Gruzja – południe opanowane przez Ormian

Gruzja – południe opanowane przez Ormian

zamieszczone w: Azja, Gruzja | 0

Południe Gruzji nie było celem samym w sobie. Wracając z Vardzii do Tbilisi, stwierdziliśmy że zamiast powtarzać tę samą trasę, czyli wracać na północ do Gori, taniej i ciekawiej będzie udać się przez południe. Tak naprawdę, gdybyśmy mieli więcej czasu i pieniędzy, pewnie nawet zahaczylibyśmy o Armenię. Ale spędzić kilka godzić, pałować się z wizą, próbować się porozumieć łamanym rosyjskim… Odpuściliśmy. Główną atrakcję, jak się później okazało, atrakcją nazwane bardzo na wyrost, tej trasy stanowić miało jezioro Paravani. Ale po kolei…

Przede wszystkim,uprzedzając niecierpliwych, wydam wyrok. Biorąc pod uwagę trasę, którą mam na myśli (czyli zachód Dżawachetii i wschód Dolnej Kartlii), nie ma tam absolutnie nic wartego zobaczenia w kontekście architektury czy krajobrazów. Jasne, nadal jest pięknie, nadal wszystko zachwyca, ale nie do tego stopnia co Chewi czy Mtiuletia. Gdyby nie wygasłe wulkany górujące nad polami, można by pomyśleć, że jest się w Polsce czy na Ukrainie.

To ciekawy region pod względem historycznym, czego byliśmy świadkami. Szukając plaży przy jeziorze Parawani, próbowaliśmy pytać miejscowych, ale od razu napotkaliśmy trudności. Dawid (nasz kierowca – przyp. mój :)) zatrzymał się na drodze przy chłopaku wypasającym krowy i szybka rozmowa spełzła na niczym. Okazało się, że pasterz jest Ormianinem. Podobnych incydentów było kilka i Dawid wytłumaczył nam, że większość mieszkańców tego regionu została przesiedlona z Armenii wieki temu, jednak nigdy się nie zasymilowała. Edukacja na poziomie podstawowym, brak dużych ośrodków miejskich i rolnictwo jako kluczową gałąź gospodarki, powoduje że dzieci mówią językiem i przejmują kulturę rodziców i nie ma sposobu, ani nawet celu, by zmieniać to, co dobrze funkcjonuje od lat.

Jezioro Paravani leży na wysokości 2073 m n.p.m. Byliśmy na nie napaleni jak komornik na szafę. Temperatura w słońcu dochodziła do 40 stopni, jezioro jest płytkie (średnio 2,20 m głębokości), więc oczekiwaliśmy nagrzanej wody, idealnej do kąpieli. Jak wspominałem wyżej, mieliśmy problem ze znalezieniem jakiegokolwiek miejsca nawet zbliżonego do definicji plaży. Jezioro jest w odległości kilkuset metrów od głównej drogi, zjechaliśmy więc w pierwsze możliwe miejsce, które okazało się kościołem, zaparkowaliśmy samochód i udałem się z kierowcą w stronę jeziora. Przebrnąwszy około sto metrów pola krowich placków, nad jeziorem ukazał się niecodzienny, jak na Gruzję, widok. Dwie starsze kobiety, dwie młodsze (na oko 18-21) w bikini oraz kilkuletnie dziecko. Dziewczyny, widząc że się zbliżamy, natychmiast zasłoniły się ręcznikami, a po krótkiej rozmowie okazało się, że plaż nad tym jeziorem to za bardzo nie ma… Można znaleźć mniej skaliste części wybrzeża, ale to wszystko. Do tego wiatr skutecznie zniechęcał do jakiejkolwiek kąpieli. Podziękowaliśmy i szukaliśmy dalej.

Dzięki Bogu mieliśmy samochód o napędzie 4*4, więc daliśmy radę jeździć wybrzeżem, po jakimś czasie osiągając sukces. Z sukcesem nieco przesadzam, bo znów wszędzie dookoła – wybaczcie słownictwo – zasrane krowimi plackami i kozimi bobkami, ale spokojne zejście do jeziora, a wszechobecne śmieci wskazywały, że nie byliśmy jedynymi plażowiczami w tym miejscu. I tu dwa zonki – woda jest zimna i brudna, czyli najgorsze możliwe połączenie. I tu, kolejny raz, muszę wrzucić kamyczek do ogródka gruzińskiej turystyki. To miejsce IDEALNIE nadaje jako centrum kitesurfingu. Warunki są niemal idealne, wystarczy postawić w pobliżu hotel/hostel, uruchomić marszrutki z Tbilsi lub Kutaisi (a znając przedsiębiorczość Gruzinów, sami o to zadbają), drobną infrastrukturę, zadbać o czystość i kasować ciężkie pieniądze od turystów.

 

Do Zbiornika Calkijskiego, bliźniaczo podobnego do jeziora Paravani, nawet nie podjeżdżaliśmy. Z oddali wyglądał niemal identycznie. Po drodze zignorowaliśmy jeszcze dwa monastyry, mając już ich serdecznie dosyć, a także źródło wody mineralnej. Podobno równie zdrowej co Borjomi. Przyjeżdżali po nią z baniakami ludzie aż z Tbilisi. Wjeżdżając do stolicy od tej strony, będziemy także mieli wspaniały widok na przedmieścia. Miejsca, którego z żadnego innego powodu nie warto odwiedzać.

Zostaw Komentarz