Co pić w Jordanii?

zamieszczone w: Azja, Jordania 0

Jordania, jak wiemy z geografii, to kraj pustynny. Przynajmniej w teorii, gdyż sam byłem zaskoczony, jak dużo zieleni znajdziemy na północy. Jak zaś wiemy z WOS-u czy innego przygotowania do życia w rodzinie (nie wiem, co obecnie pełni zaszczytną rolę informowania o różnicach kulturowych na świecie), jest to także kraj muzułmański. I chociaż podejście do religii nie jest zbyt restrykcyjne, trzeba, a przynajmniej powinno się, dopasować do kultury. Bo wymaga tego podróżnicza kindersztuba.

Jak to bywa w kraju muzułmańskim, o alkoholu nie można napisać zbyt wiele. Poza Akabą, alkohol, w tym piwo, można dostać jedynie w pięciogwiazdkowych hotelach i kilku ekskluzywnych resortach nad Morzem Czarnym. A hotele o tym rankingu są tylko w Petrze i Ammanie. Dodatkowo w stolicy jest kilka barów lejących eurolagery. Jeżeli więc zachce się Wam na północy piwa (nie mówiąc o wyżej oprocentowanych napojach), jesteście w czarnej d…ziurze. Są trzy lokalne marki piwa – Petra, Philadelphia oraz Carakale. W Akabie można też dostać Amstela, Heinekena i jeszcze z 2-3 nazwy, nie zwróciłem nawet uwagi. Petra to imperialny lager ;) Przy odpowiedniej temperaturze 8% alkoholu potrafi szybko sczochrać beret. Philadelphia jest lżejsza (5%), ale pić nie polecam. Za to Carakale to ciekawostka. Mikrobrowar umiejscowiony w głownie chrześcijańskiej miejscowości Fuheis, eksportujący piwo m.in. do Stanów Zjednoczonych. Cenowo niewiele droższy od lokalnych lagerów (2.5JD za butelki 0.33 przy 2JD za lagery), ale z dostępnością też nie jest lekko. W monopolowych w Akabie był tylko Jordanian lager, który jest jordański tylko z nazwy bo użyto chmieli europejskich, oraz Imperialny Red Ale, który nabyłem i był smaczny. Ale nadal to Red Ale. Mam też Portera z daktylami i kawą beduińską. To może być ciekawe. W sklepach natkniecie się na sporo napojów bezalkoholowych, napakowanych cukrem. Nie polecam.

W Akabie, jak bystrzejsi już zauważyli, są sklepy monopolowe. Jest ich kilka, w ścisłym centrum i mają lokalne produkty wysokoprocentowe, które piłem na filmiku. Ceny są na poziomie piwa – rum, whisky, wódkę i gin dostaniecie za 3.5-4JD za 0.2l i od 6JD za 0.5l. Oprócz tego jest szeroki wybór araku z krajów arabskich. Reszta to import. Na plus – jakość destylatów z Jordanii. Spodziewałem się bazowanego na tanim bimbrze, aromatyzowanego i koloryzowanego produktu. Nie jest to poziom oczywiście szkockiej ze Szkocji czy rumu z Karaibów, ale i nie jest to gówno z biedronki.

Kawa w Jordanii to wdzięczny temat, ale nie czuję się ekspertem w tej dziedzinie. W świat kawy wchodzę raczej małymi krokami i biorąc pod uwagę, że kofeina nadal daje mi kopa na kilka godzin, czarny napój stosuję sporadycznie. Kawę w Jordanii amatorsko można ocenić jako mocna parzucha z kardamonem. Kawę (optymalnie świeżo zmieloną, na mieście jest to najczęściej kawa turecka marki Al Ameed) wsypujemy do tygielka, zalewamy zimną (!) wodą, a całość wkładamy do piasku. Tak, dobrze przeczytaliście, do piasku. Drobny, czysty piasek podgrzewany palnikiem w woku lub innym głębokim pojemniku podobno lepiej działa na kawę, bo ogrzewa napar równomiernie. Tygielek poruszamy w piasku do zagotowania całości, wyjmujemy z piasku, po chwili odlewamy do filiżanki i kawa po beduińsku jest gotowa.

Na herbacie znam się nieco bardziej, ale w Jordanii skrzydeł nie rozwiniecie. To taka sama, mocna, czarna, intensywna herbata, którą spotkacie w krajach arabskich. I jeżeli nie lubicie przesłodzonej herbaty, od razu powiedzcie „bidun sakar„, bo cukier i tak dostaniecie, jeżeli poprosicie o herbatę bez cukru, dostaniecie go po prostu mniej :). Do herbaty dodaje się bardzo często świeże zioła. O ile mięta, kardamon czy szałwia nie dziwią, tak już herbata z dodatkiem tymianku jest czymś zaskakującym i godnym spróbowania.

Na ulicach spotkacie też stragany z owocami i ręcznymi prasami-wyciskiwarkami. Tutaj warto sięgnąć po krwistoczerwony i diabelsko słodki granat, pyszne i słodziutkie pomarańcze czy też orzeźwiającą cytrynę. Koniecznie z miętą! Czyli jako limonana. Ceny wahają się od 2 do 4 JD za pół litra – wliczając lód. Dostaniecie oczywiście również soki z mniej lokalnych owoców – jabłek, gruszek, truskawek itp., ale podczas podróży nie zwykłem pić czegoś nie kwalifikowanego jako lokalne.