Duga-3 – Rosyjski dzięcioł

Duga-3 – Rosyjski dzięcioł

zamieszczone w: Europa, Ukraina | 0

O samej instalacji zwanej Duga-3, Okiem Moskwy, Steel Yard czy Rosyjskim Dzięciołem, możecie poczytać na internetach. Nie ma chyba najmniejszego sensu żebym przepisywał tutaj wikipedie czy inne strony, a w gruncie rzeczy dłuższe rozpisywanie się do tego by się sprowadzało. Moja wiedza o radarze była w zasadzie zerowa, stąd przekażę tutaj to, co usłyszałem od przewodnika oraz kilka własnych obserwacji.

W pobliżu radaru znajdowała się mała jednostka wojskowa, w której stacjonowało i pracowało ponad dwa tysiące osób. Do tej pory zachowały się wszystkie budynki, często w znacznie lepszym stanie niż ich odpowiedniki w Prypeci. Na ścianach możemy zobaczyć liczne murale propagandowe, wewnątrz są liczne nieponiszczone meble, wiszące żyrandole, a w łazienkach nadal podpięte pisuary czy umywalki. Kiedy cała nasza wycieczka udała się w górę Oka Moskwy, ja zacząłem rozmawiać z naszym przewodnikiem i, zdanie po zdaniu, miałem praktycznie indywidualną ekspedycję po okolicach Duga-3. Widziałem szpital, koszary, magazyny, kantynę… Kilka budynków odpuściłem, bo sam przewodnik twierdził, że nie ma sensu tam wchodzić. Wiedząc, że jestem pierwszy raz, pokazał mi to, co miało mnie zainteresować najbardziej.

Był to w zasadzie mój pierwszy kontakt z opuszczoną częścią Strefy. Wcześniej widziałem tylko przedszkole w pobliżu Kopaczi, więc tutaj wrażenie było spore. Pierwszym budynkiem, który eksplorowałem samodzielnie, były koszary. Marek, przewodnik, wysłał mnie na dach, bo chciałem zrobić sobie dobre zdjęcie Oka z dystansu. Cóż, bez rękawiczek nie podołałem, zdjęcia wykonałem w ostatniego piętra, ale możliwość przejścia było ciekawym aperitifem przed głównym daniem, które nastąpiło po kilkudziesięciu godzinach.

Sama Duga-3 to raj fotograficzny dla każdego miłośnika symetrii. Na zdjęciach możecie zobaczyć dlaczego. Obiekt o wysokości stu trzydziestu i szerokości trzystu metrów złożony z identycznych bloków. W dodatku na radar można wejść. Nie, nie wszedłem. Nie miałem na to a) odwagi, b) kondycji, c) sprzętu, natomiast w naszej grupie było kilkanaście osób, które weszły na sam szczyt chybotliwej konstrukcji. Tutaj jak zwykle natrafiamy na ukraiński relatywizm. Przychodzimy pod radar i przewodnik na pytanie czy można wejść odpowiada ‚tak, jasne, ale maksymalnie na 2-3 poziom’ (poziomów jest kilkanaście), po czym ostentacyjnie się odwraca i szuka rozmaitych powodów by nie patrzyć na Dugę. Przy Rosyjskim Dzięciole spędzamy prawie dwie godziny. Kto miał ochotę bez problemu dostał się na szczyt. Widok na okolicę z wysokości ponad stu metrów z pewnością robi wrażenie. Mnie satysfakcjonują fotki spod radaru pozahoryzontalnego oraz okolic.

Zostaw Komentarz