kompleks składa się mnóstwo innych budynków. Janukowycz miał przecież swój garaż, w którym trzymał pokaźną kolekcję luksusowych samochodów (niedostępna do zwiedzania, nie wiem czy po przewrocie nie została sprzedana). Własny sad o olbrzymiej powierzchni, kort tenisowy z oświetleniem, prywatne ranczo, na którym nadal znajdują się zwierzęta, ptaszarnia oraz kilka innych, których przeznaczenia nie odkryłem. I tu poniesie mnie zefir wolności i fala wyobraźni – czy mógłbym mieszkać w takim pałacu. No nie bardzo. Nie mam takich potrzeb i nie rozumiem, kto mógłby mieć. Tego typu dwory miały rację bytu wśród arystokracji lub w średniowieczu, gdy olbrzymia rodzina żyła razem. W tej chwili czasem jest nudno na 80m, więc nie wyobrażam sobie życia w takim hangarze. Ale cóż – każdy ma inne potrzeby, a nie od dziś wiadomo, że władza odrealnia. Im większa, tym bardziej.

I w ten płynny sposób przeszliśmy do funkcji, którą Meżyhiria pełni obecnie. Miejsca wypadów turystycznych Ukraińców z Kijowa oraz, częściowo, stała się symbolem. Symbolem nowej Ukrainy, która tak naprawdę nie różni się za bardzo od poprzedniej. Dalej rządzi nią oligarcha, tym razem nie spod znaku Kremla. Francja ma swój mit rewolucyjny w postaci Bastylii. Dygresyjnie – Polakom brakuje takiego miejsca i wydarzenia. W zasadzie bezkrwawy przewrót z roku ’89 pozostawił nas w stanie nierozliczonej przeszłości. Ukraińcy mają swoje symbole. Mają Meżyhirię, mają Majdan. Tylko co z tego. Majdan mieli kilka lat wcześniej, podczas pomarańczowej rewolucji i nie wyciągnęli z niego żadnych wniosków. A teraz będzie jeszcze gorzej.

Za to mają piękny obiekt do zwiedzania niedaleko na północ od Kijowa. Za darmo. Można przyjść z dziećmi, podczas mojej wizyty byłem świadkiem sesji ślubnych. Ciekawi mnie, jak kompleks wygląda w weekendy. Czy ma miejsce więcej komercyjnych wydarzeń niż w poniedziałek w okolicach południa. Nie będzie mi dane się o tym przekonać, natomiast samą Meżyhirię polecam do zobaczenia. Jest to jednak ważny element nowożytnej historii. Nawet jeśli nie wygląda. A kiedy czytacie ten tekst, może okazać się, że jest/był ważny nie tylko dla Ukrainy, ale i Polski.

Zostaw Komentarz