Burakówka – Smętarz dla pojazdów

Burakówka – Smętarz dla pojazdów

zamieszczone w: Europa, Ukraina | 0

Tytuł nawiązujący do Stephena Kinga, bo takie było moje zamierzenie, jest nieprzypadkowy. Tak właśnie można by nazwać powstałą tutaj atrakcję turystyczną i z pewnością byłby to spory zastrzyk gotówki dla ukraińskiej gospodarki i społeczeństwa. Gdyby tylko były chęci i możliwości. Zresztą samo miejsce jako pierwszy wpis ze Strefy Wykluczenia jest idealne, bo perfekcyjnie oddaje podejście ukraińskiej strony do całej sprawy.

Zacznę może od drobnego wyjaśnienia – pojechałem do Strefy jako turysta i byłem tam chyba nielicznym wyjątkiem. Większość ludzi to rozmaici freaks, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa, ale o tym jeszcze będzie okazja napisać, oraz alkoholicy – również w pozytywnym znaczeniu :). Ja – upraszczając – chciałem dodać sobie pinezkę na fejsie, a rozwijając myśl, chciałem dotrzeć w miejsce, które jest słabo skomercjalizowane. Tak jak chcę się wybrać na Spitzbergen czy na Kubę (tę prawdziwą, a nie turystyczną), tak samo wybrałem Czarnobyl. Moja znajomość tematu radiacji opiera się na tym, co pamiętam ze szkolnictwa, z tego co usłyszałem w strefie oraz z gry Fallout :). Zatem nie traktujcie wszystkiego, co tutaj przeczytacie w kategoriach naukowych. Traktujcie to raczej jako swoista licentia poetica i celowe koloryzowanie faktów. Gdybym tego nie robił, w kilku miejscach naprawdę nie byłoby o czym pisać…

Burakówka to miejsce, gdzie składowane są wszystkie pojazdy i ich części, które brały udział w usuwaniu efektów katastrofy oraz późniejszych prac porządkowych w Strefie Wykluczenia. Do składowiska, jak wszędzie, dojeżdżamy zupełnie pustą drogą. Ani żywej duszy w zasięgu wzroku. Dla pełnego bezpieczeństwa by wjechać na teren cmentarzyska, musimy wjechać w papierowych strojach oraz ochraniaczach na butach. O ile to drugie ma sens i logiczne wytłumaczenie, o tyle stroje… Przypominam, że mamy odkryte twarze i noszenie masek nie jest obowiązkowe. Podobnie z rękawiczkami. Przy zakładaniu stroju rozdziera się w kroku. Pewnie dlatego, że mam za dużego uda. Nie jestem jedynym z tym problemem, który maskuje nieco taśma klejąca, inni mają rozdarcia na butach, pod pachami, na plecach. Jadący z nami przewodnicy nie przebierają się. Pewnie promieniowanie się ich nie ima. Jeden z nich żartuje, że na takie zabezpieczenia już za późno.

Mam nieodparte wrażenie, że przebraliśmy się by wyglądać jak klauni w oczach strażników i dyrektora złomowiska (oczywiście też bez zabezpieczeń). Zgodnie z planem mieliśmy zostać podzieleni na dwie grupy, bo tyle mieści się do autobusu jeżdżącego wewnątrz cmentarzyska, a nasze autobusy nie mogą jeździć wewnątrz, żeby się nie napromieniować. Pierwsza część wchodzi do budynku na szkolenie bezpieczeństwa. Oczywiście w tych niedorzecznych strojach. Po kilkuset sekundach wychodzą i przechodzą do autokaru. Tu następuje chwila konsternacji, wychodzi dyrektor obiektu i nakazuje wszystkim wsiadać do busu, wygląda na to, że druga połowa szkolenie może odpuścić. Ciśniemy się więc w sześćdziesiąt osób do autokar przeznaczonego dla trzydziestu. Po dwóch-trzech minutach Ukraińcy zauważają, że w autokarze nie ma kierowcy, a my stoimy/siedzimy w środku i się pocimy. Znów mija czas. Wychodzi dyrektor, okazuje się że kierowcy nie ma. Mogę tylko podejrzewać dlaczego (%). Musimy się udać do naszych autokarów. Kolejna regulacja wylądowała w pizdu. Plusem jest to, że w końcu jedziemy. W środku oczywiście jesteśmy puszczeni samopas na kilkanaście minut. Jeżeli ktoś ma takie zainteresowania, może nawet lizać te maszyny.

I jeżeli ktoś nie rozbija tam namiotu i nie mieszka przez miesiąc, nie śpi na pojazdach i nie robi jajecznicy na wyciekających z nich oleju, o ile takowy się ostał, to nic mu nie będzie. Promieniowanie jest porównywalne do tego, które panuje w Zakopanem. Są tu po prostu zniszczone pojazdy. To wszystko. Nie spodziewajcie się zwłok kierowców. Napromieniowanych lusterek. Świecących opon. O tym całym micie Czarnobyla wynikającym z niewiedzy na pewno jeszcze napiszę. Bo dla mnie głównym nabytkiem tego wyjazd, jak zresztą chyba każdego, były zdobyte informacje i możliwość poznania ludzi żyjących i związanych z tak specyficznym miejscem.

Zostaw Komentarz