Bridge of Allan Highland Games – Szkockie Igrzyska

Bridge of Allan Highland Games – Szkockie Igrzyska

zamieszczone w: Europa, Szkocja | 0

Ostatni dzień wynajmu samochodu w Szkocji nie mógł się zmarnować. Gdzie zatem można się udać z Edynburga, jeżeli chce się poznać kolejny poziom kultury celtyckiej? Wybór był diabelnie prosty, tym bardziej, jeżeli poprzedniego dnia załapaliśmy się jedynie na ceremonię zamknięcia Highland Games w North Berwick. Highland Games w Bridge of Allan. Jak się okazało dnia następnego, są to jedne z ważniejszych zawodów w okolicach Edynburga – nic dziwnego, że był to jedyny turniej odbywający się tego dnia, zazwyczaj bowiem kilka miejscowości ma swoje lokalne ‚igrzyska’.

W pięknie umiejscowionym Bridge of Allan, z widokiem na Wieżę Wallace’a, która pięknie górowała by nad okolicą, gdyby nie obrzydliwa pogoda. Zresztą o monumencie poświęconym Williamowi Wallace’owi, czyli spopularyzowanemu przez Mela Gibsona Braveheart’owi, wspominałem przy okazji poprzedniej wyprawy do Szkocji. Jak już wspomniałem, pogoda nas nie rozpieszczała, ale chyba idealnie wpasowała się w klimat imprezy. Bo cóż może być bardziej symptomatycznego dla Alby, jeżeli nie niemal regularne, co kwadrans, opady mżawki, której niemal nie widać okiem gołym, ani obiektywem, ale odczuwa się na każdej części ciała i odzieży. I w powietrzu. Było chłodno i wilgotno.

A że parking mieścił się na pobliskim pastwisku (tak, tak, nie przejęzyczyłem się), zanim dotarliśmy do budek sprzedających bilety, buty były przemoknięte. Sam teren nie jest przystosowany do większych imprez – wszystko zdaje się być improwizowane i amatorskie. Błoto i przesiąknięta wodą trawa są wszędzie, stąd samo obserwowanie zmagań nie należało do najprzyjemniejszych. Zwłaszcza że trafiliśmy na mało atrakcyjną porę, gdyż na miejsce stawiliśmy się około 13:30 i póki co w wielu rozgrywkach uczestniczyli głównie juniorzy lub młodzież. Nie nabyłem też programu (8 funtów!), stąd nie byłem pewien, kiedy zaczynają się bardziej atrakcyjne, widowiskowe lub tradycyjne dyscypliny.

Runda honorowa wokół obiektu pozwoliła przyjrzeć się, jak wszystko wygląda od kuchni. Nie ma bowiem wydzielonych miejsc na rozgrzewkę, osobnych budynków dla sportowców, ani innych atrakcji znanych z profesjonalnych dyscyplin sportowych. Amatorkę najlepiej niech dokumentuje fakt, że po drugiej strony ulicy przy której odbywały się Highland Games, były normalne domy. Z tym że ta amatorka jest jak najbardziej celowa i jest chyba częścią ceremoniału. Pewnie wydarzenie w Braemar czy Dunoon jest prowadzone na bardziej profesjonalnym poziomie. Gdzieś rozstawione są namioty, w których przebierają się uczestnicy wydarzeń, wszędzie stoją busy, w których można kupić tradycyjne (i mniej tradycyjne ;)) potrawy oraz napoje. Poniżej fotka, która udowodni, że na imprezie tego typu można serwować nawet mocny alkohol i nie dochodzi do mordobić. Kwestia kultury. Wszędzie dookoła ćwiczą orkiestry oraz tańczą dziewczęta. Gdzieś cyganka wróży z dłoni i fusów, a w innym miejscu żołnierze uczą pierwszej pomocy. Klimat wiejskiego pikniku. I to zdanie nie miało mieć wydźwięku pejoratywnego.

Okej, starczy o samej otoczce, niech będzie o sportach, które uświadczymy podczas Highland Games. Zacząć od typowych czy nietypowych. W sumie typowe zostawię sobie na później, bo jest w nich coś ciekawego, co zasługuje na osobny akapit. Rzut młotem. Ale zaraz, przecież rzut młotem to zwykła dyscyplina lekkiej atletyki, mamy w niej nawet pewne sukcesy. Tak, tylko kwestia wyglądu młota. W Szkocji bowiem młot do tej dyscypliny przypomina bardziej buławę z bardzo długim trzonkiem. Gdzieś na fotkach macie zresztą zdjęcie lepiej oddające sytuację. Jako że rzut oddaje się z miejsca, buty do rzutu wyposażone są w wielkie sztylety, ułatwiające zakleszczenie się w ziemi, co również widać na zdjęciach. Drugą interesującą dyscypliną jest rzut ciężarkiem o wadze 13 lub 25kg – coś pośredniego między pchnięciem kulą a rzutem młotem. Ciężarek na uchwycie i krótkim łańcuchu rzuca się po kilku obrotach (nie wiem czy są limity). Wariacją na temat jest rzut na wysokość nad tyczką, miast odległości.

Wisienką, bądź truskawką, jakby powiedział Tomasz Hajto, na torcie sportów nietradycyjnych jest oczywiście caber toss. Czyli rzut pniem. Tradycyjnie, pień wykonany jest z modrzewia, waży niemal 80 kg i ma prawie sześć metrów wysokości. Dostajesz pień stojący na ziemi mniejszym końcem, a twoim zadaniem jest rzucić nim tak, by wylądował na większym końcu pnia. Ale to nie wszystko – w przeciwieństwie do innych sportów, tutaj nie ma znaczenia wysokość czy odległość, na którą rzucono pień. Chodzi o to, by wylądował idealnie. Idealnie na zegarowej pozycji północy wobec wyimaginowanej linii startu. Brzmi banalnie, ale przypominam, że rzucacie i podnosicie 80-kilogramową belkę i równie ważne co siła jest technika i wytrzymałość. Przy okazji – na osobę rzucającą pniem mówimy tosser. Także ten ;)

Jak pisałem wcześniej, bardzo ważną część imprezy stanowią zawody… jakby to ująć… pielęgnujące szkocką tradycję? Przede wszystkim pipe bands, czyli orkiestry dudziarskie, dawne formacje wojskowe wygrywające rytm marszowy. Dla nas, turystów i antropologów-amatorów, to symbol Szkocji i zobaczyć orkiestrę w akcji jest niemal obowiązkowe. Po pierwszej piosence jesteś zachwycony, potem nadchodzi druga i zaczyna się problem, bo przecież to jest to samo. Naprawdę, jeżeli nie znasz się na muzyce, szczególnie na bardzo wysokich tonach, to trudno będzie poznać różnicę. Nawet takie kanony jak „Amazing Grace” ciężko wychwycić. Tym niemniej wielki bęben, werble, dudy, różnokolorowe kilty z obowiązkowym sporranem – to wszystko esencja Szkocji, znana najbardziej z popkultury. I najlepiej uświadczyć ją właśnie na Highland Games, bo będąc w Glasgow czy Edynburgu będzie o to bardzo ciężko. Śmieszy mnie tylko jak wszystkie zawody są oceniane, trzech sędziów odstawionych jak stróż w Boże Ciało, jak orkiestra się ustawi, jak maszerują, jak brzmi duda (duda, nie kobza, duda!). Dla postronnego widza, szczególnie spoza wysp, jest to czarna magia.

No i dziewczęta w różnym wieku, umalowane jak ku… dziwki przed pracą, wykonujące tańce ludowe. Dawniej tańce te były domeną mężczyzn i miały być demonstracją umiejętności posługiwania się mieczami. Czasy poszły do przodu i tańcem zajęła się płeć bardziej temu predysponowana i atrakcyjniejsza ;) Wygląda to trochę komicznie, bo tańce nie przypominają nic znanego u nas. Są takie robotyczne, pozbawione wdzięku i seksapilu. Jestem jak najbardziej w stanie uwierzyć, że kilkaset lat temu byli to faceci z mieczami. Nie podoba mi się też koncepcja ubierania w to dziewczynek w okolicach 10 lat, malowania ich i pokazywania publicznie jak koni. Ale ja nie przepadam za wszelakimi konkursami typu miss i w ogóle jestem dziwny. Znów też nie rozumiem zasad punktacji i przyznawania zwycięstw. Ale może tak samo miałem najpierw przy bejsbolu. Ach, jeszcze jedno, z tą atrakcyjnością szkockich dziewcząt trochę mnie poniosło ;)

A teraz przejdziemy do części kontrowersyjnej, opierającej się na moich przypuszczeniach i domysłach, a nie na faktach. Zaczniemy może od biegów krótkodystansowych. Wiecie, że Highland Games są zawodami koeduckacyjnymi? I już słyszę te głosy: ‚nareszcie!’, ‚girl power!’, ‚kobiety są równe!’. Tak, zawody są wspólne, tylko kobiety mają do pokonania krótsze dystanse, startując po prostu bliżej mety. To swoisty szach mat dla wszystkich równościowców. Ale równość w Szkocji nie ogranicza się do biegów i koedukacji. W zapasach – lokalnej odmianie – mamy już podział na płci (widocznie ktoś poszedł po rozum do głowy, tutaj nie można dać przewagi startu), ale już bez kategorii wiekowych, czy – co chyba w zapasach ważniejsze – wagowych. Stąd dochodzi do pojedynków godnych filmu ‚the Quest’ z Jean Claude van Damme, czego dowód macie na powyższym filmie. Jak widać, spryt potrafi zwyciężać. W niektórych zawodach, jak biegi czy kolarstwo na trawie (sic!) nie ma też grup wiekowych.

To dowód, że wydarzenie nie jest tylko i wyłącznie sportowe. Chodzi o kultywowanie tradycji, o łączenie miast, wiosek, społeczności lokalnych. O zdrową, amatorską rywalizację, której duch łączy zamiast dzielić. Takie imprezy budują tożsamość narodową znacznie lepiej niż poświęcenie skweru czy zrobienie muralu ku czci żołnierzy wyklętych (aczkolwiek nie drwię teraz i nie umniejszam zacności tego ostatniego). Znacie bowiem jakieś typowo polskie sporty? Niepowtarzalne i jedynie nasze? No właśnie. Nie chce mi się wierzyć, że kiedyś nie mieliśmy polskiego odpowiednika Highland Games. Że Kazik Wielki z kumplami podczas turniejów rycerskich wyłącznie naparzali się mieczami. Szkoda tylko, że w którymś momencie zdecydowaliśmy się kopiować zachód, zapominając kim jesteśmy. W Szkocji Highland Games musicie zobaczyć, to równie ważny fragment kultury, co haggis, whisky czy Loch Ness.

Zostaw Komentarz