Bangkok – Wąż w służbie człowieka

Bangkok – Wąż w służbie człowieka

zamieszczone w: Azja, Tajlandia | 0

Wąż. Zwierzę fałszywe, podłe, trudne do spostrzeżenia, atakujące znienacka i zabójcze. Odwieczny wróg człowieka w prawie każdej mitologii świata. Był powodem wygnania człowieka z raju. Nordycy uważali, że Jormungand trzyma świat w ryzach i jego wypłynięcie z oceanu będzie zwiastunem Ragnaroka, czyli ostatecznej walki między bogami i końca znanego świata. Żydzi, a poniekąd także chrześcijanie, mają Lewiatana. Liczne egipskie bóstwa przyjmowały formy węża lub miały jakieś jego cechy, Aztecy też mają swojego Quetzalcoatla, ale na przykład starożytni Grecy uważali węże za zwierzęta święte, stworzyli Asklepiosa i, do dziś kojarzoną z medycyną, laskę Asklepiosa. Jadąc w tropiki, trzeba jednak pamiętać o jednym – wąż zabija.

To pewien problem z dłuższym przebywaniem w Bangkoku jako turysta. Owszem, na Khaosan Road można się bawić w multikulturowym gronie przez tygodnie, świątyni buddyjskich w Bangkoku jest co nie miara, ale po kilku wizytach, zaczynają zlewać się w jedną całość, Chinatown (czy tam Yaowarat) w dzień jest nieco nudne. Z pomocą przychodzi wówczas? Oczywiście! Tripadvisor! Na perełkę, jaką niewątpliwie jest Instytut Królowej Saovabha, pod patronatem Czerwonego Krzyża, ciężko trafić dzięki oficjalnym informacjom turystycznym. A zdecydowanie jest to miejsce warte odwiedzenie, chyba że ktoś ma paniczny strach czy odrazę przed wężami. Nie, węże nie chodzą w pobliżu, nie są głaskane i tulone przez turystów (poza pewnymi godzinami), ale świadomość przebywania w pobliżu lian, drzew tropikalnych, strasznego upału, wilgotności oraz tych gadów, może przyprawić o dreszcze.

Dobra, to najpierw trochę o wężach w Tajlandii. Jest ich prawie dwieście gatunków, z tego około sześćdziesiąt jadowitych i niebezpiecznych dla człowieka. W różnym stopniu, niektóre bowiem powodują tylko częściowo i powolny paraliż, jest zatem czas by udać się do szpitala. A taka np. kobra królewska wstrzykuje tyle jadu, że potrafi zabić słonia. Teraz tak – ten fragment nie jest po to, żeby kogokolwiek nastraszyć czy odwieść od wyjazdu do Tajlandii. Trzeba natomiast mieć świadomość zagrożeń – wyjazd w tropiki to nie wycieczka do zoo w Opolu. Tutaj węże są wszędzie. Tak, na 99% nie spotkasz węża, na 99.5% nie natrafisz na węża jadowitego, ale nie wychodź z założenia, że jeżeli przez cały czas będziesz siedział w Bangkoku czy nad hotelowym basenem, to nie masz się czego obawiać. Węże są w Bangkoku, są w dżungli, są w jaskiniach, w parkach, na parkingach… Mogą być wszędzie. Jasne, nie spotkasz kobry na środku Khaosan, nie przesadzajmy, ale gdzieś w miejskim parku, w pobliżu śmietnika czy jeziora – kto wie? Tak naprawdę najbezpieczniejsze są, jeżeli wierzyć tubylcom, plaże lub inne skupiska wody słonej. Wąż boi się słonej wody, gdyż nie ma jak się umyć, a gdy się wygrzewa na słońcu, sól z wody morskiej poparzy mu skórę.

Wąż – mowa oczywiście o tych tajskich, a nie np. anakondzie – oczywiście nie poluje na ludzi. Każdy, kto kiedykolwiek czytał na ten temat, wie że gad się człowieka boi i ewentualnie atakuje tylko w samoobronie. Sęk w tym, że ciężko go zauważyć i, jak z większością jadowitych zwierząt, ukąszony możesz zostać przez przypadek, szczególnie w dżungli. Tyle jeżeli chodzi o stworzenie psychozy strachu :) Teraz żeby uspokoić – ja węża nie widziałem w Tajlandii ani w Malezji, ale nie byłem w jakiejś straszliwej dżungli, bardziej takim lesie za miastem. Nie przypominam sobie także, kiedy ostatnio widziałem węża w Polsce – ok, nie jest tak liczny jak w Indochinach, ale w Polsce spędziłem też nieporównywalnie więcej czasu.

A jak rzeczywiście jest z toksycznością jadu? Właśnie tutaj dochodzimy do sedna, czyli po co istnieje instytut, o którym mówiłem na początku i dlaczego tytuł wpisu jest nieco fałszywy. W instytucie prowadzone są badania nad wężami, ale to oczywiście kwestia drugorzędna, bo najważniejsze jest pozyskiwanie jadu. Cóż, z całym postępem medycyny, nadal dużo łatwiej jest stworzyć antidotum na bazie dostępnego jadu, niż wytworzyć je sztucznie (jeżeli to jest w ogóle możliwe). A ponieważ większość gadów ma różny jad, trzeba pobierać jad z każdego możliwego gatunku. A ‚dojenie węża’ to doskonała okazja do krzewienia świadomości dotyczącej tych gadów, niebezpieczeństw oraz faktów i mitów dotyczących węży.

Jak to wygląda? Najpierw oczywiście dostajemy lekcję anatomii i krótką pogadankę o wężach w Tajlandii, a potem przechodzimy do głównego dania – pomocnik prowadzącego wykład profesora wyciąga z pojemnika kobrę i się zaczyna. Wydaje mi się, że trochę chodzi o robienie przysłowiowego tata-wariata z widza, ale może rzeczywiście wąż musi się trochę rozjuszyć, żeby było w nim więcej jadu, bo w końcu… Cóż, takie są prawa biologii ;) A może chodzi o odpowiednie złapanie węża i wcześniejsze ustawienie go w dogodnej pozycji? I tutaj kluczowa sprawa – te węże to prawdziwi zabójcy. Jak już pisałem, jad kobry zabija smoka. Jasne, tutaj zawsze na czas będzie podana odtrutka, ale i tak jest to chyba niemałe przeżycie. Bo węże spotykane gdzieś na targach, tańczące do muzyki fletu, to najczęściej pic-na-wodę-fotomontaż z wyciętymi gruczołami jadowymi lub wyrwanymi zębami.

Stąd napisałem o fałszu w nazwie wpisu – wąż w służbie człowieka nie jest i nigdy nie był. Tutaj jest… z braku lepszego słowa ‚hodowany’, tylko ze względu na pozyskiwanie antidotum. Gdyby nie konieczność istnienia węży w łańcuchu pokarmowym i regulacja populacji innych zwierząt, człowiek mógłby je zupełnie wybić. Ze względu na prowadzony tryb życia, na zagrożenie dla gatunku ludzkiego, na kształt (chociaż to, że ten kształt nas przeraża jest chyba wtórne wobec natury węża). Wąż to jest coś, czego boją się nawet Tajowie, a oni traktują karaczany niemal jak zwierzątka domowe.

Warto wiedzieć, że cały obiekt dotyczy tylko i wyłącznie węży – taka świadomość może wam pozwolić oszczędzić trochę pieniędzy. Ile dokładnie nie pamiętam, na tajskie standardy nie było to mało, chyba 200 Bahtów (20 zł) za ponad godzinę spędzoną na miejscu. Bo poza dojeniem węża oraz zewnętrznymi terrariami/klatkami jest jeszcze bardzo duża wystawa wewnętrzna, poświęcona tym gadom. Filmy i zdjęcia opowiadające o ukąszeniach i przedstawiające działanie jadu na człowieku. Szkielet i sposób poruszania się węży, jajka w różnych stadiach rozwoju, a także małe węże czy przekrój przez pytona.

PS. Konkurs bez nagród – będę bardzo wdzięczny za pomoc w identyfikacji gatunków węży w powyższych fotek :)

Zostaw Komentarz