Florencja – Santa Maria Novella

Florencja – Santa Maria Novella

zamieszczone w: Europa, Włochy | 0

Basilica di Santa Maria Novella – Nowa bazylika św. Marii

Od razu uprzedzę fakty i stwierdzę, że jest to najpiękniejszy kościół we Florencji. Moim zdaniem nie podlega to w ogóle dyskusji i chyba tylko malowidła na Duomo są porównywalne. Jeżeli dotrzesz do stolicy Toskanii koleją, dzwonnica i bazylika będzie pierwszą rzeczą, która rzuci Ci się w oczy. Oczywiście poza faktem, że główny dworzec miasta nazywa się dokładnie tak samo, jak świątynia. Nawet jeśli trafisz do Florencji w inny sposób, w pobliże S.M.N. (warto zapamiętać ten akronim), przejeżdżając obok autobusem – tutaj bowiem znajduje się przystanek większości linii miejskich. Teraz już przejdźmy do historii.

Kiedy Dominikanie przybyli do Florencji na początku XIII wieku, by walczyć w katarską herezją, z początku otrzymali lokalizację z dala od centrum(1219), jednak dość szybko (1221) przydzielono im istniejący już w tym miejscu kościół. Pierwotna populacja mnichów (dwunastu) zaczęła się szybko powiększać, głownie dzięki pielgrzymom z Bolonii i ogromnym zainteresowaniu wśród ludności kwitnącej wówczas Florencji. Wiernych było tak wiele, że nie mieścili się w starym kościele, a kazania musiały mieć miejsce na placu przed nim, papież wyraził zatem zgodę na budowę nowego, wielkiego kościoła, nie do końca zgodnego z ideą skromności zakonu. Chociaż formalnie kamień węgielny wbudowano i poświęcono w 1279, z wielu źródeł wiadomo, że budowa rozpoczęła się wcześniej. Chociaż kościół został poświęcony przez papieża Marcina V w 1420, ukończony został już w okolicach połowy XIV w. Dzięki hojności bardzo bogatych rodzin florenckich, kompleks rozbudowywano i dekorowano, aż uzyskał ostateczny kształt zewnętrzny w 1470, czego dowodem jest inskrypcja na fasadzie IOHAN(N)ES ORICELLARIUS PAU(LI) F(ILIUS) AN(NO) SAL(UTIS) MCCCCLXX. Fasada wykonana jest z zielonego i białego marmuru i prezentuje typowe dla renesansu cechy, w szczególności nienaganną i przepiękną symetrię.

Wewnątrz w architekturze widać wpływy zarówno gotyku i raczkującego w czasach budowy renesansu, o czym świadczą, między innymi, łuki pod sklepieniem – nie spotykane w gotyku, ale jeszcze niezupełnie okrągłe, jak przyjęło się w renesansie. W chwili obecnej, niemal wszystkie ściany głównej nawy są białe. Naturalnie nie było tak zawsze, podczas budowy, wszystkie ściany były zapełnione freskami, jednak większość została zamalowana w późniejszych czasach, by wierni skupiali się na mszy zamiast na malowidłach ściennych. Jednym z niewielu zachowanych fresków, dzięki nieudolności młodego adepta sztuki malarskiej jest objawienie Marii zaraz przy głównej bramie. Innym bardzo ważnym obrazem jest Święta Trójca autorstwa Masaccio. Masaccio, zmarły w wieku 26 lat, był jednym z najwybitniejszych malarzy florenckiego renesansu – jednym z pierwszych operujących tak wybornie złudzeniem trójwymiarowości i perspektywą. Obraz zachował się w wybitnym stanie od początku XV w., głownie dzięki zmianom w Santa Maria Novella dokonanym w 1565 przez Giorgio Vasariego. Vasari, unowocześniając kościół, był na tyle leniwy, że obraz Masaccia, zamiast zamalować, po prostu zakrył marmurowym ołtarzem.

Na ścianach nawy są jeszcze klasyczne elementy każdego kościoła. Organy, kilka ciekawych krypt i obrazów. Mało interesujące i zróżnicowane witraże. Do ciekawszych elementów należy rzeźba Jezusa na krzyżu (zdj. 4), pochodząca z Niemiec, wykonana w czasie, gdy Europę dziesiątkowała fala dżumy. Dlatego właśnie Jezus ten jest pokryty czarnymi plamami i ogólnie sprawia wrażenie… umm… gnijącego. Zanim zbliżysz się do ołtarza, nie sposób nie skupić się na wiszącym mniej więcej w połowie kościoła, olbrzymim, 5-metrowym krucyfiksie. Autorem krucyfiksu, datowanego na 1290, był Giotto, wówczas mający dwadzieścia-kilka lat. Chrystus na krzyżu, dotychczas, zgodnie ze sztuką bizantyjską, był przedstawiany bez elementów typowo ludzkich. Giotto, jako jeden z pierwszych artystów, zdecydował się na pokazanie Jezusa jako człowieka. Człowieka, z którego boku tryska krew, który na krzyżu ‚oklapł’ (wiem, brzmi to banalnie i może nieadekwatnie do powagi sytuacji, ale to słowo najlepiej oddaje sposób przedstawienia zbawiciela), sinego, wyraźnie zamęczonego, który zgubił gdzieś swój boski blask. Oczywiście nie było to ostatnie dzieło Giotto we Florencji, ale o tym później :)

Kaplica Tornabuonich, znajdująca się za ołtarzem, to druga największa kaplica w ówczesnych Włoszech. Kiedy rodzina Ricci’ch popadła w kłopoty finansowe i nie mogła pozwolić sobie na prace konserwacyjne oraz odrestaurowanie spalonej po burzy kaplicy, odsprzedali ‚prawa’ do kaplicy Giovanni Tornabuoniemu, pod warunkiem zachowania własnego herbu w kaplicy. Tornabuoni, jako skarbnik papieża Sykstusa VI i były ambasador Republiki Florenckiej przy Stolicy Piotrowej, był na bardzo wysokiej fali wznoszącej. Był także ostatnim zarządca powoli upadającego banku Medici’ch. Prawdopodobnie pycha odegrała dużą rolę w chęci stworzenia wspaniałego dzieła, które wiązało się z zatrudnieniem jednego z najbardziej znanych malarzy ówczesnej Florencji – Domenico Ghirlandaio. Wśród zatrudnionych przez Ghirlandaio wykonawców, obejmujących głównie kręgi rodzinne, znalazł się między innymi utalentowany młokos, 14-letni Michelangelo Buonarroti. Kiedy Ghirlandaio odkrył, że Michał Anioł poprawiał jedno z jego dzieł, bez żalu pożegnał geniusza.

Freski na bocznych ścianach kaplicy przedstawiają dwie ewangelie. Jest to ciekawe połączenie scen z życia Marii (tekst apokryficzny) oraz Jana Chrzciciela (patrona Florencji) i autentycznych miejsc i ludzi ze stolicy Toskanii. Skupmy się może na zamieszczonym poniżej na zdjęciu fresku, przedstawiającym wygnanie Joachima ze świątyni. Joachim był ojcem Marii, która, podobnie jak jej syn, była niepokalanie poczęta na skutek przytulania się w Złotej Bramie w Jerozolimie :). Tiaaa… Łatwo jednak zauważyć różnice w ubiorze oraz wyglądzie między głównymi postaciami, a świadkami wydarzenia. Uczestnicy wygnania Joachima to tak naprawdę mieszkańcy XV-wiecznej Florencji, którzy w jakiś sposób wkupili się w łaski rodziny Tornabuonich. Np. po lewej widzimy Lorenzo Tornabioniego – syna mecenasa kaplicy – wraz z przyjacielem, a całość ma miejsce na placu przed kościołem Santa Maria Novella. Z kolei po drugiej stronie, wśród scen z życia Jana Chrzciciela, możemy bez problemu dostrzec górujące nad miastem zwieńczenia Palazzo Vecchio czy rzekę Arno.

Zaraz obok znajduje się rzeźba Brunellesciego, przedstawiająca ukrzyżowanego Jezusa. I, oczywiście, wiąże się z nią ciekawa legenda. Brunellesci był przede wszystkim architektem, zresztą autorem florenckiej Duomo i raczej nie zajmował się rzeźbiarstwem, kiedy jednak poszedł do kościoła Santa Croce, by zobaczyć nowy krucyfiks, stworzony przez swojego przyjaciela, Donatello, wyszedł nieomal z siebie. ‚Co zrobiłeś? Co to ma być?’ – krzyczał. ‚To nie jest Syn Boży, a zwykły chłop. Ukrzyżowałeś wieśniaka!’. Męska przyjaźń bywa szorstka, zatem Donatello nie pozostał dłużny: ‚jeżeli potrafisz, zrób lepszego!’. Zemsta trwała kilka lat i zapraszając Donatella pewno wieczoru na kolację, Brunellesci umieścił wyrzeźbiony krzyż zaraz przed wejściem. Donatello otworzył drzwi i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Upuścił przyniesione jedzenie i powiedział ‚zaprawdę należysz do Królestwa Chrystusa, a ja wśród wieśniaków’. Jezus przedstawiony na tym krucyfiksie spełnia proporcje człowieka witruwiańskiego, na długo zanim upowszechnił go da Vinci, w czym przejawia się geniusz Brunellesciego. Wciąż trzeba jednak dostrzec cechy boskie – delikatne ciało ze słabo zarysowanymi mięśniami czy brak genitaliów.

Najbardziej wysunięta na lewej części nawy krzyżowej, patrząc od strony bramy wejściowej, jest kaplica Strozzich z Mantovy, zrealizowana przez braci di Cione. Bardziej utalentowany – Andrea, znany jako Orcagna, który swoimi dziełami zapewnił sobie nieśmiertelność w postaci pomnika w Uffizi – zajął się ołtarzem, przedstawiającym Jezusa wręczającego klucze do królestwa niebieskiego św. Piotrowi oraz Księgę Wiedzy św. Tomaszowi z Akwinu. Nardo, z pomocą Jacobo, stworzyli freski, bazujące na, zyskującej szeroką popularność i uznanie, „Boskiej Komedii” Dantego. Sam Dante Aligheri znalazł się na fresku środkowym, ilustrującym sąd ostateczny. Po lewej stronie zaprezentowany jest raj, po prawej zaś czyściec i piekło. Ze sklepienia spogląda na wszystko wszechobecny w Santa Maria Novella patron dominikanów, św. Tomasz z Akwinu.

Z prawej strony kaplicy Tornabuonich mieści się kaplica Filipo Strozziego Starszego, wspominana chociażby w „Dekameronie”. Strozzi, wielcy rywale rodu Tornabuonich musieli się obejść smakiem i z pychą spoglądali na znacznie większą kaplicę odwiecznych rywali. Nawet pomimo trwających prac konserwacyjnych, nie można odmówić geniuszu Filipino Lippiego, autora malowideł na ścianie. Stwarzają tak silne wrażenie trójwymiarowości, że trudno jest uwierzyć, że nie są płaskorzeźbami. Fantastyczna gra cieniami, szarościami i bielami, tym doskonalsza, że ograniczona w zasadzie do czarno-białej palety kolorów. Na lewej i prawej ścianie widnieją sceny z życia św. Filipa oraz Jana ewangelisty.

Ostatnią wartą wzmianki jest kaplica Bardich, łącząca setki wieków historii kościoła. Z jednej strony osi czasu, możemy zobaczyć pozostałości dawnego kościoła, jeszcze z ubiegłego tysiąclecia (hmmm… wróć, przecież mamy już trzecie tysiąclecie, zatem resztki kościoła z przedostatniego tysiąclecia byłoby bardziej trafnym określeniem… albo z pierwszego tysiąclecia… o czym ja pisałem? aha…). Resztki te są oczywiście bardzo symboliczne, ale należy się cieszyć że cokolwiek pozostało. Piszę to z perspektywy mieszkańca miasta, w którym z czasów średniowieczna i renesansu pozostała już chyba tylko komunikacja miejska. Kaplica była jedną z pierwszych ukończonych w kościele, ale sklepienie juże ewidentnie pochodzi z mojego ukochanego baroku. Stąd w jednym miejscu, o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych, mamy przekrój trzech różnych koncepcji w sztuce. Czy wygląda to komicznie? Nie do końca. Ale na pewno nie jest w pełni zharmonizowane.

krużganek

Na koniec, jednego jestem pewny – indywidualnie zwiedzanie z ogarniętym (a do tego pięknym i sympatycznym) przewodnikiem zwiększa walory poznawcze i zainteresowanie kilkukrotnie. Polecam każdemu. To zupełnie inny wymiar turystyki.

Wstęp: 5€, rozmaite zniżki dla osób poza przedziałem 25-65;
Atrakcyjność: 10/10;
Możliwość robienia zdjęć: tak;

Zostaw Komentarz