Andaluzjo, nadciągam (28.07 – 04.08)

Andaluzjo, nadciągam (28.07 – 04.08)

zamieszczone w: Europa, Hiszpania | 0

Jaki jest największy plus pracy z domu dla międzynarodowej firmy? Dojazd trwający jakąś minutę z łóżka do pracy? Pewnie tak. Możliwość pracowania w samych bokserkach? Tak. Możliwość pracowania bez bokserek? Ups, nie otwieraj tych drzwi. Zarobki? Raczej. Ale dużym plusem są też kontakty. Może nie jest to olbrzymi plus, ale czasem zamiast babrać się w hospitality club czy coachsurfing, mogę po prostu napisać do kogoś, kogo znam i mieszka w pobliżu i mam nocleg, a często także bezcennego przewodnika.

I tu dygresja – jest też minus takiego rozwiązania. Podczas gdy życie socjalne dużej części znajomych toczy się wokół pracy, rodzą się przyjaźnie i romanse, ja nie mam szans na takie rozwiązanie, bo najbliższy współpracownik mieszka w Libercu, czyli jakieś 200 km ode mnie. A najbliższa współpracowniczka w Stoke. Czyli jakieś 2000 km :). Cóż, takie życie.

Jak zwykle o wszystkim zadecydował przypadek – próbowałem zamienić się z kumplem wolnymi dniami, przy okazji gratulowałem, że zostanie ojcem i… próbowałem się wprosić. Andaluzja ma zbyt wiele zabytków, by nigdy jej nie odwiedzić, przypuszczam że na całość potrzeba solidnego miesiąca, a ja na razie mam tylko tydzień. Więcej będę miał pewnie gdy będę miał 40 lat i w końcu przejdę na emeryturę  . A czas trzeba wykorzystać do maksimum, jednocześnie się relaksując, bowiem kolega ma dom przy resorcie golfowym i stały dostęp do czterech basenów. Taki to pożyje!

Jest już w miarę dokładny plan wycieczki. Po wylądowaniu w poniedziałek zostanę odebrany z lotniska (jak pisałem, dobrze mieć znajomych ), a następnie spędzimy resztę dnia na tapas, winie, plotkach i wspominaniu starych dobrych czasów. We wtorek i środę Kadyks + Gibraltar, pewnie w pierwszej kolejności Kadyks, do którego trzeba odbyć męczącą ponad 100 km podróż. W czwartek kompletny i totalny chillout nad morzem i w basenach, a w piątek rano wyjazd do Grenady (240 km i znów trzeba zorganizować jakiś autobus lub pociąg), tam nocleg połączony z wcześniejszym zwiedzeniem Alhambry, w sobotę rano jeszcze troszkę tułaczki po Grenadzie, a następnie wyjazd do Malagi, celem spędzenia tam sobotniej nocy. W niedzielę powrót do Alcaidesy i ostatnia wieczerza, jak zwykle suto zakrapiana winem i oliwą, bo w poniedziałek o 6:15 wylot do Twierdzy Wrocław.


Wyświetl większą mapę

Kosztorys:

  • Bilety Ryanair w dwie strony – 890 zł (drogo…);
  • Nocleg w jednym z miast ~200 zł;
  • Komunikacja na miejscu ~20 €;
  • Bilety wstępu ~20 €;
  • Żywność ~20 €;
  • Pamiątki ~20 €;

Chcę się zamknąć w 1500 zł i, jak sądzę, jest to jak najbardziej w zasięgu. Jednocześnie przypominam, jak pisałem na fejsie, że mam jeszcze jedno miejsce na tę wycieczkę. Koszty mogą być nawet niższe, bo odpada dodatkowy nocleg.

 

Zostaw Komentarz