Gibraltar – Koniec świata

Gibraltar – Koniec świata

zamieszczone w: Europa, Gibraltar, Hiszpania | 0

Nie wiem czy jest drugie miejsce tak istotne dla ludzkości, cywilizacji, historii, a nawet biologii, tak wielowymiarowe, a jednocześnie, na dłuższą metę, nudne. Nie wiem, czy potrafiłbym żyć przez dłuższy okres czasu na Skale. Z perspektywy kilku godzin spędzonych w tym miejscu, ocena może wydawać się przedstawiona za szybko, ale nie jest to moja pierwsza kolonia brytyjska, więc doskonale wiem czego się spodziewać. Z drugiej strony, na niespełna siedmiu kilometrach kwadratowych trudno oczekiwać atrakcji pokroju Paryża, Rzymu czy Londynu.

Zacznijmy od zewnątrz. By dostać się drogą lądową na Gibraltar, musimy przejechać przez La Linea de la Concepcion. Małe (70 tys.) miasteczko nie jest lubiane przez Andaluzyjczyków, ani mieszkańców Kadyksu. Nazywane ‚asshole of Spain’, mówi się że mieszkańcy La Linea, łączą najgorsze cechy Hiszpanów i Brytyjczyków. Czy to prawda? Nie wiem, nie potrafię ocenić, ale gro ludzi pracujących w międzynarodowych firmach na Gibraltarze, mieszka właśnie po hiszpańskiej stronie granicy. I nie są to tylko Iberyjczycy, bo ze względu na status ekonomiczny, na Skale swoją siedzibę mają liczne firmy brytyjskiego sektora finansowego ze swoimi centrami obsługi klienta. Sama La Linea absolutnie NIE JEST warta odwiedzenia. Nie ma tam totalnie i kompletnie nic, czego nie zobaczymy – w znacznie lepszym stanie – w innych hiszpańskich miastach. Jedynym powodem, dla którego warto spędzić tu kilka godzin jest duża baza noclegowa, znacznie tańsza niż na samym Gibraltarze.

Nie będę Was tutaj zamęczał historią Gibraltaru. Najpierw byli Neandertalczycy, potem Fenicjanie, Kartagińczycy, Rzymianie, Wizygoci, Arabowie, Hiszpanie, Brytyjczycy, a teraz terytorium jest coraz bardziej niezależne. Historia tego skrawka terenu jest bardzo ciekawa i zachęcam do jej zgłębienia, szczególnie od XVIII w. i wojny o sukcesję hiszpańską, pozwoli bowiem zrozumieć dlaczego Hiszpanie nigdy nie przestaną rościć sobie pretensji o tę ziemię. I dlaczego co kilka lat mamy do czynienia z mniejszym lub większym konfliktem i spięciami na linii Madryt-Londyn. Bo chociaż w wielu sprawach Gibraltar, jako państwo, jest niepodległy, to nadal znajduje się pod protekcją Korony.

Dlaczego Gibraltar jest tak wyjątkowy? W dużym stopniu należy do kategorii rajów podatkowych. Może nie aż tak bardzo jak Seszele czy Antyle Holenderskie. Nawet nie tak jak, zależne od Wielkiej Brytanii, Wyspy Normandzkie czy leżąca między Brytanią a Irlandią Isle of Man. Przez kilkanaście lat terytorium było rajem dla wielu firm bukmacherskich, gdyż jako jedno z niewielu w Europie miało uregulowany status prawny hazardu oraz kwestię podatkową dla firm z tej branży. Gibraltar ma inny system prawny niż Wielka Brytania, inną strukturę podatkową, jest strefą bezcłową (stąd przy granicy mnóstwo, zapomnianych już w Polsce, mrówek) itd. itp. Jest to dość bogate miejsce, co smuci przeciętnego turystę, bo ceny w pubach odzwierciedlają zarobki rezydentów.

Napisałem w pubach, bo wpływy brytyjskie bardzo widoczne są na ulicach. Zamiast typowych dla Andaluzji i Kadyksu barów z tapas i bodegas, mamy do bólu brytyjskie puby. Z dartami, maszynami do gier, cydrem, fish&chips, carrot cake i brzydkimi kelnerkami :). Trochę to śmiesznie i dziwnie wygląda, gdy je się rybę z frytkami w 30 stopniowym upale. Do tego mnóstwo markowych sklepów (Tommy Hilfiger, Marks & Spencer) i zatrzęsienie banków.

Ok, kończymy wstęp i zaczynamy się poruszać po Gibraltarze. Po przekroczeniu granicy mamy dwa wyjścia – poruszamy się pieszo lub korzystamy z wycieczkowego minivana. Jest też opcja hybrydowa – po Gibraltarze kursuje komunikacja miejska. Wprawdzie na bardzo ograniczonych trasach, ale zawsze to coś. Niestety, ceny zasmucają (za 10 min jazdy zapłaciłem 3€). Ale to i tak nic w porównaniu do wycieczek vanem. Ta kosztuje 22 £ za 2-3 godziny i to w wersji okrojonej. Uffff, nikt mi nie powie że to grosze… Jasne, w cenę wchodzą bilety do Jaskini Św. Michała i fortyfikacji, ale i tak nie jest to mało. Podróżując pieszo jesteśmy w stanie zaoszczędzić sporo pieniędzy i zobaczyć ZNACZNIE więcej, a słońce nie daje tak po oczach i głowie, jak w Sevilli czy Granadzie. Ja, ze względu na towarzyszy podróży, musiałem wybrać taxi/van. Szkoda.

Sama Skała Gibraltarska nie jest główną atrakcją. Ciekawe jest też to, co znajduje się pod nią. Poza szeregiem jaskiń, w których znaleziono jedne z najstarszych szczątków świadczących o ewolucji człowieka, możemy zobaczyć zespół jaskiń krasowych, nazywanych Jaskinią Św. Michała. Nazwa pochodzi od rzekomego objawienia w jaskini archanioła Michała. Minutą ciszy pominę tę genezę ;). (Po minucie). Okej, jest jeszcze jedna legenda, nie związania z archaniołami, chociaż równie fantastyczna. Starożytni Grecy, wierząc że Gibraltar jest końcem świata, uważali że jaskinia to wrota do Hadesu. Gdzieś tutaj pewnie Orfeusz przybył po Eurydykę, a gdy bardzo się wsłuchamy, możemy usłyszeć śpiącego Cerbera. (Kolejna minuta ciszy…) Obecnie jaskinia pełni dwie główne funkcje. Oczywiste wartości turystyczne pominiemy. Na fotkach widać, dlaczego warto tam być, nawet mimo kompletnego skomercjalizowania tego miejsca. I tu jest właśnie druga funkcja. Wnętrze Jaskini Św. Michała pełni funkcję sali koncertowej Gibraltaru. Odbywają się tutaj również rozmaite pokazy, konferencje, czy choćby wybory miss. Dużym minusem jest ograniczona ilość miejsc (około stu miejsc siedzących), z drugiej strony zmieści się tam niemal 0,3% populacji Gibraltaru. Wyobraźcie sobie w Polsce centrum konferencyjne na 120 tysięcy ludzi :)

Skąd wzięły się magoty na Gibraltarze? Tu możemy się pokusić o kolejną legendę. Według niej wspominana wyżej Jaskinia Św. Michała nie ma końca, a jest tylko tunelem z ukrytym przejściem pod Cieśniną Gibraltarską, z wyjściem w Afryce. Obecnie zalanym, ale kiedyś sprytne małpy odkryły przejście i tak znalazły się na Skale… Rozumiem fascynację małpami (ważne, nie są to, mimo potocznej Barbary Apes, naczelne) wśród ludzi, którzy nigdy nie opuścili Europy, a do tej pory człekokształtne widzieli tylko w zoo lub nad ranem na imprezach. Jednak jeżeli ktoś był w bardziej dzikim i egotycznym kraju, nie będzie miał się czym zachwycać. Ale to symbol Gibraltaru. Ba! Panuje przekonanie, że terytorium będzie należeć do Korony, dopóki na Skale znajdują się magoty. Brytyjczycy wierzyli do tego stopnia, że gdy podczas II Wojny Światowej populacja małp spadła do 7 sztuk, Sir Winston Churchill nakazał ściągnąć zwierzęta z Afryki.

Obecnie na Skale żyje 6 rodzin małp, a łączna populacja to około pięciuset osobników. Jest kilka ciekawych faktów, na przykład małpy kradną na potęgę z domów ludzi zamieszkałych w pobliżu – otwierają okna, wchodzą na tarasy, zabierają przedmioty z ogrodów. Rozwiązanie jest jedno – małpy boją się węży. Strach ten jest irracjonalny i może być tłumaczony tylko instynktem, gdyż jadowite żmije iberyjskie czy malpolony nie są już spotykane na Gibraltarze i w środowisku pozostały tylko niegroźne zaskrońce. Ale wykorzystując ten strach, mieszkańcy rozrzucają plastikowe węże w ogrodzie czy na parapetach, skutecznie odstraszając magoty.

Tutaj ostrzeżenie – małpa to zwierzę. Nie wiadomo czego się po zwierzęciu spodziewać. Jeżeli ktoś jest tak głupi, jak autor niniejszego bloga, i chce koniecznie małpkę dotknąć albo pogłaskać, powinien bardzo uważać. W przypadku pogryzienia, szanse na zarażenie czymś bardzo nieprzyjemnym są wysokie.

Podczas zwiedzania półwyspu (nigdzie nie mogłem się doszukać określenia Gibraltaru jako półwyspu, ale moja wiedza geograficzna, oceniona jako ‚dobra’, zanim jeszcze Roman G. robił amnestię na maturach, podpowiada, że wszystkie warunki są spełnione) poznałem studentkę z Włoch i padło hasło – latarnia morska. Latarnia mieści się na tzw. Europa Point – najbardziej wysuniętym na południe miejscem na Gibraltarze. Mieliśmy iść pieszo, bo Michela okazała się podobnym typem turysty co ja, ale napotkany człowiek na pytanie o odległość jasno stwierdził, że jest to bardzo daleko, prawie dwie godziny drogi. Ok, biorąc pod uwagę, że cały kraj ma długość około 6-7 kilometrów, a my byliśmy co najmniej w połowie, byłem zaskoczony. Starszy pan wyraźnie zasugerował, że jedyną metodą jest autobus numer 2.

Czy warto? Jako Polak zdecydowanie warto. Jako turysta warto głównie przy ładnej pogodzie. Jako muzułmanin chyba nawet trzeba. Dlaczego tak? Rok temu na nabrzeże przeniesiony pomnik ku czci gen. Sikorskiego. Nie chcę tutaj wchodzić w polemikę dotyczącą generała, bo nie ma lepszej metody zrażenia do siebie ludzi, niż wygłaszać poglądy historyczne na kontrowersyjne sprawy. Pomnik jest w bardzo prestiżowej lokalizacji, jest zadbany, ale, niestety, nie zwraca uwagi turystów. Moja towarzyszka zainteresowała się, głównie dlatego że uwielbia języki słowiańskie, posiadające dużo ‚sz’ i ‚cz’.

Przy ładnej pogodzie z Europa Point bez problemu zobaczymy wybrzeże Afryki, co zresztą uwieczniłem na fotografii. O ile się nie mylę, ta góra to Jebel Moussa, o której będzie jeszcze kilka akapitów niżej, a z bardzo dobrą lornetką można dostrzec Ceutę, a może nawet Tangier? Odległość do Czarnego Lądu to przecież ledwie kilkadziesiąt kilometrów, których nie zakłóca absolutnie nic.

Jest także meczet. Meczety, jak każde inne świątynie, bardzo lubię. Nie widziałem w życiu zbyt wielu świątyń muzułmańskich. Kilka w Malezji, jeden w Sofii, natomiast podoba mi się struktura i przeznaczenie tych budynków. Włoszka przyznała, że nigdy nie była w meczecie i trochę się bałem. Ładna dziewczyna, blondynka (ciemna), długie włosy. Całe szczęście, że ubrana była dość szczelnie – w długie spodnie i koszulkę zakrywającą ramiona (na moje nieszczęścia nie odkrywała również innych kluczowych miejsc). Obawy okazały się płonne. Przed meczetem siedział Arab, prawdopodobnie mułła, który bardzo się ucieszył gdy powiedziałem ‚salam alejkum’ i gestem pokazał byśmy weszli do środka.

Warto mówić ‚salam alejkum’ Arabom, pod warunkiem że w naszym głosie nie ma wyczuwalnej ironii czy pogardy. ‚Salam alejkum’ znaczy po prostu ‚pokój z Tobą’. Tradycyjnie, Muzułmanie powinni odpowiadać na to powitanie innym Ludom Księgi, czyli Chrześcijanom i Żydom. Wszyscy wiemy jak obecnie wygląda sytuacja na świecie między Gwiazdą Dawida, Półksiężycem i Krzyżem, ale nie można patrzyć z globalnej perspektywy. Jako zwolennik imperatywu kategorycznego, zwracam się z szacunkiem do przedstawiciela świątyni i jeszcze nigdy nie miałem z tego powodu problemów.

Co jeszcze ciekawego warto zaliczyć? Na pewno lotnisko. Spacerowaliście kiedyś po prawdziwym pasie startowym? Nie takim dla awionetek, tylko dla regularnych samolotów. Pewnie nie, bo kiedyś restrykcje były spore, a od czasu 9/11 i rozmaitych zagrożeń terrorystycznych, obiekty te są bardzo dobrze strzeżone. Na Gibraltarze jedyny pas startowy przecina główną ulicę prowadzącą do centrum i jest do jeden z głównych powodów, by do granicy z Hiszpanią wrócić pieszo.

‚Fucking tourists’ pomyślałem, próbując zrobić zdjęcie pomnikowi przypominającemu o Słupach Heraklesa. Jedną z dwunastu prac Herkulesa, było sprowadzenie z dalekiego zachodu czerwonoskórych wołów Geriona, strzeżonych przez brata Cerbera, Ortrosa. Przy okazji wykonywania tej pracy, Herakles postawił dwa Słupy jako oznaczenie końca świata. Jednym ze Słupów była Skała Gibraltarska, drugim prawdopodobnie Jebel Moussa, znajdująca się na terenie Maroka, choć część historyków uważa za drugi Słup górę, u stóp której leży Ceuta. Według Platona, u stóp Słupów Heraklesa, czyli po wypłynięciu z Cieśniny Gibraltarskiej, miała znajdować się zatopiona Atlantyda. Słupy są elementem herbu miasta Kadyks, a także godła Hiszpanii. Przepasane są wstęgą ze słowami plus ultra, które można luźno przetłumaczyć jako ‚kontynuuj poza’, sugerujące że Słupy nie są wejściem do świata, a ledwie wyjściem na coś większego. I to hasło radzę Wam zapamiętać i traktować każdą wyprawę jako przejście za Słupy Heraklesa. Plus Ultra.

Zostaw Komentarz