Czarnobyl – chłodnia i niedokończony reaktor

Czarnobyl – chłodnia i niedokończony reaktor

zamieszczone w: Europa, Ukraina | 1

Chłodnia jest chyba najbardziej charakterystycznym elementem i nieodłącznie kojarzy się z elektrowniami, w szczególności energią atomową. Wszystkie reaktory i sarkofagi to miejsca, które fascynują osoby zainteresowanie tematyką jądrową lub samą katastrofą w Czarnobylu. Zwykły, przeciętny Kowalski, który do Strefy Wykluczenia przyjechał w celach turystycznych, będzie dużo bardziej zajarany chłodnią kominową bloku piątego.

A ja, jako właśnie taki Kowalski, postaram się wyjaśnić dlaczego. Jadąc pociągiem ze Sławutycza o 7:40 rano widzicie ten budynek po raz pierwszy. Potem nietrudno go dojrzeć z wielu miejsc Strefy i dopiero gdy do niego docieramy, rozumiemy dlaczego. Nie jest duży. Jest WIELKI. Olbrzymi i majestatyczny. Brakuje mi słów, by opisać jego ogrom. Smaczku dodaje, że mnóstwo rusztowań jest wciąż dostępnych i można wejść mniej więcej na 1/3 wysokości wewnątrz chłodni kominowej. Pozostaje tylko pytanie – po co? Doszedłem do połowy, czyli mniej więcej 1/6 i nie widziałem prawie żadnej różnicy niż z poziomu ziemi.

Jednak całościowo bardzo mi się podobało. Głównie dlatego, że jest to miejsce niepowtarzalne. Zniszczone przedszkola, poczty czy wieżowce można znaleźć w każdym większym mieście, jeżeli tylko potrafi się szukać. Żeby znaleźć zniszczoną chłodnię kominową elektrowni atomowej trzeba się nieco natrudzić ;). I jeżeli miałbym w jakikolwiek sposób reklamować i rekomendować ten wyjazd (chociaż wydaje mi się to zupełnie zbędne, bo 90% ludzi doskonale wie po co jedzie w miejsce tego typu), to właśnie za pomocą tego budynku. Moim zdaniem jest równie imponujący co ikoniczne dla Europy Wieża Eiffla czy Koloseum.

Zwiedzane później budynki niedokończonych bloków V i VI reaktora, dzięki którym Prypeć miała wzbogacić się o kolejne 25 tysięcy mieszkańców, okazały się kolejnym miejscem dla freaków zajmujących się łażeniem po opuszczonych budynkach, a nie dla człowieka, który wyjechał odhaczyć kolejne miejsce na ‚bucket list’. Możecie się śmiać, ale to jest miejsce w którym naprawdę można stracić życie i zdrowie. Wyobraźcie sobie wielki ciemny korytarz, jak na fotce numer 1, o długości jakiś 100 metrów, bez żadnego oświetlenia, w którym nagle w podłodze są dziury na piętro niżej lub cholera wie gdzie jeszcze. Jak najszybciej zatem ewakuowałem się na zewnątrz, bo nie miałem przy sobie latarki (nie chciało mi się nosić tobołów pierwszego dnia, wolałem wziąć dodatkowy obiektyw :)).

Nie chcąc stracić życia, bo po ciemku łatwo natknąć się na wystający drut, dziurę w ziemi czy kałuże, wychodzę z budynku i decyduję się na samodzielne szwendanie po okolicy. Obchodząc blok reaktora dookoła, mijam nielicznych robotników i zastanawiam się czy wyląduje w tiurmie, ale jestem kompletnie ignorowany. Cóż, człowiek z aparatem w Strefie Wykluczenia nie budzi już żadnego zdziwienia. Stał się normą i dziwi pewnie tylko że nie jestem ubrany w moro, glany i nie mam goPro, bo tak wygląda przeciętny stalker XXI w. W końcu dochodzę do jakiejś działającej części Zony z wieloma krzątającymi się robotnikami, włączonymi urządzeniami (odgłosy sugerują generatory prądu) oraz otwartą bramą. I rezygnuję z wchodzenia dalej. Bo po co? Mój rosyjski jest na tyle słaby, że się nie wytłumaczę co tam robię w przypadku problemów, a nie sądziłem że znajdę coś ekstremalnie interesującego.

Jak radził w swoim wierszu Robert Frost, ‚I took the road less travelled‚ i trafiam do jakiegoś magazynu pełnego jakiś worków z piaskiem, gispem, cementem… Nie mając maski pyłowej (jak już pisałem, byłem przygotowany profesjonalnie. maska pyłowa kupiona specjalnie na okazję tej wycieczki została w plecaku w kwaterze poza Strefą), nie wchodziłem dalej, tym bardziej że zbliżał się czas zbiórki przy autokarze, a ja do końca nie widziałem gdzie jestem. Na szczęście do swojego CV mogę sobie wpisać umiejętność ‚orientacja w terenie’ na poziomie średnio zaawansowanym i nawet się nie spóźniłem. Płynnie mogę natomiast przejść do opisu jak wygląda taka wycieczka.

Poza eksploracją Prypeci, o której wspomnę przy okazji innego wpisu, w większości przypadków w momencie dojazdu w docelowe miejsce, dostajemy komendę ‚możecie robić co chcecie, zbiórka za X minut’, gdzie X zazwyczaj należy do przedziału 30-40. Dlaczego mnie to dziwi? Bo nie jest to typowa wycieczka do zamku Chojnik czy na Pola Elizejskiej, tylko do zamkniętej strefy, w której rzekomo jest niebezpieczne promieniowanie. Czy należy się z tego powodu cieszyć, to już tylko i wyłącznie Wasza decyzja.

Jedna odpowiedz

  1. fotokomorka
    | Odpowiedz

    Gratuluje wejścia na teren dawnej budowy 5 i 6 bloku! Ja widziałem go tylko z daleka…

Zostaw Komentarz