Batumi – Miasto przyszłości?

Batumi – Miasto przyszłości?

zamieszczone w: Azja, Gruzja | 0

Każdy nadmorski kraj ma swoją perełkę. Miejsce, gdzie przyjeżdża każdy, kto chce poczuć #fejm, zobaczyć jak bawią się celebryci, jak spędza czas intelektualna elita kloaka, gdzie spotykają się brudne serca, brudne ręce i brudne pieniądze. I gdzie alkohol zmienia entuzjazm i radość w agresję lub splin. Wybaczcie ten depresyjny ton, ale mam wrażenie, że przyszła następna jesień, strach pomyśleć która to już… A Batumi wcale nie jest takim koszmarem.

Batumi leży na południowym-zachodzie Gruzji, niedaleko od granicy z Turcją. W teorii jest trzecim co do wielkości miastem Gruzji, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę napływ turystów, jestem mocno przekonany, że Kutaisi się nawet nie umywa do Batumi. Miasto jest jednym z ulubionych miejsc wypoczynkowych Rosjan, co widać w architekturze i rozwoju. Rosyjscy (i nie tylko) turyści przywożą ze sobą mnóstwo pieniędzy, co można zobaczyć niemal na każdym kroku. Nawet w niedzielę po północy, prace nad nowymi wieżowcami trwały w najlepsze. Norma światowa – pieniądz robi pieniądz.

Zresztą Batumi nocą, a Batumi za dnia to dwa niemal zupełnie różne światy. Po zmroku wszystko jest podświetlone. Cała promenada bije blaskiem widocznym z daleka, co zresztą możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach. Na promenadzie wzdłuż plaży znajduje się kilka hoteli pięciogwiazdkowych (m.in. Hilton, Radisson, Sheraton), w planach jest kilkudziesięciopiętrowa wieża, inwestycja Donalda Trumpa, kasyna, dyskoteki na plaży, kilka restauracji. Wysokiej jakości (a jak na gruzińskie warunki bardzo wysokiej) promenada, oświetlone jezioro, nawet fontannę Neptuna z Bolognii odwzorowali dość dokładnie. Co ciekawe, póki co jest znośnie i nie ma przesytu. Wbrew pozorom, nie jestem wielkim zwolennikiem podświetlania (już widzę te głosy oburzenia osób, które były u mnie w mieszkaniu), w szczególności kolorowego. W Batumi jest jeszcze ok. Podkreślam JESZCZE. Ale to już bardzo cienki lód.

Za dnia jest to zupełnie inne miasto. Przede wszystkim jest plaża. Ja nie jestem plażowiczem, nie mam wielkiego porównania i oceny, natomiast z obiektywnych spostrzeżeń mogę powiedzieć – woda jest bardzo ciepła, a plaża jest bardzo kamienista. Podobno jest też szybki spad, chociaż tego nie zweryfikowałem. Rusofobi powinni wziąć pod uwagę, że Batumi to główny, poza Krymem, ośrodek wypoczynkowy Rosjan nad Morzem Czarnym. Rosjan jest tutaj mnóstwo, rosyjski język jest niemal tak popularny jak gruziński i możecie zapomnieć o kontakcie po angielsku. Turystyka ma oczywiście wpływ na ceny. Oczywiście nie do tego stopnia, że nagle nie będzie was stać na jedzenie czy picie, ale taksówki bądź piwko na plaży nie zachwyca cenowo. Tak, dobrze widzicie – piwko na plaży, na ławce, na ulicy, w zasadzie wszędzie jest jak najbardziej ok. Zresztą policja zdaje się być zajęta milionem innych spraw. Głównie wypoczynkiem ;)
Dzienne atrakcje w Batumi to katedra, meczem, delfinarium, akwarium, wycieczki nad granicę turecką czy do pobliskiego parku krajobrazowego. W delfinarium można nawet pływać z głównymi mieszkańcami obiektu, ale cena (150 GEL = ok. 250zl) stanowczo zniechęca.

Ogród botaniczny, leżący kilka kilometrów od Batumi, jest drugim największym w Europie. Albo w Azji. Albo w byłym ZSRR… Nie wiem dokładnie, gdzieś jest drugim największym ze swoją powierzchnią ponad stu hektarów. Czytałem o tym chyba w Lonely Planet. Zacznę od uwagi natury ogólnej – do zwiedzania ogrodów botanicznych trzeba mieć smykałkę. Ja lubię chodzić po ogrodach botanicznych, ale nie nazwał bym tego zwiedzaniem… Nie do końca jestem zainteresowany nazwami czy miejscem występowania poszczególnych roślin. Ot, po prostu sobie spaceruję. I ogród w Batumi nadaje się do tego idealnie. Obejście całości trwa jakieś trzy godziny, ale przygotujcie się na wchodzenie pod górkę i z powrotem. A jeżeli podróżujecie z namiotem, możecie bez problemu rozbić obóz w wyznaczonym miejscu ogrodu.

Do ogrodu dojedziecie autobusami, ale jeżeli jest was więcej, warto wynająć taksówkę. Cena to jakieś 8 GEL, nie dajcie sobie wmówić dużo więcej, bo na głównym postoju w Batumi życzą sobie nawet 20 GEL. Sam bilet to, dla Europejczyka, groszowa sprawa. Pamiętajcie też, że wyjście z ogrodu jest gdzieś na drodze na północ i nie do końca wiadomo czy (a raczej jak i za ile) można wrócić do Batumi.

Standardowo pytam sam siebie czy warto? Pewnie, chociaż jest drogo. Ceny noclegów to już poziom europejski, a nie gruziński. Mniej więcej dwa razy tyle co w innych miejscach. My dla przykładu płaciliśmy 45€ za pokój czteroosobowy i była to jedna z lepszych cen. Zabolało to mój portfel do tego stopnia, że gdy przy wyjeździe z miasta wpadła w moje ręce reklama sprzedaży nieruchomości w Batumi, poważnie się nią zainteresowałem. Za nowe mieszkanie o powierzchni około 80 metrów kwadratowych w stanie surowym zapłacimy 55 tys. dolarów. Biorąc pod uwagę, że mamy loty Wizzair na trasie Batumi-Katowice, jest to naprawdę ciekawa oferta. Nie dla mnie, bo Gruzja to słabe miejsce wypadowe do wypraw, ale jeżeli ktoś szuka miejsca do spędzania wakacji, szukajcie w Batumi, póki jest tanio. Wiele źródeł mówi, że w perspektywie kilku lat będzie to czarnomorski odpowiednik Cannes czy St. Tropez.

Zostaw Komentarz